Prezes Ślęzy Wrocław: Politycy zniechęcili biznes do angażowania się w sport

Prezes Ślęzy Katarzyna Ziobro-Franczak

Prezes Ślęzy Katarzyna Ziobro-Franczak (Materiały prasowe Ślęzy)

- Jedno jest pewne: firma, która wykorzysta reklamowo koszykarki Ślęzy do swoich celów, na pewno wyróżni się na tle rynkowej konkurencji - mówi Katarzyna Ziobro-Franczak, prezes wrocławskiego klubu.
Artur Brzozowski: "Ślęza rozrusza Wrocław" to wasza niekonwencjonalna akcja, w ramach której rozdacie dzieciom w szkołach aż 7 tys. piłek do koszykówki i futbolu. Reklamujecie zdrowy tryb życia i równocześnie klub?

Katarzyna Ziobro-Franczak: Zachęcamy dzieci do aktywnego trybu życia poprzez uprawianie sportu. W tym wypadku koszykówki oraz piłki nożnej. Dzieci nadal często wybierają inne rozrywki. Chcemy to zmienić. Być może dla wielu to będzie ich pierwsza własna piłka. Może tak rozpocznie się ich wielka przygoda ze sportem i kiedyś jako profesjonaliści trafią do Ślęzy?

Ślęzę i Wrocław już świetnie reklamują koszykarki. W minionym sezonie wywalczyły brąz mistrzostw Polski, teraz zespół nadal gra doskonale i po pierwszej części sezonu jest wiceliderem.

- Nasza drużyna staje się produktem flagowym Wrocławia, którym można się pochwalić nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Dobre wyniki sportowe zwiększają zainteresowanie kibiców, a to ważny argument dla potencjalnych sponsorów. Dlatego wierzę, że sukces sportowy w niedługim czasie przełoży się również na sukces biznesowy.

Jak konkretnie sponsorzy mogą reklamowo wypromować się przez Ślęzę?

- Myślę, że wielu z nas nudzą już standardowe reklamy, w których kobieta w czerwonej sukience reklamuje szybki samochód, pani w białym fartuchu mówi, że coś poprawi nam zdrowie, a uśmiechnięta rodzina zapewnia, że teraz czuje się już bezpieczna. A gdyby osoby z tych obrazków zamienić na dynamiczne, utalentowane, mądre i piękne koszykarki w przyciągających uwagę żółto-czerwonych strojach Ślęzy? Jeśli do standardowej reklamy dołożylibyśmy akcje promocyjne z udziałem naszych dziewczyn? Jedno jest pewne: firma, która wykorzysta nas do swoich celów, na pewno wyróżni się na tle rynkowej konkurencji.

Proponujecie reklamę przez produkt Ślęza Wrocław.

- Opisywany schemat jest bardzo prosty, biznesowy. Wbrew powszechnemu myśleniu sponsor nie inwestuje w nas, tylko w siebie. My tworzymy produkt, jakim jest klub, drużyna, ubieramy go w sportowe emocje, a sponsor kupuje ten produkt i wykorzystuje do własnych celów sprzedażowo-marketingowych. Tym bardziej że firmy mają budżety na reklamę i promocję, a z nami nie wydadzą więcej niż to, co zaplanowały. A korzyści będą na pewno bardziej efektywne.

Szukacie różnych form promocji, niedawno zorganizowaliście mikołajki dla kilkuset dzieci z Akademii Ślęzy. Takiej imprezy chyba nigdy nie zorganizował żaden inny klub sportowy we Wrocławiu.

- Cieszy, że nasza praca, również ta u podstaw, w akademiach dziecięcych, zyskuje uznanie mieszkańców Wrocławia i regionu. Te mikołajki były przełomowe pod względem frekwencji. Bawiło się z nami kilka tysięcy osób, w tym młodzi sportowcy oraz ich rodziny. Było wiele uśmiechu, zabawy, radości i oczywiście prezenty. Z perspektywy biznesowej, oceniając tempo, w jakim się rozrastamy, jestem przekonana, że jesteśmy już gotowym produktem dla wielu firm, choćby z szeroko pojętego sektora finansowego.

