Sport.pl

Derby dla Śląska

W derbach regionu Śląsk Wrocław pokonał KGHM Zagłębie Lubin i tym samym odniósł pierwsze zwycięstwo u siebie w tym sezonie. Taki rezultat to dla wrocławian promyk nadziei, a dla lubinian ostrzeżenie, że za chwilę to oni mogą być w strefie spadkowej.
Na razie w tej znajduje się Śląsk, który zajmuje 15. miejsce w ligowej tabeli. Po tej kolejce straty wrocławian do Zagłębia zmalały już jednak tylko do dwóch punktów, a drużyna z Oporowskiej łapie powoli kontakt ze środkiem tabeli. Dodatkowo wrocławianie po derbowym zwycięstwie do sześciu "oczek" zwiększyli swoją przewagę nad ostatnią w ekstraklasie Cracovią.

Nic dziwnego, że w Śląsku powiało optymizmem, a kibice zaczęli zwracać uwagę, że trener Orest Lenczyk w zasadzie jako jedyny jest w lidze niepokonany. Oprócz niego takim osiągnięciem może pochwalić się tylko Jan Urban, ale on Polonię Bytom prowadził w zaledwie jednym spotkaniu. Lenczyk w Śląsku pracuje od czterech tygodni, a po trzech remisach szkoleniowiec doczekał się wreszcie wygranej. Dla jego zespołu zwycięstwo nad Zagłębiem było także pierwszym odniesionym w tym sezonie u siebie i pierwszym od drugiej kolejki, kiedy wrocławianie pokonali na wyjeździe Cracovię. - Śląsk na to zwycięstwo czekał długo i stąd ogromna radość w naszej szatni. Zdobyliśmy ważne trzy punkty, bo dla nas żarty dawno się skończyły. Chłopcy pograli, powalczyli i stworzyli sytuacje, które wykorzystali. Tu przypadku nie było - mówił po meczu 68-letni szkoleniowiec.

Doświadczony trener Śląska dodawał także: - Rozmowami i pracą udało nam się postawić coś, co się przewracało. Dowodem na to, że w grze drużyny coś drgnęło, będzie jednak dobry wynik w następnym meczu z Bełchatowem.

Trener Lenczyk ma rację, bo derby z Zagłębiem wcale odpowiednią diagnozą formy Śląska być nie muszą. Po tym pojedynku nie wiadomo bowiem, czy to wrocławianie byli tacy silni, czy lublinianie tacy słabi. Wyczyny tych drugich, zwłaszcza w pierwszej połowie, trafnie podsumował pomocnik Dawid Plizga, który stwierdził: - W pierwszej części gry po prostu zostaliśmy w autobusie.

Rzeczywiście, Zagłębie do derbów przystąpiło mocno wystraszone, a w pierwszej połowie niemal całkowicie oddało inicjatywę Śląskowi. Było to o tyle ciekawe, że przed meczem trener gości Marek Bajor stwierdził, że swoich piłkarzy nie chce przemotywować, i dlatego o pojedynku w szatni niemal w ogóle z nimi nie rozmawia. Takie podejście lubinianom na niewiele się zdało, a w trakcie spotkania wyglądali oni raczej na zmotywowanych niewystarczająco. - Szukaliśmy innego sposobu dotarcia do chłopaków, nie wyszło, więc będziemy próbować nadal. Tak naprawdę derby przegraliśmy jednak przez naszą złą grę w defensywie. I nie chodzi tu tylko o obrońców, ale o postawę całego zespołu. Nie potrafiliśmy poradzić sobie z graczami ofensywnymi Śląska, a dodatkowo sami nie wygraliśmy w ataku pojedynków jeden na jeden - analizował lubiński szkoleniowiec, który szczególne pretensje miał jednak do stoperów: Michała Stasiaka i Sergio Reiny. Pretensje te były uzasadnione, bo obaj środkowi defensorzy fatalnie się ustawiali i nie mogli zatrzymać napastników Śląska: Vuka Sotirovicia ani Łukasza Gikiewicza. Ten pierwszy strzelił zresztą w meczu bramkę, a po jego trafieniu w 49. minucie Śląsk prowadził już 2:0. Wcześniej prowadzenie wrocławianom dał Przemysław Kaźmierczak, który golem udokumentował przewagę gospodarzy w pierwszej połowie.

Na 3:0 dla wrocławian na kwadrans przed końcem podwyższył Remigiusz Jezierski. Dla Jezierskiego mecz z Zagłębiem był ligowym debiutem w barwach Śląska w tym sezonie, a przypomnijmy, że zawodnik do kadry zespołu dołączył nieco ponad tydzień temu. Wcześniej od lipca z drużyną tylko trenował, ale pracodawcy znaleźć nie mógł. - Można powiedzieć, że z Zagłębiem miałem prawdziwe wejście smoka. Bramkę strzeliłem łatwą, bo piłkę wepchnąłem do bramki z bliska, ale w tym miejscu trzeba było się jeszcze znaleźć. Ważne, że wygraliśmy - i być może będzie to zapowiedź lepszej passy. W kolejnych meczach postaramy się zdobyć kilka punktów i piąć się wyżej w tabeli - zapewnił nowy napastnik wrocławian. O ile on bramkę strzelił łatwą, o tyle pięknego gola zdobył Przemysław Kocot. Obrońca Zagłębia w 79. minucie cudownie uderzył z ponad 20 metrów i nie dał żadnych szans Marianowi Kelemanowi. Dla lubinian była to jednak tylko bramka honorowa, a na odzyskanie prymatu w regionie muszą oni teraz czekać aż do wiosennego rewnażu.

Powiedzieli po derbach:

Przemysław Kocot (KGHM Zagłębie Lubin)

Bramka nie cieszy, bo przyjechaliśmy do Wrocławia po punkty, jednak wracamy z niczym. Patrząc na przebieg całego spotkania, uważam, że przegraliśmy za wysoko. W drugiej połowie to my graliśmy w piłkę, a Śląsk strzelał bramki. Brakuje nam zdecydowanie skuteczności, stwarzamy sobie sytuacje, ale ich nie wykorzystujemy. W obronie mieliśmy taki dzień, że rywale nas ogrywali, a szczególnie dużo kłopotów sprawiali nam wrocławscy napastnicy. Przegraliśmy i musimy się poprawić w następnym meczu.

Łukasz Gikiewicz (Śląsk Wrocław)

W 82. minucie sam poprosiłem o zmianę, bo odcięło mi prąd. W meczu sporo się nabiegałem i wolałem dać szansę wypoczętym kolegom. Mamy szeroką kadrę, na ławce siedzą naprawdę dobrzy zawodnicy, więc spokojnie mogłem sobie na coś takiego pozwolić. Byłem bliski strzelenia bramki, ale przy trzecim golu uprzedził mnie Remek Jezierski, który słynie z tego, że potrafi się w polu karnym odnaleźć. Dla nas ten mecz był równie ważny jak dla kibiców. Wiedzieliśmy, że po prostu nie ma innej opcji niż nasze zwycięstwo. Po nim nasza sytuacja trochę się poprawiła i udowodniliśmy, że możemy walczyć o wyższe miejsca. Niektórzy niepotrzebnie już nas skreślili.



Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 3:1 (1:0)

Bramki: 1:0 - Kaźmierczak (22.), 2:0 - Sotirović (49.), 3:0 - Jezierski (74.), 3:1 - Kocot (79.).

Śląsk: Kelemen - Wołczek Ż, Celeban, Fojut, Spahić Ż, Sobota (86. Socha), Kaźmierczak, Sztylka, Mila Ż, Sotirović Ż (71. Jezierski), Gikiewicz (82. Ćwielong).

Zagłębie: Isailović - Rymaniak, Stasiak Ż, Reina, Kocot, Pawłowski Ż, Dąbrowski, M. Bartczak, Plizga, Kędziora (52. Osmanagić Ż), Wożniak (55. Traore).