Gikiewicz ostro: Mamy się bać Podbeskidzia? Paranoja

- Samą walką też można w naszej lidze wygrywać mecze, a w naszej sytuacji powinniśmy głównie na nią postawić. Zostało pięć spotkań do końca i możemy grać byle jak, aby tylko zwyciężać - mówi napastnik Śląska Łukasz Gikiewicz przed meczem z Podbeskidziem Bielsko-Biała.


Wrocławianie z beniaminkiem z Bielska-Białej zmierzą się w sobotę o godz. 13.30. Dla Śląska będzie to kolejny bardzo ważny mecz, bo drużyna trenera Oresta Lenczyka zajmuje w lidze drugie miejsce i ma trzy punkty straty do prowadzącej Legii Warszawa. Za wrocławianami jest z kolei cała grupa drużyn, które chciałyby ich wyprzedzić, a należą do nich Ruch Chorzów, Korona Kielce, Polonia Warszawa i Lech Poznań.

Śląsk do meczu z Podbeskidziem przystąpi po szczęśliwej wygranej z GKS-em Bełchatów 1:0. Wicemistrzowie Polski zanotowali drugą wygraną wiosną, choć byli od rywali słabsi, a gola zdobyli po rzucie karnym.

Michał Karbowiak: W meczu z GKS-em po raz pierwszy zagrał pan w podstawowym składzie, zebrał pochwały od trenera Oresta Lenczyka i prawdopodobnie zapewnił sobie miejsce w jedenastce na jakiś czas. Łukasz Gikiewicz jest więc największym wygranym spotkania z bełchatowianami ?

Łukasz Gikiewicz: Wygranym jest cały zespół, bo wszyscy przyczyniliśmy się do zwycięstwa w tym trudnym meczu. Cieszę się, że trener Lenczyk mnie pochwalił, ale tak naprawdę robiłem to, co mi nakreślił. Jeśli więc należy kogoś wyróżnić, to Mariana Kelemena, bo obronił karnego i wiele groźnych sytuacji stworzonych przez rywali. Gdyby nie to, nie wiadomo jak by ten pojedynek się ułożył.

Po meczu z GKS-em powiedział pan, że ten sukces zrodził się w bólach. Ból sprawia jednak oglądanie gry Śląska w całej rundzie.

- Na pewno nie idzie nam tak, jak zakładaliśmy podczas obozu na Cyprze. To jest fakt i nie ma co od tego uciekać. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Ale wiem, że ciągle mamy szansę na mistrzostwo Polski. Do końca zostało jedynie pięć kolejek i teraz musimy się na nich skupić. Żaden z meczów nie będzie pewniej łatwiejszy od tego z Bełchatowem, ale przecież samą walką też da się w naszej lidze wygrywać spotkania. W naszej sytuacji powinniśmy głównie postawić właśnie na walkę. Styl już nie jest ważny. Nieważne jak, ale musimy zwyciężać.

W ten sposób da się dojść do mistrzostwa albo europejskich pucharów?

- Kiedy Grecja zdobywała mistrzostwo Europy, też nie grała porywającego futbolu. Większość spotkań kończyła wygraną 1:0, a przez wiele minut murowała własną bramkę. I czy ktoś w związku z tym zabrał jej trofeum? Umówmy się, że jak wygramy pięć kolejnych spotkań, to żaden dziennikarz nie będzie nas krytykował, bo po prostu zostaniemy mistrzami Polski i nie będzie przeciwko nam argumentów. Uważam, że jako zespół nas na to stać. Przez kilka tygodni nie zapomnieliśmy, jak się gra w piłkę.

Może pozytywną zmianę w grze Śląska przyniosłaby gra na dwóch napastników? Gola z Bełchatowem strzeliliście, kiedy występował pan z Cristianem Diazem, a na początku kadencji trenera Lenczyka grywał pan przecież w podobnym układzie z Vukiem Sotiroviciem.

- Grając z Vukiem, robiłem na boisku czarną robotę i czasem więcej niż pod bramką rywali przebywałem na swojej połowie (śmiech). Niewątpliwie jednak dobrze nam to wychodziło, a w takim ustawieniu zaczęliśmy przecież serię prawie 20 meczów bez porażki. Jednym z pierwszych był zresztą wyjazdowy pojedynek z Bełchatowem, który wygraliśmy 1:0. Może historia się powtórzy i po ograniu GKS-u z Podbeskidziem zobaczymy odnowiony silny Śląsk?

Raczej będzie on grał z jednym napastnikiem, bo wystawienie dwóch na Bielsko byłoby samobójstwem. Raz, że to nie czas na eksperymenty, dwa, że gramy na wyjeździe. Treningi również nie wskazują, by trener Lenczyk rozważał taką koncepcję.

Co trzeba zrobić, by pokonać solidnego beniaminka na jego boisku?

- Na pewno zagrać inaczej niż z Polonią Warszawa, bo tamten mecz oddaliśmy niemal bez walki. Poza tym musimy zaprezentować to, co potrafimy, a wtedy będzie dobrze. Podbeskidzie to zespół nieobliczalny, który w tym sezonie pokonał już na wyjeździe Legię Warszawa, ale nie można się go obawiać. Nie popadajmy w paranoję. To my jesteśmy wiceliderem ligi, i to bielszczanie powinni się nas bać.

W przypadku wiosennej formy Śląska rzeczywiście jest się czego bać?

- Powtórzę: to my jesteśmy wicemistrzem Polski, to my jesteśmy wiceliderem tabeli, to my walczymy o złoto. To my wreszcie mamy lepszych piłkarzy i ekipę, która może pokonać każdego. Nas trzeba się bać.

Rozmawiał Michał Karbowiak