Jestem z Wrocławia, więc na mecz Zagłębia nie wejdę

CZYTELNIK PISZE, KLUB ODPOWIADA. Jestem kibicem Śląska Wrocław od wielu lat. Zabieram regularnie swoich dwóch dorastających synów (9 i 11 lat) na mecze Śląska rozgrywane we Wrocławiu.
Postanowiłem wybrać się na mecz Śląska do oddalonego o 80 km Lubina, gdzie moja drużyna rozegra we wtorek o godz. 20.45 mecz z miejscowym Zagłębiem. Ponieważ odległość nie jest spora, postanowiłem zabrać ze sobą również dzieci. Dodatkową atrakcją miała być możliwość zobaczenia nowoczesnego stadionu.

Po bilety pojechałem do Lubina w czwartek 22 kwietnia. Jestem zwykłym kibicem, który chciał obejrzeć spektakl, z dodatkowym dreszczykiem, bo to wszak derby Dolnego Śląska. Interesował mnie zakup biletów na miejsca siedzące, aby spokojnie obejrzeć mecz.

Ku mojemu zdziwieniu w kasach w Lubinie dowiedziałem się, że nie sprzedadzą mi biletu, bo jestem z Wrocławia. Zapytałem, czy to znaczy, że nie ma biletów w ogóle. Nie: bilety są, ale nie dla mnie.

Pani w kasie powiedziała mi, że ma wykaz miejscowości, których mieszkańcom nie może sprzedać biletów. Pozwoliłem sobie zadzwonić bezpośrednio do klubu, gdzie usłyszałem to samo. Rozmawiałem z p. Robertem Sadowskim z działu marketingu. Powołał się na ustawę z 20 marca 2009 r. o bezpieczeństwie imprez masowych. Przeczytałem całą i nie znalazłem nic, co by stanowiło o tym, że nie mogę kupić biletu tylko dlatego, że jestem z takiej czy innej miejscowości.

Zadzwoniłem więc do biura prasowego klubu, gdzie p. Natalia Kalinowska na pytanie, dlaczego odmówiono mi zakupu biletu, odesłała mnie z powrotem do pana Sadowskiego. Tym razem p. Sadowski zapominając o naszej wcześniejszej rozmowie, powiedział, że nie ma żadnego wewnętrznego rozporządzenia zakazującego zakupu mi biletu.

We wtorek 27 kwietnia, w dniu rozegrania meczu, pojechałem jeszcze raz do Lubina i znów mi go nie sprzedano, bo jestem z Wrocławia.

Oczywiście dla pewności dodam, że nie mam zakazu stadionowego, nie byłem nigdy karany, nigdy do głowy nie przyszło mi rozrabianie na stadionie.

Jeśli zabezpieczanie widowisk sportowych ma polegać na zakazie wpuszczanie osób ze względu na miejsce zamieszkania, to gratuluję pomysłu władzom KGHM Zagłębie Lubin.

Odpowiada Wacław Wachnik, rzecznik Zagłębia Lubin

Śląsk dostał od nas 500 biletów, czyli tyle, ile nasi kibice otrzymali od wrocławian w rundzie jesiennej. Wiadomo, że mecz derbowy jest spotkaniem podwyższonego ryzyka i towarzyszą mu bardzo silne emocje. Właśnie ze względu na to zdecydowaliśmy się nie sprzedawać biletów indywidualnym kibicom Śląska. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której fan Śląska zasiada między kibicami Zagłębia i np. cieszy się z bramki zdobytej przez wrocławian. Przecież wiadomo, że wówczas mogłoby dojść na trybunach do awantur, a tego najbardziej chcielibyśmy uniknąć. Podobnie byłoby zresztą pewnie także wtedy, gdyby ktoś z Lubina manifestował radość na trybunach we Wrocławiu.

Rozumiem, że niektórzy fani mogą być naszą decyzją rozczarowani, ale prosimy o zrozumienie. Dla nas najważniejsze jest to, by wszystkim widzom zapewnić maksymalne bezpieczeństwo. Gdyby na trybunach pojawiali się dodatkowi kibice z Wrocławia, to mogłoby się to okazać niemożliwe.
not. mikar.



Przypominamy incydent z jesieni, gdy blok w centrum Wrocławia zasłoniła chuligańska płachta

Czy słusznie mieszkańcowi Wrocławia odmówiono wstępu na mecz w Lubinie?