Niemiecki ekspert radzi Wrocławiowi: Pokochajcie stadion, bo inaczej rozbiorą go jak w Kapsztadzie

We Wrocławiu dla stadionu musi być wyraźna aprobata, bo wtedy zacznie on zarabiać i da mieszkańcom fantastyczne emocje. Jeśli tej akceptacji zabraknie, to skończy się jak w Kapsztadzie, gdzie za rok wyburzą piękny obiekt wybudowany na mistrzostwa świata w 2010 roku - mówi Hans Rütten, dyrektor RheinEnergie Stadion w Kolonii
Michał Karbowiak: Stadiony w Kolonii i we Wrocławiu zostały wybudowane na dwie wielkie imprezy piłkarskie: odpowiednio mistrzostwa świata 2006 i Euro 2012. Obiekt, którym pan zarządza, w roku mundialu wykazał jednak ponad 3 mln euro zysku, a Stadion Miejski po mistrzostwach Europy przynosi straty.

Hans Rütten*: Moim zdaniem składają się na to dwa czynniki. Pierwszy to specyfika umów, jakie oba kraje zawarły z organizatorami turniejów, czyli odpowiednio Niemcy z FIFA, a Polska z UEFA. Poza tym w Kolonii od początku mieliśmy głównego wynajmującego w postaci piłkarskiego klubu 1 FC Köln. Zawarliśmy z nim dziesięcioletnią umowę na dzierżawę obiektu i zgodnie z jej zapisami klub płaci nam 6 mln euro rocznego czynszu. To plus wytężona praca pozwoliło osiągnąć wspomniany wynik.

Na stadion we Wrocławiu spojrzałbym jednak jak na dziecko, które dopiero się narodziło. Taki obiekt, podobnie jak człowiek, potrzebuje czasu, żeby dojrzeć. Najpierw musi podrosnąć, nauczyć się chodzić, potem znowu podrosnąć, nabrać sił i się usamodzielnić. Kiedy tak się stanie, będziecie mieli z tego stadionu wiele radości, bo naprawdę spełnia on wszystkie międzynarodowe standardy.

Na usamodzielnienie się stadionu mamy czekać aż 18 lat?

- Nie, aż tak długo to nie (śmiech ). Myślę, że cztery, pięć lat wystarczy. Bardzo wiele zależy od tego, czy stadionowi uda się zawrzeć z grającym na nim klubem piłkarskim rozsądną umowę. Taka umowa z jednej strony zapewni podstawowe wykorzystanie obiektu, z drugiej da odpowiedni dochód. Bez tego nie uda się zarobić potrzebnych pieniędzy, to jest niemożliwe wszędzie na świecie. W naszym przypadku zyski ze współpracy z 1. FC Köln to około 40 do 45 procent budżetu. Poza tym organizujemy także duże koncerty i wydarzenia rozrywkowe - to kolejne 30 procent. Resztę dają małe i średnie imprezy, od urodzin, przez konferencje, do spotkań firmowych. Swoim ludziom zawsze powtarzam, że na tym stadionie może być tylko jeden cichy i spokojny dzień w roku. To Wigilia. Przez pozostałe 364 dni ma się tu wiele dziać. Dzięki takiej filozofii mamy w 2012 roku o milion euro zysku więcej, niż planowaliśmy. W sumie zarobiliśmy w tym roku 6 mln euro - 2 mln wypracowaliśmy sami, a 4 mln euro dostaliśmy jako premię od miasta. Kolonia płaci nam też 6 mln euro na roczne pokrycie amortyzacji obiektu.

Problem w tym, że jeśli na stadionie we Wrocławiu dzieje się coś naprawdę spektakularnego, to taka impreza zawsze przynosi straty. Tak było choćby z bokserską walką Adamek - Kliczko, ale także innymi wydarzeniami - meczem towarzyskim Japonia - Brazylia czy zawodami ciężarówek Monster Jam.

- Trudna sprawa. Nie chciałbym się jednoznacznie wypowiadać, bo nie znam szczegółów tych imprez, nie wiem, w jakim modelu biznesowym zostały zorganizowane. Widzę jednak, że ludzie ze spółki Wrocław 2012 są teraz nastawieni na zarabianie pieniędzy i że obrali właściwą drogę. A co do poprzednich wydarzeń, to może warunki brzegowe były niewłaściwe? Może presja opinii publicznej na organizowanie imprez była tak wielka, że nie robiono tego w realiach rynkowych? To są jednak tylko moje domysły. Z drugiej jednak strony macie najlepiej wypromowany stadion. Ze wszystkich, które powstały na Euro, to o wrocławskim słyszy się w Niemczech najwięcej. Z całą pewnością jednak na takiej wielkiej imprezie jak walka Adamek - Kliczko stadion powinien był zarobić.

Na koncertach muzycznych też jest to możliwe? Na stadionie w Kolonii w czerwcu 2013 roku zagra Bon Jovi. We Wrocławiu oferty podobnych gwiazd odrzucono, twierdząc, że ich występy są dla obiektu niedochodowe.

- Naturalnie, że na koncercie muzycznym można zarobić! Trzeba tylko tak skonstruować model biznesowy, żeby wszyscy czerpali z tego radość. W naszym przypadku ta radość to jakieś 250 tys. euro. Po pierwsze, wynajmujemy stadion na koncert, a poza tym zarabiamy na miejscach biznesowych, których jest około 3,5 tys., oraz na 52 lożach VIP. W skrócie wygląda to tak, że kupujemy bilet od organizatora po normalnej cenie, a dodając do tego catering, hostessy, miejsca parkingowe i wiele innych rzeczy, tworzymy specjalny pakiet, który później sprzedajemy drożej. Różnica w cenie jest naszym zyskiem.