Sportowo Ślęza zachwyca. Więc jak wytłumaczyć fakt, że mimo waszych ogromnych starań, poszukiwań żaden sponsor się nie zdecydował?

- Sama się zastanawiam, dlaczego tak jest. Robimy naprawdę wiele, wysłaliśmy oferty do kilku tysięcy firm, do których oczywiście miało to sens. Tam gdzie było to możliwe, prowadziliśmy negocjacje, zachęcając do wykorzystania wizerunku Ślęzy. Nasze oferty były indywidualizowane, ponieważ każda firma może mieć inne cele marketingowe, sprzedażowe czy wizerunkowe. W dzisiejszym marketingu sportowym nie da się działać według szablonu, trzeba być kreatywnym, na bieżąco śledzić światowe trendy. Mimo to nadal trudno nam pobudzić biznesowy Wrocław do zainwestowania w siebie poprzez Ślęzę.

W Polsce profesjonalny sport w znacznej mierze istnieje dzięki finansowaniu przez samorządy i spółki skarbu państwa. W krajach, gdzie obowiązują reguły biznesowe, rynkowe, tak nie jest.

- W Stanach Zjednoczonych wszystko da się sprzedać. Tam biznes traktuje sport jako opcję pierwszego wyboru marketingowego, bo przy emocjach, które on niesie, wiele rzeczy świetnie daje się wypromować, a później sprzedać. W Bundeslidze firmy czekają nawet dziewięć lat, aby móc się zareklamować na koszulkach piłkarzy. Oczywiście nie porównuję tu potencjału medialnego i pieniędzy, jakie są tam inwestowane, ale mówię ogólnie o pewnym mechanizmie obowiązującym w świecie sportu i sponsoringu.

U nas to niewyobrażalne.

- W Polsce marketing sportowy kojarzy się z jednym: bezsensownym wydawaniem pieniędzy, workiem bez dna, z wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Kojarzy się z klubami, które przeżerają środki, wydając je głównie na pensje. A przecież we współczesnym świecie kluby sportowe to normalne firmy, które kreują i sprzedają swój produkt, a ich klientami są firmy potrzebujące tego produktu. Biznes bez reklamy to jak puszczanie oka do dziewczyny w ciemności, tylko ty wiesz, że to robisz. Dlatego rola promocji jest nieoceniona.

Wrocław jest bogatym miastem, siedzibą wielu międzynarodowych firm, dużego biznesu, jednak mimo światowego trendu nasze kluby mają problem z pozyskaniem sponsorów. Piłkarski Śląsk utrzymywany jest z miejskich pieniędzy. Sponsora nie mają też koszykarze Śląska. Dlaczego tak się dzieje?

- Mówiliśmy o trendach światowych, o relacjach biznesowych, o profesjonalnym traktowaniu marketingu sportowego. W takim zestawieniu nie ma miejsca na politykę. Niestety, we Wrocławiu takie właśnie zaangażowanie polityczne skutecznie zniechęciło lokalny biznes do dobrowolnego angażowania się w sport. Historia pokazuje, że ludzie biznesu nie lubią, aby ktokolwiek, a szczególnie politycy, mówił im, na co mają wydać swoje pieniądze. Zadaję sobie pytanie: czy jest szansa, aby to odwrócić? I myślę, że tak, ale tylko wyłącznie ciężką pracą opartą na rynkowych zasadach i realiach. Działalność klubów musi być w pełni transparentna. Tylko tak można zbudować zaufanie, które jest podstawą w biznesie.

Miasto od kilku lat dofinansowuje zawodowe kluby sportowe Wrocławia. Ślęza zawsze dostaje najmniej pieniędzy, znaczniej mniej niż choćby piłkarze ręczni Śląska czy siatkarki Impelu. Pani akceptuje taki podział publicznych środków?

