Sport.pl

Impel Wrocław w finale: Katarzyny Mroczkowskiej reaktywacja doskonała

Wydawało się, że jest blisko sportowej emerytury, że jej czas przeminął i zamiast siatkówki będzie mogła w pełni zająć się działalnością w Amnesty International. Tymczasem Katarzyna Mroczkowska rozgrywa jeden z najlepszych sezonów w karierze i poprowadziła właśnie Impel do historycznego finału mistrzostw Polski.
Mroczkowska została najlepszą zawodniczką trzeciego meczu półfinałowego między Impelem, a Atomem Trefl Sopot wygranym przez gospodynie 3:0. W kolejnym spotkaniu wrocławianki wygrały i awansowały do finalu play-off.

Dla ikony wrocławskiego klubu Katarzyny Mroczkowskiej, jest to sezon wyjątkowy - jeden z najlepszych w karierze. 34-letnia Mroczkowska to zresztą również siatkarka nietuzinkowa - drugiej takiej nie znajdziecie w całej Orlen Lidze.

W czasach, kiedy zawodniczki barwy zmieniają co sezon, jeżdżą po klubach w poszukiwaniu większych pieniędzy, ona we Wrocławiu gra nieprzerwanie od rekordowych 14 lat. Była tu, gdy w Gwardii było biednie, jest kiedy Impel należy do najbogatszych w Orlen Lidze. Dodatkowo można nazwać skrzydłową wrocławianek zawodniczką alternatywną: działa w Amnesty International, interesuje się kulturą buddyjską i Tybetem, jest wegetarianką.

Dziś o jej wyjątkowości świadczy jednak w dużej mierze forma sportowa. Doświadczona Mroczkowska stała się dla drużyny trenera Tore Aleksandersena brakującym ogniwem, istotnym dopełnieniem na skrzydle - tak w ataku jak i w przyjęciu. Norweski szkoleniowiec wrocławskiej drużyny przesunął ją z pozycji atakującej na przyjmującą i okazało się, że zmiana znakomicie jej służy.

- Kasia przeżywa w tym sezonie renesans formy. Szczerze mówiąc, wcześniej myślałem, że ona będzie blisko zakończenia kariery, bo kręciła się w raczej w kwadracie dla rezerwowych. Byłem nawet w pewnym sensie zaskoczony, że znalazła się w kadrze tak mocnego zespołu na ten sezon. Teraz jest jednak wiodącą postacią wrocławianek - ocenia ekspert siatkarski, były siatkarz i komentator Polsatu - Tomasz Swędrowski, który dodaje: - Poprzednio, jeszcze w zespole Rafała Błaszczyka to na Kaśce spoczywał głównie ciężar zdobywania punktów. Przez to gra wrocławianek była prosta, schematyczna. Trener Aleksandersen oraz rozgrywająca Frauke Diricx ją odciążyli, a to posłużyło tak drużynie jak i zawodniczce.

Mroczkowska w tym sezonie po latach przerwy wróciła nawet do reprezentacji Polski, choć głównie jako zawodniczka dopełniająca - wchodząca z ławki rezerwowych. Był to jednak w pewnym sensie powrót symboliczny. W 2003 roku, tuż przed największymi sukcesami kadry Andrzeja Niemczyka, siatkarka sama zrezygnowała z występów w drużynie narodowej. Chciała wyleczyć kontuzje, studiować, pojechać na wakacje. Już bez jej koleżanki sięgnęły dwa razy po mistrzostwo Europy, pojechały na igrzyska olimpijskie. - Nie zazdroszczę dziewczynom medali. Sukcesy w siatkówce to nie jest moje największe marzenie życiowe, interesuje mnie jeszcze kilka innych rzeczy - mówiła w wywiadzie dla "Wyborczej" pięć lat temu. Ale właściwie co szkodzi mieć i sukcesy i pozasportowe pasje\?

Więcej o: