Sport.pl

T-Mobile Ekstraklasa. Śląsk - Wisła 0:1. Porażka lidera

Wisła zasłużenie wygrała we Wrocławiu z liderującym w tabeli Śląskiem i znów liczy się w walce o mistrzostwo Polski
Śląsk do meczu z Wisłą przystąpił po serii świetnych meczów, jako lider tabeli i faworyt. Bo to rywal zaliczył trzy kolejne porażki w lidze, w tym czasie pracę w klubie stracił trener Robert Maaskant, a dodatkowo Wisła znów zagrała bez kilku podstawowych, kontuzjowanych zawodników (Melikson, Jaliens, Bunoza, Sobolewski, czy chory Kirm). Jednak przebieg większości meczu a przede wszystkim pierwszej połowy zaskoczył chyba wszystkich obserwatorów widowiska.

Do przerwy Wisła niepodzielnie rządziła na boisku. Goście imponowali spokojem, pewnością siebie i niekonwencjonalną grą. To oni, a nie Śląsk zdecydowanie częściej byli przy piłce, pomysłowo rozgrywali zarówno ataki pozycyjne jak i szybkie kontry. Wisła atakowała dużą ilością zawodników, do ofensywy często włączali się obydwaj boczni obrońcy i defensywni pomocnicy. W dużym stopniu dezorientowało to defensorów Śląska.

Najgroźniejsze były prostopadłe zagrania na wolne pole, po których Iliev, Palijć, czy Nunez łatwo wbiegali w pole karne Śląska dochodząc do dogodnych sytuacji strzeleckich. Jednak mistrzowie Polski mieli jeden problem - byli nieskuteczni, bądź świetnie interweniował bramkarz wrocławian Marian Kelemen. Do przerwy doskonałe okazje mieli: Genkow, Iliev, Jirska, czy Nunez. Ale bez efektu.

Śląsk był zaskakująco bezradny, niepewny. Przy agresywnej grze Wisły w defensywie, miejscowi mieli problemy z dłuższym utrzymaniem się przy piłce. Zawodnicy trenera Kazimierza Moskala podwajali, a nawet czasami potrajali piłkarzy Śląska, którzy byli przy piłce. Jako, że inni wrocławianie razili statycznością, nie wychodzili na wole pozycje - ataki Śląska były mizerne. W tej części spotkanie jedynie Argentyńczyk Cristian Diaz po dwóch indywidualnych akcjach strzelał groźnie na bramkę Pareiki. Uderzenia pozostałych zawodników były fatalne.

Swoją dominację Wisła potwierdziła bramką zdobytą na początku drugiej połowy. Bardzo dobrze spisujący się Argentyńczyk Nunez ograł w polu karnym Waldemara Sobotę, a ten powalił przeciwnika na ziemię. Sędzia Marcin Borski słusznie podyktował rzut karny pewnie wykorzystany przez Rafała Boguskiego.

Podrażniony Śląsk natychmiast rzucił się do odrabiania strat. I mógł, a nawet powinien zdobyć przynajmniej jednego gola. Najpierw z pięciu metrów fatalnie spudłował Diaz, a chwilę później Pareiko doskonale interweniował po uderzeniu głową Soboty i ponownie po woleju Diaza.

W końcówce meczu trener Orest Lenczyk zdecydował się na grę dwoma napastnikami i wprowadził na boisko Holendra Johana Voskampa. Jednak nie zmieniło to obrazu gry. Wisła wygrała, bo miała w swoich szeregach więcej indywidualności, klasowych piłkarzy potrafiących narzucić swój styl gry. Tym razem Śląsk miał zbyt mało atutów, aby wywalczyć chociaż remis.

- Ten wygrany mecz doda nam pewności siebie - tłumaczył tuż po meczu Argentyńczyk Gervasio Nunez. - Zwycięstwo ze Śląskiem pozwala nam zbliżyć się do czołówki tabeli i wrócić do walki o mistrzostwo Polski. W pierwszej połowie graliśmy dobrze. Po przerwie mieliśmy trochę szczęścia, ale mistrz musi mieć szczęście - cieszył się pomocnik Wisły.

Najważniejsze momenty w historii LM. Wygrał Jerzy Dudek!




Więcej o: