Wyjątkowi kibice Śląska. Zobacz ich historię

Czasem mają problem, by samodzielnie się ubrać, ale za Śląskiem potrafią przejechać setki kilometrów. Dla wrocławskich kibiców niepełnosprawnych mecze piłkarskie stały się wielką życiową pasją.
Grudzień 2011 roku, Pałac Kultury i Nauki w Warszawie. Paweł Parus, prezes Stowarzyszenia Klub Kibiców Niepełnosprawnych z Wrocławia, usiadł w sali kongresowej i wraz z prawie trzema tysiącami osób ogląda XVI Wielką Galę Integracji. Prowadzi ją m.in. znana dziennikarka TVP Grażyna Torbicka, a do uczestników z telebimu przemawia prezydent Bronisław Komorowski. Zebranych zabawiają: Grupa MoCarta, aktorka Olga Bończyk czy piosenkarka Ewelina Flinta.

Na tej gali piłkarski Śląsk odebrał najważniejszą nagrodę wieczoru, czyli medal "Przyjaciel Integracji", a prezes klubu Piotr Waśniewski powiedział: - Ten medal to zasługa stowarzyszenia kibiców niepełnosprawnych i klubu. W tej właśnie kolejności. My jesteśmy beneficjantem tej nagrody, ale to oni na nią zapracowali.

Oni, czyli Paweł Parus i jego kilkudziesięcioosobowa ekipa.

Od listu do rekordu

Sierpień 2008 roku, stadion przy ul. Oporowskiej we Wrocławiu. Śląsk był przed pierwszym meczem w piłkarskiej ekstraklasie po sześciu latach przerwy. Przed spotkaniem z Lechią Gdańsk list do klubu napisał Paweł Parus - kibic poruszający się na wózku. Poprosił w nim, by działacze zainteresowali się problemem niepełnosprawnych fanów, którzy chcieliby przyjść na mecz.

We Wrocławiu takich kibiców można było policzyć na palcach jednej ręki. Nie było dla nich odpowiednio przygotowanych miejsc, nieuregulowana była kwestia tego, czy i ile powinni za wejście zapłacić. Sami niepełnosprawni też specjalnie się do przybycia na stadion nie garnęli. Wiadomo, spotkanie piłkarskie bezpieczniej obejrzeć w telewizji.

Pracownicy Śląska podjęli temat, a w październiku autor listu Paweł Parus został prezesem Klubu Kibiców Niepełnosprawnych Śląska Wrocław. Pierwszego takiego w Polsce.

Po trzech latach działalności klub przekształcił się w stowarzyszenie, a liczba osób niepełnosprawnych na meczach piłkarskich we Wrocławiu lawinowo wzrosła. Na ostatnim spotkaniu z Wisłą na nowym stadionie było ich w sumie aż 230 - licząc z opiekunami. W skali polskiej to rekord. W skali europejskiej wynik lepszy od tych notowanych w Niemczech czy w Anglii.

- Moim zdaniem taką liczbą kibiców niepełnosprawnych na meczach moglibyśmy ścigać się z największymi piłkarskimi potęgami. Ale przecież nie o to chodzi, żeby się ścigać. Chodzi o to, żeby aktywizować osoby niepełnosprawne i przekonać je do wyjścia z domu i uczestnictwa w wydarzeniach sportowych czy kulturalnych - przekonuje Parus.

Najtrudniej wyjść z domu

Dziś swoje stowarzyszenie nazywa grupą przyjaciół. Takich, dla których mecz jest tylko pretekstem, żeby się spotkać. Takich, którzy chcą być dla siebie wsparciem w codziennych problemach. Takich wreszcie, którzy jeżdżą na konferencje i sympozja, a przede wszystkim na spotkania swojej drużyny.

Tylko w tym sezonie przedstawiciele popularnego KKN byli na pięciu meczach wyjazdowych Śląska, a w sumie wyjazdów na imprezy sportowe poza Wrocław mają już na koncie prawie 30. W ich ustach kibicowska przyśpiewka: "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra" nabiera jednak zupełnie innego wymiaru.

- Nie bez przyczyny mówi się, że droga osób niepełnosprawnych na mecz jest dwa razy dłuższa niż w przypadku zwykłego kibica. Tak naprawdę najwięcej czasu zajmuje jednak nie sam dojazd, ale to, by po prostu się ubrać i wyjść z domu. Szczerze mówiąc, niemal każde takie spotkanie to dla nas wyprawa zajmująca niemal całą dobę - opisuje prezes KKN.

Co ciekawe, na kilku meczach ligowych on i jego koledzy byli jedynymi fanami Śląska. Wrocławscy kibice przez większość rundy jesiennej mieli bowiem zakaz wyjazdów nałożony na nich przez prowadzącą rozgrywki Ekstraklasę SA. Spółka zdecydowała się na to po skandalicznym zachowaniu kiboli Śląska w pociągu jadącym z Warszawy i podczas spotkania z Widzewem.

Walczą o swoje

Efekt jest taki, że w Bełchatowie, Lubinie czy w Kielcach drużynę trenera Oresta Lenczyka wspierają tylko kibice niepełnosprawni. - Na trybunach dawaliśmy z siebie wszystko, a za każdym razem o zgodę na przyjazd prosiliśmy przedstawiciela klubu gospodarzy. Nigdy nie było z tym problemów, bo działacze podchodzili do sprawy ze zrozumieniem. Tylko w Bełchatowie delegat potraktował nas niemal jak grupę bandytów - mówi Parus.

Delegat Mirosław Starczewski najpierw bowiem w ogóle nie chciał zgodzić się na przyjazd niepełnosprawnych kibiców z Wrocławia, a potem, tuż przed meczem, kazał im ściągać odzież z klubowymi emblematami. Po interwencji przedstawicieli KKN sprawą zajęły się media, a na postawie Starczewskiego nie zostawiono suchej nitki. Dodatkowo o wrocławskiej inicjatywie dowiedzieli się ludzie w całej Polsce.

Podobnie było, gdy Paweł Parus w maju pojawił się na briefingu wojewody dolnośląskiego Marka Skorupy. Wówczas Skorupa ogłaszał, że przez zachowanie kiboli zamyka stadion Śląska na przedostatni mecz sezonu z GKS Bełchatów. Parus w obecności kamer zapytał wojewodę, dlaczego stosuje odpowiedzialność zbiorową i dlaczego przez jego decyzję cierpieć muszą także niewinni kibice. Także w tej sprawie niepełnosprawni fani pokazali więc, że potrafią walczyć o swoje.

- Nam naprawdę nie zależy na tym, by traktować nas jakoś szczególnie. Chodzi jednak o to, by nie karać kibiców niepełnosprawnych za coś, czemu nie są winni. Poza tym jeśli stadion będzie zamknięty, to oni zostaną w domach lub w swoich ośrodkach i stracą szansę na aktywne spędzanie czasu - zaznacza prezes KKN.

Paweł Parus dodaje: - Naszym najważniejszym celem jest pokazanie osobom niepełnosprawnym, że ich życie może zmierzać do normalności. Że zakładanie rodziny, uprawianie seksu czy chodzenie co weekend na mecz nie muszą być tematem tabu.

Pytany, czego życzy sobie na święta Bożego Narodzenia, szef KKN odpowiada: - Tego, żebyśmy na koniec sezonu mogli cieszyć się z mistrzostwa Polski dla Śląska Wrocław.