Powiedział pan, że dla stadionu najważniejszy jest futbol. Tymczasem przecież 1 FC Köln jest na 10. miejscu w drugiej Bundeslidze, a dodatkowo klub ma problemy z piłkarskimi chuliganami, którzy na zakończenie zeszłego sezonu wdarli się na płytę główną podczas meczu z Bayernem Monachium.

- Powiedziałbym raczej, że wśród kibiców 1 FC Köln są także chuligani, których staramy się wyeliminować. Oni zresztą do tej pory źle zachowywali się głównie na wyjeździe, poza wspomnianym meczem z Bayernem, kiedy drużyna spadała z Bundesligi. By móc skuteczniej walczyć ze stadionowymi przestępcami, wraz z klubem zainwestowaliśmy w najnowszy system monitoringu, który pozwoli nam wyłapać każdego, kto będzie na obiekcie zachowywał się niezgodnie z prawem. O większości kibiców z Kolonii możemy natomiast powiedzieć, że oni są pozytywnie zwariowani. Przecież mimo niskiego miejsca w drugiej Bundeslidze na mecze drużyny regularnie przychodzi ponad 40 tys. fanów! To jest wyraźny znak, że stadion i klub są w Kolonii czymś szczególnym.

Jak udało się wam utrzymać taką frekwencję, skoro wyniki sportowe w tym przeszkadzały?

- Nałożyło się na to kilka czynników. Kiedy stadion został otwarty po modernizacji, w Niemczech czuło się już wielkie oczekiwanie związane z mistrzostwami świata w 2006 roku. Poza tym mieszkańcy Kolonii ten stadion przyjęli. Dla nich przychodzenie tam było wspaniałym, nowym doświadczeniem, bo na starym obiekcie przypominającym betonową miskę, oglądali mecze z odległości 30 metrów. Teraz stali pięć metrów za bramką. Nasz stadion oferuje też wysoki standard parkingów, gastronomii czy sanitariatów. Ludzie czują się na nim bezpiecznie. Dzięki temu dziś na meczach 1. FC Köln jest aż 30 procent kobiet i dzieci. Dzięki solidnej pracy udało nam się zaimplementować ten stadion w mieście, obiekt stał się jednym z jego symboli. We Wrocławiu też musicie zanieść wasz stadion do ludzi. On musi być zakotwiczony w sercach i umysłach mieszkańców. Oni muszą wiedzieć, że tu zawsze dzieje się coś ważnego i fajnego.

Jak to zrobić, skoro słyszymy głównie o tym, że stadion jest niedokończony? Że na jego utrzymanie wydajemy krocie...

- W pana podejściu widać, jak wiele w tej sprawie mogą zrobić media. One też powinny sprawić, by ludzie podchodzili do tego projektu z radością. Bo mogą pisać albo o ciemnej, albo o jasnej stronie funkcjonowania obiektu. Moim zdaniem nie będzie lepiej, jeśli bez przerwy będziemy wracać tylko do problemów i publicznie je wałkować. Przecież stadion to nie jest projekt, który rozpoczniemy w 2010 roku, a on w 2012 roku będzie przynosił zyski i jeszcze nie będzie z nim żadnych kłopotów. Tak się nie dzieje nigdzie na świecie. Stadionowi najbardziej potrzebna jest cierpliwość i wytrwałość. Poza tym konieczne jest budowanie wokół niego zgody wszystkich: polityków, władz, członków administracji. Jeśli dla stadionu będzie wyraźna aprobata, to on zacznie zarabiać, a po drugie da mieszkańcom fantastyczne emocje. Jeśli tej akceptacji zabraknie, to skończy się jak w Kapsztadzie, gdzie za rok wyburzą obiekt wybudowany na mistrzostwa świata w 2010 roku, choć ten jest piękny, nowoczesny i położony nad samym oceanem.

We Wrocławiu na stadionie gra Śląsk, ale jego mecze są dla obiektu kompletnie niedochodowe. Na spotkaniach trybuny zapełniają się tylko w 30 procentach, choć jesteśmy po Euro 2012, a drużyna zdobyła mistrzostwo Polski.

- To znaczy, że klub robi coś źle. I nie tylko coś, tylko wiele rzeczy robi źle. Należy się zastanowić, czy nie zaprzepaszczono szansy wynikającej z Euro 2012 i z tego, że drużyna zdobyła tytuł. To była świetna okazja, by zainicjować pospolite ruszenie. Nie mogę się wypowiadać za dział marketingu Śląska, ale te rzeczy powinny być wykorzystane. Byłem na Euro 2012 w Polsce, oglądałem mecz ćwierćfinałowy w Gdańsku, gdzie wasi kibice dopingowali reprezentację Niemiec. To było coś niesamowitego. Uważam więc, że była w Polsce pozytywna energia i emocje, które można było przekuć w dalszy sukces. Jeśli tak się nie stało, to można jedynie żałować.

* Hans Rütten - jest dyrektorem RheinEnergie Stadion w Kolonii

RheinEnergie Stadion w Kolonii

Był jedną z aren piłkarskich mistrzostw świata w roku 2006. Odbyło się na nim pięć meczów turnieju. Na modernizację obiektu przed imprezą wydano 120 mln euro. Na spotkaniach ligowych 1. FC Köln stadion może pomieścić 50 tys. widzów, natomiast na pojedynkach międzynarodowych 48,8 tys. Sponsorem tytularnym obiektu jest koncern energetyczny RheinEnergie, który za prawo do nazwy płaci rocznie 2,5 mln euro.