Ekstraklasa. Prezydent kontra Zagłębie. Spór o podatek od nieruchomości

W Lubinie wrze, bo prezydent miasta Robert Raczyński konsekwentnie unika rozmów z przedstawicielami Zagłębia o obniżeniu podatku od nieruchomości za klubowy stadion. Klub wytyka miastu niechęć, a miasto atakuje klub. Wojna toczy się oczywiście o pieniądze
Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv »

Spór idzie o pieniądze, które Zagłębie musi odprowadzać z tytułu podatku od nieruchomości naliczanego za stadion, czyli Dialog Arenę. W tym roku klub zapłacił około miliona złotych, a w przyszłym zapłaci już ponad 2 mln, gdyż inwestycja została zakończona. Dla klubu to olbrzymia kwota, za którą można bardziej rozbudować szkolenie młodzieży. Jeśli miasto utrzyma te opłaty, to pochłoną one całe wpływy od firmy Dialog, która płaci za umieszczenie swojego logo w nazwie obiektu.

Prezydent unika Zagłębia?

Od maja staramy się porozmawiać o tym problemie z prezydentem Lubina - mówi Marek Bestrzyński, członek zarządu Zagłębia. - Nic z tych prób nie wynika, bo prezydent nie chce dla nas znaleźć czasu. Kiedy chcemy rozmawiać o podatkach, rzecznik prezydenta odwołuje wcześniej umówione spotkanie i otwarcie mówi naszej asystentce, że w każdej sprawie możemy się spotkać, tylko nie podatkowej - ujawnia Bestrzyński.

Prezydent Lubina Robert Raczyński uważa, że nie ma szans na zmniejszenie podatków, bo nie pozwala na to polskie prawo.

- Znamy to stanowisko miasta, ale wiemy, że na przykład w Krakowie samorząd poszedł na rękę klubom - twierdzi Bestrzyński. - Zbieramy kolejne przykłady takich rozwiązań. Zleciliśmy też renomowanemu doradcy podatkowemu Ernst&Young przygotowanie analizy, która wykazała, że jest o czym rozmawiać, bo istnieje realna możliwość zmniejszenia obciążeń podatkowych.

Ostatnio umówiono się na spotkanie 1 października, ale zostało ono odwołane. Potem w lokalnej telewizji prezydent Raczyński oświadczył, że nie chce się spotykać z pośrednikami, tylko ich szefami, mając na myśli prezesów KGHM-u. Właścicielem Zagłębia jest KGHM, ale akurat właścicielem stadionu jest Zagłębie.

Po fiasku piątkowego spotkania prezes klubu Jerzy Koziński oraz Marek Bestrzyński opublikowali stanowisko klubu w sprawie nieudanych rozmów z prezydentem miasta. Czytamy w nim między innymi: "Wszelkie nasze inicjatywy zmierzające do podjęcia dialogu () są skutecznie niwelowane bądź zostają pozostawione bez odzewu przez Prezydenta Miasta Lubina pod pozorem braku odpowiednich narzędzi, czasu bądź możliwości prawnych zmierzających ku racjonalnemu dialogowi i efektywnym rozwiązaniom. () Zagłębie Lubin SA jest jedynym klubem w Ekstraklasie, któremu samorząd nie pomaga w realizacji zadań sportowych - mających wpływ na wizerunek i promocję miasta".

Kilka godzin później szefów Zagłębia poparło kilku lokalnych polityków: Mirosław Gojdź (kontrkandydat prezydenta Raczyńskiego w nadchodzących wyborach), Piotr Cybulski (poseł PiS-u), Marek Wojnarowski (szef lubińskiej PO) i Ryszard Zbrzyzny (poseł SLD i były działacz Zagłębia). Wszyscy oni reprezentują też partie tworzące bardzo silną opozycję wobec prezydenta w lubińskiej radzie. Czy w ten sposób konflikt przed wyborami nie nabiera podtekstów politycznych?

- Nam nie chodzi o politykę, tylko o załatwienie sprawy - zapewnia Bestrzyński. - Wiem, że zbliżają się wybory samorządowe, ale to nie znaczy, że musimy przestać w tym czasie kontaktować się z samorządowcami.

Miasto kontratakuje

Oświadczenie działaczy Zagłębia wywołało zdziwienie rzecznika prezydenta Raczyńskiego. - Nie za bardzo rozumiem, dlaczego klub próbuje z nami rozmawiać poprzez media - podkreśla Krzysztof Maj, rzecznik prezydenta. - 1 października doszło do kolizji terminów, i tyle. Spotkanie można było przełożyć, proponowaliśmy 7 października. Skoro jednak klub chce rozmawiać poprzez oświadczenia, to przygotujemy własne, w którym pokażemy prawdziwą historię naszych kontaktów.