- Jest stworzony regulamin, na podstawie którego dzielone są dotację. Chyba nie ma regulaminu idealnego i jeśli na podstawie tego wrocławskiego Ślęzie należy się taka, a nie inna dotacja, to nie będę z tym polemizować. Chciałabym jednak, aby dotacje dla profesjonalnych klubów były nagrodą, a nie butlą z tlenem. Bo jeśli mają być butlą z tlenem, to lepiej zupełnie ich nie dawać. Ci, na których jest popyt, poradzą sobie na rynku, a ci pozostali nie powinni być sztucznie utrzymywani przy życiu.

Podczas meczów Ślęzy i na waszej stronie internetowej widać reklamy wielu firm, które sponsorują klub. Ale pani podkreśla, że to za mało.

- Praktycznie we wszystkich klubach sportowych oprócz relacji sponsorskich i biznesowych funkcjonują relacje oparte na potrzebie wspierania sensownej, lokalnej inicjatywy, która daje satysfakcję udziału w czymś dobrym i pożytecznym. Firmy oraz ludzie, dzięki którym Ślęza dziś funkcjonuje, to lokalni patrioci. Taka grupa kolegów, którzy kilka lat temu zaangażowali nie tylko swoje pieniądze, ale i siebie, aby odbudować Ślęzę. Chcieli nadać jej nowy charakter, stworzyć dobry produkt marketingowy. Ci ludzie nie oczekują nic w zamian. Są dumni, że zawodowo udało im się osiągnąć sukces i mogą zaangażować się w dobry projekt sportowy, w dodatku z ogromnym potencjałem europejskim. Co ciekawe i wyjątkowe, żaden z nich nie chce tego robić w pojedynkę. Czasami padają od nich żartobliwe pytania: ile jeszcze czasu "biznesowa liga oldboyów" będzie się angażować sama?".

Oldboye wrocławskiego biznesu wspierają Ślęzę, a młody biznes?

- Nie lubię generalizować, tym bardziej że sama należę do tego młodego pokolenia. Wielu młodych biznesmenów z sukcesem prowadzi swoje firmy, angażuje się w różne inicjatywy społeczne. Czasem dużo bardziej potrzebne niż sport. Należy się im za to wielki szacunek. Niestety, mam jednak wrażenie, że tendencja do zachłyśnięcia się zdobytym bogactwem rośnie. Siódme ferrari w garażu może i wygląda zjawiskowo, ale czy w życiu tylko o to chodzi? Wierzę, że nie. Może to dobry moment, aby zachęcić właśnie młodych przedsiębiorców do zainteresowania się koszykarską Ślęzą. Razem przecież możemy być nowocześni i dynamiczni, zostawiając konkurencję w tyle. Wspólnie możemy dużo efektywniej zdziałać niż 20-sekundowy spot w telewizji. Wspólnie możemy być topową marką nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

Co będzie, jeśli w najbliższych miesiącach Ślęza nie znajdzie sponsora tytularnego dla koszykarek?

- Żyjąc w utopijnym podejściu, że "na pewno się uda", któregoś poranka można się bardzo rozczarować. Jeśli nie znajdziemy sponsora tytularnego, to znak, że we Wrocławiu Ślęza na najwyższym poziomie sportowym nie jest potrzebna, nie ma na nią biznesowego zapotrzebowania. Oczywiście będzie nam bardzo przykro przeżyć tak bolesne doświadczenie i zostaniemy zmuszeni zweryfikować poglądy, plany na przyszłość. Póki jednak piłka w grze, walczymy i na boisku, i poza nim.



Skomentuj:
Prezes Ślęzy Wrocław: Politycy zniechęcili biznes do angażowania się w sport
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Wrocław - Wyniki/Terminarz

Wrocław - Wyniki/Terminarz »