Ćwierć wieku temu polskie jelcze ścigały się w Rajdzie Dakar

Po ośmiu etapach Rajdu Dakar Krzysztof Hołowczyc zajmuje miejsce na podium i ma szanse na historyczny wynik. Wszystko to w 25. rocznicę pierwszego startu Polaków - zespołu fabrycznego z Jelcza-Laskowic - w tym najtrudniejszym rajdzie na świecie.
Historia Dakaru rozpoczęła się w 1979 roku. Na trasę pierwszego rajdu z Paryża do Dakaru wyjechało wówczas blisko dwieście załóg w samochodach terenowych i na motocyklach. Rok później do rywalizacji na pustynnych bezdrożach Afryki dołączyły auta ciężarowe. To właśnie z tymi samochodami związany jest debiut Polaków w tej imprezie. Po raz pierwszy polscy kierowcy wystartowali w Dakarze ćwierć wieku temu.

Nasz najlepszy obecnie dakarowiec Krzysztof Hołowczyc wtedy dopiero rozpoczynał swoją przygodę z rajdami samochodowymi i zaliczał pierwsze starty fiatem 125p 1500.

Pierwszy raz z Dakarem w 1987 roku postanowiły zmierzyć się dwie załogi Jelczańskich Zakładów Samochodowych: Adam Chmielewski z pilotem Maurizio Arvettim i Pawłem Taraszkiewiczem oraz Feliks Gaca z pilotem Roberto Pratim i Tadeuszem Barbackim. Dla każdej załogi JZS przygotowały rajdowego jelcza S442, który miał napęd na cztery koła. Auta, którymi wystartowali, w całości zostały zbudowane w fabryce w Jelczu-Laskowicach. Ciężarówki wyposażono w silnik o mocy ponad 250 koni mechanicznych, pozwalający na osiągnięcie maksymalnej prędkości w granicach 140 km/godz., oraz skrzynię biegów z 16 przełożeniami. Kierowcy mieli do pokonania podczas rajdu ogromne dystanse, dlatego w aucie zamontowano podwójny bak paliwa oraz zbiornik na wodę pitną. Masa pojazdu wynosiła aż 12 ton.

Dakar był nie tylko wyzwaniem dla inżynierów pracujących w fabryce pod Oławą. Przede wszystkim dla załóg była to nie lada próba. Jelczańskie ekipy przygotowywały się do startu przez kilka miesięcy. Oprócz testów sprzętu i zapoznania się z budową aut kierowcy oraz piloci musieli zdobyć licencje sportowe, przejść specjalistyczne szkolenie z zakresu nawigacji oraz nauczyć się języka angielskiego bądź francuskiego. Wszystko, by móc porozumieć się z zagranicznymi nawigatorami.

Przygotowania do Dakaru zakończyły się 18 grudnia 1986 roku. Wówczas w fabryce w Jelczu-Laskowicach uroczyście pożegnano obie załogi, które rajdowymi ciężarówkami udały się w 1500-kilometrową podróż do Rouen we Francji. Na miejscu samochody poddano szczegółowym badaniom technicznym.

Kierowcy i piloci musieli zdać testy z umiejętności posługiwania się urządzeniami do nawigacji. Sprawdzono także ich świadectwa lekarskie, szczepienia. Co ciekawe, każdy uczestnik rajdu został oznaczony przez organizatora specjalnymi plastikowymi opaskami na ręce, tak by nie mogli się oni zamieniać podczas rajdu. Załogi otrzymały także opis trasy rajdu, który do tego momentu był pilnie strzeżony, oraz nadano im numery startowe. Na drzwiach jelcza prowadzonego przez Chmielewskiego widniał numer 618, na samochodzie Gajcy - 619.

Obaj kierowcy polską historię Dakaru zaczęli pisać 30 grudnia. Podczas prologu w Serge-Pontoise jelczańskie załogi spisały się rewelacyjnie, zajmując miejsca w pierwszej dziesiątce w klasyfikacji aut ciężarowych: Chmielewski był ósmy, Gajca - dziesiąty. Jak się później okazało, były to dobre złego początki.

Podczas liczącego ponad tysiąc kilometrów II etapu z Paryża do Barcelony w jelczu S442, prowadzonym przez Feliksa Gacę, zaczęły się pierwsze problemy techniczne. Awarii uległa pompa wtryskowa i silnik stracił moc. Załodze udało się naprawić usterkę na trasie i na metę odcinka zameldowała się na 37. miejscu. Chmielewski był 42.

Prawdziwe ściganie rozpoczęło się dopiero w Afryce. 3 stycznia w Algierze wystartowała kolejna próba. Na trasach wytyczonych przez góry Atlas, podobnie jak podczas ostatniego europejskiego etapu, Polacy uplasowali się w okolicach 40. pozycji wśród ciężarówek.

Mordercza dla 12-tonowych jelczów okazała się już czwarta próba na odcinku Ghardaja - El - Golea, która w całości odbyła się na Saharze. Piaszczyste wydmy i kamieniste szlaki okazały się przekleństwem dla samochodów, które zaczęły odmawiać posłuszeństwa. W obu jelczach uszkodzeniu uległ przedni most, przez co samochód miał tylko napęd na tylną oś. Naprawa okazała się niemożliwa w pustynnych warunkach i obie jelczańskie załogi już na początku rajdu musiały wycofać się z zawodów.

Spośród 73 załóg w autach ciężarowych metę w IX Rajdzie Paryż - Dakar osiągnęło zaledwie 27. W sumie w rajdzie wystartowały 539 ekipy, z czego na mecie w stolicy Senegalu zameldowały się 124. Trasa rajdu liczyła wówczas 13 tysięcy kilometrów, z czego ponad 8 tysięcy wynosiły odcinki specjalne.

Komentarze (3)
Ćwierć wieku temu polskie jelcze ścigały się w Rajdzie Dakar
Zaloguj się
  • Gość: Sambucus Nigra

    0

    Huh? I to cały tekst? A gdzie opis pozostałych startów (przypuszczam, że takowe się odbyły)?
    Poza tym, Autorze, zdecyduj się: Gaca czy Gajca?

  • rejestr06

    0

    Coś pamiętam, że dojechała załoga auta serwisowego.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX