Wielkie ściganie na wrocławskich Partynicach. Prestiżowy triumf Sergeanta Thundera

Trybuny zapełnione po brzegi, mnóstwo ludzi na leżakach i kocach, ogromna dawka emocji - tak było podczas największej końskiej gonitwy skokowej w Polsce. Nagrodę główną zdobył Sergeant Thunder z Czech.
Partynice były w niedzielę areną dwóch największych gonitw skokowych w Polsce: Wielkiej Wrocławskiej Nagrody Portu Lotniczego Wrocław i Wielkiej Partynickiej. Wyścigami folblutów emocjonowało się kilka tysięcy osób.

- Na Partynice przyszedłem przez przypadek. Przyjechałem do Wrocławia na weekend odwiedzić rodzinę. Zaproponowali, aby wybrać się na wyścigi konne. Postawiłem nawet parę złotych, niestety to nie był mój szczęśliwy dzień. Mimo to wyścigi konne potrafią wciągnąć. Ale największe wrażenie zrobił na mnie jednak tor na Partynicach. To miejsce, którego w innych miastach mogą Wrocławiowi pozazdrościć. Super sprawa mieszkać w wielkim mieście i móc wyjść na spacer do tak ogromnego obszaru zieleni - podkreślał Maciek, który przyjechał z Krakowa.

Zakłady bukmacherskie to nieodzowny element wyścigów konnych. Niektórzy w niedzielę na Partynicach obstawiali po raz pierwszy. Sugerowali się np. nazwą konia albo po prostu losując chwilę przed zakupem kuponu. Inni szczegółowo analizowali każdy element: z jakiej stajni pochodzi folblut, dorobek trenera czy wagę dżokeja.

- Obserwuję ludzi przy kasach i zwróciłam uwagę, że wielu nie podnosi wzroku z programów wyścigowych. Nie mam pojęcia, co analizują, ale widać, że są stałymi bywalcami takich imprez. Dla mnie wyścigi konne to pomysł na wolny czas. Postawiłam na konia w pierwszej gonitwie, ale wygrał inny. Zniechęciłam się na kolejny zakład. Może to i dobrze, bo nie wrócę do domu z pustym portfelem - śmiała się Joanna.

Głównym punktem programu była Wielka Wrocławska Nagroda Portu Lotniczego. Pula nagród wynosiła aż 175 tys. zł. Gonitwa cieszyła się wielkim zainteresowaniem. Tłum przed kasami zakładów bukmacherskich był ogromny.

Na dystansie 5000 m znalazło się aż 25 przeszkód i rywalizowało dziesięć koni. Najlepszy okazał się Sergeant Thunder z dżokejem Markiem Stromskym. Ten czeski folblut był, obok klaczy Delight My Fire, jednym z głównych kandydatów do zwycięstwa. Dla Sergeanta Thundera to już czwarte zwycięstwo gonitw z płotami i przeszkodami w tym roku.

Druga na mecie zameldowała się klacz Delight My Fire ze szwedzkim czempionem Niklasem Lovenem. Trzecie miejsce zajął Pareto - jedyny koń ze stawki, który ma na koncie start w Wielkiej Pardubickiej, najtrudniejszej gonitwie z przeszkodami na świecie.

Z kolei tytuł Wielkiej Partynickiej zdobył szwedzki Calvados z dżokejem Niklasem Lovenem, a dalej do mety dobiegły kolejno: czeski ogier Trim i polski Nick Of The Star.

W niedzielę odsłonięto też oryginalną rzeźbę Victory, przedstawiającą cwałującego konia wyścigowego z dżokejem. Tym samym Partynice dołączyły do elitarnego grona europejskich torów, które także mają swoje rzeźby legendarnych koni i jeźdźców. Charakterystyczne rzeźby posiadają m.in. angielskie tory Ascot, Cheltenham czy Newmarket oraz słynne czeskie Pardubice.

Więcej o: