Tarasiewicz kontra Śląsk, czyli zemsta rozkoszą bogów

Jeszcze niedawno trener Ryszard Tarasiewicz marzył, by Śląsk w lidze wygrywał i zajmował pierwsze miejsce w tabeli. Dziś marzy, by wrocławian ze szczytu zepchnąć i choć na chwilę poczuć rozkosz futbolowej zemsty
Tarasiewicz jest aktualnie trenerem ŁKS-u Łódź, a niedzielny mecz ze Śląskiem urasta do rangi jednego z najbardziej wyjątkowych w jego karierze. Wyjątkowość tego spotkania nie polega jednak tylko na tym, że popularny "Taraś" zmierzy się z klubem, w którym najpierw był legendarnym piłkarzem, a potem szkoleniowcem z bardzo dobrymi wynikami. W takiej roli Tarasiewicz bił się już przecież z wrocławianami jako opiekun białostockiej Jagielloni, którą objął w 2006 roku, po pierwszym odejściu ze Śląska. Wówczas szkoleniowiec z Wrocławiem pożegnał się jednak przez nieudolnych działaczy, odszedł do klubu z ambicjami, a przy Oporowskiej rychło za nim zatęskniono. Bez Tarasiewicza Śląsk zaczął popadać bowiem w sportową ruinę i wszyscy czekali, kiedy tylko ukochany szkoleniowiec do niego wróci.

Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, bo ponad rok temu popularnego "Tarasia" pogoniono ze Śląska właśnie za słabe wyniki sportowe, a bez niego drużyna, zamiast się staczać, wystrzeliła w górę. Wrocławianie pod wodzą trenera Oresta Lenczyka zostali bowiem wicemistrzami Polski, zagrali w europejskich pucharach, a dziś są liderami T-Mobile Ekstraklasy. Postawę zespołu chwalą niemal wszyscy, z trybun nowego stadionu dopinguje go ponad 42 tys. ludzi, a Śląsk stał się poważnym pretendentem do ligowego złota. Jeśli wygra w Łodzi, to na pierwszym miejscu przetrwa także przerwę zimową, a w 2012 roku do rozegrania będzie miał tylko 13 spotkań.

Trener Tarasiewicz może to wszystko jedynie obserwować z narastającym żalem i zazdrością. Były opiekun Śląska uważa, że on z wrocławskim zespołem wyniki osiągnąłby podobne, a nie stało się tak tylko dlatego, że działaczom i właścicielom klubu zabrakło cierpliwości. To oni wyrwali mu bowiem drużynę na początku poprzedniego sezonu, w połowie drogi do domniemanej wielkości. To działacze kazali trenerowi wyjechać ze zgrupowania tuż przed meczem siódmej kolejki z Koroną Kielce, bardzo go w ten sposób upokarzając. To oni wreszcie wymyślili fortel zawieszenia szkoleniowca, zmuszając Tarasiewicza do wielomiesięcznego bezrobocia i do tego, by teraz przed sądami musiał dochodzić należnych mu pieniędzy.

Ambitny szkoleniowiec o tym wszystkim pamięta, czemu daje wyraz niemal w każdym wywiadzie. Jego frustrację wzmaga pewnie fakt, że sytuację stabilnego finansowo Śląska obserwuje, na co dzień zmagając się z potworną biedą w ŁKS-ie Łódź. W tym klubie pieniędzy nie ma na nic, piłkarze wypłat nie otrzymują od miesięcy, a warunki treningowe porównywalne są z III ligą. Dość powiedzieć, że przed meczem ze Śląskiem w Łodzi muszą modlić się o to, by nie spadł śnieg, a temperatura nadal utrzymywała się na przyzwoitym poziomie. Inaczej spotkanie może się nie odbyć, bo ŁKS nie ma pieniędzy na podgrzanie murawy.

Sportowo łódzka drużyna w lidze jest tuż nad strefą spadkową, bramki traci seryjnie, a jej wyniki, chcąc nie chcąc, firmuje właśnie trener Tarasiewicz.

Tak naprawdę nie wiadomo jednak, jak długo szkoleniowiec zostanie w łódzkim klubie, bo ten może po prostu w nowym roku do ligi nie przystąpić. Wygrana ze Śląskiem może być więc dla "Tarasia" jedynym sposobem na poprawienie sobie nastroju i przeżycie odrobiny piłkarskiej rozkoszy.

Byłego szkoleniowca wrocławian przyjemność czeka także zapewne przed niedzielnym spotkaniem i po nim. Wówczas trener będzie mógł spotkać się z piłkarzami, których do Wrocławia sprowadził, a którzy nigdy nie powiedzieli na niego złego słowa.

Między tymi pozytywnymi chwilami będzie jednak mecz, w którym Śląsk jest absolutnym faworytem.

ŁKS Łódź - Śląsk Wrocław niedziela godz. 14.30, stadion przy alei Unii