Trener Janusz Kudyba: Miedź ma duży piłkarski potencjał

Wiosną chcemy stworzyć fundamenty drużyny, która w przyszłym sezonie będzie walczyć o czołowe lokaty - zapowiada Janusz Kudyba, trener pierwszoligowej piłkarskiej Miedzi Legnica.
Grzegorz Szczepaniak: Pozostaje pan trenerem Miedzi na dłużej. Na ile się umówiliście z prezesem Dadełłą?

Janusz Kudyba: Na razie ustaliliśmy, że z pierwszym zespołem pracuję przez półtora roku. Najpierw musimy zamknąć ten sezon. Oczywiście zadaniem numer jeden jest jak najszybsze zapewnienie ligowego bytu. Do końca pozostało 15 kolejek, więc kiedy osiągniemy ten cel, będzie okazja na coś jeszcze. Wierzę, że będziemy mieli dość czasu, by poprzyglądać się poszczególnym piłkarzom pod kątem tworzenia zespołu na przyszły sezon. Już wiosną chcemy stworzyć fundamenty drużyny, która w przyszłym sezonie będzie walczyć o czołowe lokaty.

Z Miedzi odchodzą przede wszystkim pomocnicy: Lenkiewicz, Machaj, Szymański, Zgarda. Nie pasują do pańskiej koncepcji?

- Ich odejście to wynik analizy zespołu. Bardzo trudno byłoby im się u nas przebić do składu. Wśród graczy, z którymi się rozstaliśmy, jest też Olek Ptak. Mieliśmy dwóch doświadczonych bramkarzy, ostatnio więcej bronił Bledzewski, Olkowi kończył się kontrakt i nie przedłużyliśmy go.

Nowymi twarzami w Miedzi są m.in. Tadas Labukas i Adrian Mrowiec. Dlaczego zakontraktował pan akurat tych dwóch zawodników?

- Labukas to silny napastnik, który szuka gry, a my potrzebujemy dokładnie takiego zawodnika, klasycznej "9", bo tworzymy sporo sytuacji, których nie finalizujemy. Litwin gwarantuje nie tylko bramki, ale też asysty. Mrowca znam, bo przed laty prowadziłem go we wrocławskiej SMS. Ma za sobą kawał kariery z mistrzostwem i pucharem Litwy oraz pucharem Szkocji w dorobku. W Ruchu Chorzów trenerzy nie widzieli go w pierwszym zespole. Uważam, że bardzo wzmocni współzawodnictwo. Ma doskonałe warunki fizyczne. Może grać na środku obrony lub jako defensywny pomocnik. Potrzebujemy jeszcze wzmocnień w ofensywie i defensywie, zwłaszcza na boku obrony.

Może zamiast kupować, trzeba dać szansę piłkarzom, z których korzystacie mniej? Tak jak zrobił pan z Grzegorzem Bartczakiem, który jakby narodził się na nowo.

- On zaczął się odbudowywać w czwartoligowych rezerwach. Wykonał tam z trenerami doskonałą robotę. Zanim zacząłem pracować z pierwszym zespołem, widziałem, że Grzesiek wraca do formy. Po objęciu zespołu postawiłem na niego i na przykład w Lubinie współpraca na prawej stronie Grześka z Wojtkiem Łobodzińskim była znakomita, to był nasz motor napędowy. Grzesiek wykorzystuje swoją szansę, to zresztą bardzo dobry i nieprzypadkowy piłkarz. Jednak transfery są nam niezbędne.

Miedź od czasu do czasu pokazuje, jak wielki drzemie w niej potencjał. Tylko dlaczego tak rzadko przytrafiają się wam takie mecze jak w Lubinie? Co pan zrobił, że w jesiennych derbach tak bardzo zdominowaliście Zagłębie?

- Są przeróżne sposoby motywowania zawodników. Mobilizuje się zespół muzyką, zmontowanymi filmami i na wiele innych, czasami niecodziennych sposobów. Ja z tego jednak nie korzystam. Zgodzę się jednak z tymi, którzy uważają, że ten mecz tak naprawdę rozstrzygnął się w szatni. Powiedziałem chłopakom, że to jest ten pojedynek, kiedy naprawdę dowiemy się, ile wart jest zespół i w którym jesteśmy miejscu. Myślę, że derby wyzwoliły w moich piłkarzach bardzo dużo pozytywnej energii. Zaskoczyliśmy tym rywali, którzy wcale nie grali złego spotkania. Po prostu my byliśmy znacznie lepsi od ówczesnego wicelidera tabeli. Rzeczywiście, cała sztuka w tym, żeby to utrwalić. Potencjał w tym zespole naprawdę jest spory.

Jaki ma pan więc pomysł na Miedź?

- To jest trochę niewygodne pytanie, bo trzeba by odnosić się do mego poprzednika Wojciecha Stawowego, a ja nie chcę oceniać jego pracy. Nie od tego jestem. Na pewno inaczej będą rozłożone akcenty w zespole, niż to było na początku sezonu. Pojawienie się bramkostrzelnego środkowego napastnika też przedefiniuje nasz sposób grania. Drużyna musi być zbilansowana. Skoro mamy świetnie współpracującą prawą stronę, to trzeba podobnej pary szukać na lewej. Środek pomocy można budować wokół Kakoko, ale proszę tego nie odbierać tak, że to jakiś samodzielny lider drużyny. Udowodnił jesienią swoją wartość, ale sam niczego nie zwojuje, musi mieć wartościowych partnerów: Cierpkę, Bartoszewicza czy Garucha, a może i innych. W obronie Lafrance pokazuje, że jest zawodnikiem gwarantującym odpowiedni poziom. Krystalizuje się szkielet tego zespołu.

Co z pana zaangażowaniem w Akademię?

- To jest projekt, któremu przez ostatnie półtora roku poświęciłem mnóstwo czasu i energii i z którego jestem dumny. Nie kończę tej współpracy, Akademię będę nadzorował merytorycznie, ale oczywiście nie mogę poświęcać jej tyle czasu co wcześniej. Nowe obowiązki są czasochłonne. Akademia zostanie personalnie wzmocniona, ale zgodnie z naszymi ustaleniami z prezesem Dadełłą stanowisko dyrektora Akademii będzie na mnie czekać.