We wtorek rzecznik prezydenta Lubina wydał oświadczenie, w którym sugeruje polityczne przyczyny wystąpienia Zagłębia. Wylicza efekty współpracy klubu z samorządem, ale przy okazji myli Sportową Spółkę Akcyjną Zagłębie z MKS-em Zagłębie. Można się zastanawiać, czy to przypadek, czy chęć podkreślenia, że samorząd w ostatnich latach pomógł klubowi na kwotę przekraczającą 30 mln zł. Problem w tym, że ponad 25 mln to umorzony w 2003 roku słynny dług Zagłębia wobec miasta. Tyle tylko, że nie były to zobowiązania piłkarskiego Zagłębia, lecz MKS-u, czyli innego klubu.

Krzysztof Maj przypomina, że od 2001 roku samorząd i klub wspólnie prowadzą klasy piłkarskie w jednej ze szkół podstawowych. Wymienia, że w maju tego roku podpisano porozumienie o takich klasach, ale w gimnazjum. Wylicza, że miasto wybudowało dwa boiska na potrzeby piłkarzy uczniów, i chwali się Zagłębiem w swych materiałach promocyjnych.

- Jednak to my ponosimy koszty szkolenia tych dzieci. Owszem, samorząd wybudował boiska przy szkołach, tylko my, jeśli chcemy je użytkować jako klub, musimy płacić 150 zł za godzinę - ripostuje Jerzy Koziński, prezes Zagłębia.

Rzecznik prezydenta atakuje też klub, sugerując "wyrzucenie w błoto" pieniędzy na drogie ekspertyzy prawne. "To Rada Miejska, w której większość ma koalicja PO, SLD, PiS i Teraz Lubin ustala podatki, i to radni mają prawo je obniżyć - takie rozwiązanie zarząd klubu sam wskazuje, powołując się na przykład Rady Miejskiej Krakowa. Skoro tak, to wystarczy przekonać radnych i ulgi klubowi zostaną przyznane" - sugeruje Krzysztof Maj.

- To wszystko prawda, tylko my chcemy tę sprawę załatwić elegancko i skutecznie - odpowiada Marek Bestrzyński. - Nie chcieliśmy rozmawiać z radnymi ponad głową pana prezydenta i odwrotnie, tylko porozumieć się ze wszystkimi, którzy mogą nam pomóc. Z radnymi kontakt nawiązaliśmy, jest on pozytywny, choć wcale nie rozmawia nam się wybitnie łatwo. A do pana prezydenta piszemy od maja. Napisała, popierając nasze starania, także Ekstraklasa SA. I my, i prezes Rusko dostaliśmy odpowiedzi pełne urzędniczej nowomowy. Do nas napisano, że się nie da, a do Ekstraklasy, że nie jest stroną w sprawie. Ernst&Young wynajęliśmy, by mieć mocne argumenty, iż obniżenie podatku nie jest formą pomocy publicznej dla spółki. Teraz te argumenty mamy, a ustawy naprawdę umiemy czytać - wyjaśnia Marek Bestrzyński.

Sportowa kampania wyborcza

Rzecznik ratusza kończy swe pismo bardzo mocnymi stwierdzeniami: "Być może jest to próba odwrócenia uwagi od nieudolnego zarządzania klubem. Wiadome jest to, że wysokie kwoty klub przeznaczył na transfery i kontrakty, które nie przyniosły spodziewanego efektu. Niestety, w bieżącym sezonie drużyna gra na niezadowalającym kibiców poziomie, a szukanie winnych tego stanu rzeczy jest manipulacją, która ma odwrócić uwagę od aktualnej złej sytuacji klubu".

- Dziwię się temu tonowi odpowiedzi - mówi Jerzy Koziński. - Nie idzie nam sportowo tak, jak byśmy tego chcieli, ale Lechowi, Wiśle i Legii też nie idzie. To znaczy, że tam też siedzą nieudacznicy? Trzeba coś wiedzieć o piłce, aby stawiać takie tezy w oficjalnym wystąpieniu samorządu. Tymczasem my nikogo nie obrażamy, chcemy załatwić sprawę istotną dla klubu, ale przecież też dla miasta. Skoro prezydent nie chce się spotkać, to próbujemy jakoś reagować i do tego spotkania go skłonić. Mimo wielu niepotrzebnych i przykrych słów, które ostatnio padły pod naszym adresem ze strony urzędników, ja nadal deklaruję chęć spotkania i normalnej rozmowy - kończy.

Sprawa z całą pewnością stanie się elementem kampanii wyborczej w Lubinie, ale to raczej nie pomoże w znalezieniu kompromisu. Prezydent Raczyński nieraz udowodnił, że potrafi postawić na swoim, nawet wbrew woli radnych. Być może jego niechęć do rozmowy z Zagłębiem, o której przekonują przedstawiciele klubu, bierze się właśnie stąd, że Koziński i Bestrzyński nawiązali też kontakt z radnymi. Tego prezydent nie chce im podarować. Konflikt między prezydentem a radą w Lubinie to jedna z przyczyn, dla których do dziś nie powstała tu hala sportowa i nie powiodła się pierwsza próba budowy stadionu, w którym część pieniędzy pochodziłaby z miejskiej kasy.

Zagłębie Lubin » remisuje z Cracovią