Zagłębie Lubin: Pokazowi chłopcy do bicia

Zagłębie Lubin może być jedynym polskim klubem dwukrotnie ukaranym za udział w aferze korupcyjnej. Paradoksalnie to Zagłębie jako jeden z nielicznych polskich zespołów w działaniach udowodniło, że zerwało z mroczną przeszłością. Inni, cyniczni - są nietykalni
Trzy ujemne punkty oraz 300 tys. zł grzywny - takie kary Wydział Dyscypliny PZPN nałożył na Zagłębie Lubin. To kolejne sankcje za udział klubu w aferze korupcyjnej, tym razem za ustawiony mecz z Cracovią z 2006 r. Zagłębie zapowiedziało, że odwoła się od tej decyzji do Związkowego Trybunału Piłkarskiego, który może karę anulować bądź zatwierdzić. Jednak nie wysokość kary ani to, że może być wprowadzona w życie dopiero w przyszłym sezonie, jest w tym momencie najważniejsze.

Specyficzna mentalność środowiska

Kilka lat temu w najgorętszym okresie wybuchu afery PZPN zapowiadał, że oczyści środowisko piłkarskie. Miał doprowadzić do sytuacji, w której antybohaterowie, ludzie niszczący polską piłkę, przestaną mieć na nią jakikolwiek wpływ.

Życie zweryfikowało te płomienne deklaracje. Owszem, z polskiego futbolu zniknęli przede wszystkim skorumpowani sędziowie, obserwatorzy PZPN czy działacze. Ale mentalność środowiska w dużej mierze pozostała niezmieniona.

Wielu uwikłanych w korupcję zostało skazanych w procesach karnych. Na razie tylko nielicznych dosięgła kara nałożona przez organy dyscyplinarne PZPN. To efekt specyficznego podejścia władz związku do tego problemu. Materiały prokuratorskie dotyczą aż 600 osób zamieszanych w ustawianie meczów w różnych ligach. W PZPN zajmuje się tym jedna osoba, współpracująca ze związkiem. To rzecznik dyscyplinarny PZPN. On bada materiały śledcze, przesłuchuje oskarżonych lub już skazanych w procesach karnych. A potem wnioskuje do Wydziału Dyscypliny o kary.

Kpina z problemu

Scedowanie tak ważnego problemu zaledwie na jednej osobie to żart, kpina. Karanie w PZPN trwa latami, w efekcie większość piłkarzy, którzy kiedyś ustawiali mecze, już dawano pokończyła kariery. I wcale na wezwanie rzecznika dyscyplinarnego stawiać się nie muszą. Inni, z prawomocnymi wyrokami sądowymi, spokojnie grają w ekstraklasie czy I lidze - bo rzecznik nie dogrzebał się jeszcze do ich materiałów przesłanych z prokuratury. Może uczyni to za kilka lat...

Opieszałość struktur PZPN to jedno. Ale gorsza jest mentalność wielu osób z tego środowiska, jego zakłamanie. Środowisko piłkarskie bardzo szybko przygarnęło tych, którzy handlowali meczami. Dla wielu trenerów i działaczy ważniejszy okazał się wynik osiągnięty za wszelką cenę niż odrobina przyzwoitości.

Dlatego teraz paradoksem jest to, że kara za korupcję spotyka właśnie Zagłębie Lubin. Nie ma żadnych wątpliwości, że przed laty lubiński klub był zamieszany w ustawianie meczów. To od spotkania Polar - Zagłębie w 2004 r. zaczęła się polska afera korupcyjna. Sam przed laty pisałem, iż właśnie ten klub powinien być surowo ukarany, gdyż kiedyś wyznaczał najgorsze, patologiczne normy funkcjonowania.

Klasa Zagłębia

Ale od pewnego czasu w Lubinie wszystko się zmieniło. Wreszcie jest normalnie. Zagłębie okazało się jednym z nielicznych polskich klubów, który w realnym działaniu udowodnił, iż konkretnie walczy z korupcją. Po ujawnieniu informacji, że prokuratura postawiła zarzuty dwóm zawodnikom Zagłębia: kapitanowi Michałowi Stasiakowi oraz Grzegorzowi Bartczakowi, klub rozwiązał z nimi kontrakty w trakcie sezonu. Zrezygnowano też z trzeciego piłkarza, który zamieszany był w aferę, kiedy grał w barwach Górnika Polkowice. I nie patrzono, że takie decyzje personalnie osłabiają zespół i mogą mieć negatywny wpływ na wyniki zespołu. Nikt nie zawahał się przed najbardziej radykalnymi posunięciami. Zagłębie naprawdę z klasą pożegnało się ze swoją mroczną przeszłością. Dziś zamiast na łapówki ogromne pieniądze przeznacza na szkolenie młodzieży.

Poza Zagłębiem podobne twarde decyzje wobec skorumpowanych piłkarzy podejmowali właściciele Polonii Warszawa czy Wisły Kraków.

Równocześnie znalazły się drużyny, które natychmiast przygarniały piłkarzy wyrzuconych za udział w aferze z innych zespołów. Tak postępowała przede wszystkim Jagiellonia Białystok w czasach, gdy prowadził ją trener Michał Probierz. Nie miał żadnych moralnych oporów, aby zatrudnić zwolnionego z Zagłębia Bartczaka czy Jarosława Latę z Polonii. U niego grali inni zawodnicy z zarzutami: Brazylijczyk H. czy Rafał G. Złośliwie można go wytłumaczyć - przecież za udział w aferze korupcyjnej Jagiellonię ukarano odjęciem 10 pkt, więc za wszelką cenę trzeba było odrabiać straty. Nieważne, że z tymi, którzy wcześniej ustawiali mecze. Ważne, aby skutecznie.

Kryształowy prezes

W innych klubach ekstraklasy czy I ligi nadal występują piłkarze skazani w procesie karnym lub oskarżeni o korupcję. Grają, bo rzecznik dyscyplinarny PZPN zajmie się nimi może za miesiąc, może za kilka lat. A właściciele klubów i trenerzy nie mają żadnych wątpliwości moralnych, aby ich zatrudniać. Tacy piłkarze występują choćby w Cracovii (Mateusz Ż., Łukasz N.), Koronie (Kamil K.), ŁKS (Wojciech Ł, Maciej I., Marek G - wypożyczony ze Śląska) czy pierwszoligowej Warcie Poznań (Piotr R., Grzegorz Bartczak). Pod tym względem dziwnie zachowuje się Śląsk, który kiedyś rozwiązał kontrakty z zatrzymanymi po jednym z meczów Jackiem B. oraz Zbigniewem W. A od lat nic nie robi z trzecim oskarżonym o korupcję - Markiem G.

Nikt z najważniejszych osób PZPN nigdy nie potępił tego procederu. Nikt nie widział w tym niczego niemoralnego, że jedne kluby naprawdę zrobiły coś pozytywnego w walce z korupcją, a inne cynicznie drwiły sobie z podstawowych norm i zasad fair play. Ale związek zawsze ma alibi, bo zawsze można powiedzieć: Jak to, przecież walczymy z korupcją, właśnie znów ukaraliśmy Zagłębie!

Problem w tym, że to działania pozorowane. Lubin spiął się i poważnie potraktował problemy futbolowej odnowy, oczyszczenia środowiska, i został sprowadzony na ziemię. Inni są nietykalni.

Jednak czego można wymagać od związku, na czele którego stoi prezes, który właśnie oskarżony przez biznesmena o przyjęcie koperty z łapówką odpowiedział: - Istotnie, zostawił u mnie w gabinecie kopertę. Nigdy jej nie otworzyłem.