Wina bez kary: Śląsk uniknie odpowiedzialności za udział w aferze korupcyjnej

Śląsk był zamieszany w ustawianie meczów piłkarskich. Ale to praktycznie przesądzone, że wrocławski klub i osoby, które brały udział w tym wątku afery korupcyjnej, w żaden sposób nie zostaną ukarane przez PZPN.
Akt oskarżenia dotyczący ustawiania meczów przez Śląsk trafił do wrocławskiego sądu pod koniec grudnia. Zdarzenia korupcyjne dotyczą meczów z sezonu 2003/04, gdy Śląsk rywalizował w III lidze. Oskarżonych jest dziewięć osób - w tym Grzegorz K., były trener Śląska, siedmiu sędziów oraz jeden obserwator PZPN.

K. przyznaje się do winy

Grzegorz K. ma siedem zarzutów korupcyjnych. W czterech przypadkach szkoleniowiec wręczał łapówki sędziom prowadzącym mecze Śląska z Chrobrym Głogów, Walką Zabrze, Lechem Zielona Góra oraz z Ruchem Radzionków. Łapówki wynosiły od 500 zł do 4 tys. zł.

Pozostałe trzy zarzuty dotyczą obietnicy wręczenia łapówek arbitrom. Jednak do przekazania pieniędzy nie doszło, gdyż wyniki meczów były niekorzystne dla Śląska. Chodziło o spotkania największego rywala wrocławian do awansu - Zagłębia Sosnowiec. Arbitrzy meczów Chrobry Głogów - Zagłębie i Lech Zielona Góra - Zagłębie mieli sprzyjać rywalom drużyny z Sosnowca, ale bez efektów. W trzecim spotkaniu sędzia miał pomóc Śląskowi właśnie w starciu z Zagłębiem w Sosnowcu. Łapówek od 1 tys. do 5 tys. zł nie dostali, gdyż wyniki meczów były niekorzystne dla Śląska.

Trener K. przyznał się do winy i dobrowolnie chce poddać się karze. Grożą mu dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz 10 tys. grzywny.

Stare, złe przepisy PZPN

Swoje organy dyscyplinarne ma też PZPN, który musi się zająć sprawą.

- Pod koniec grudnia rozmawiałem z panem Wiesławem Bilskim z Prokuratury Apelacyjnej we Wrocławiu, który poinformował mnie, że materiały śledcze dotyczące Śląska będą wkrótce przesłane do związku - mówi rzecznik dyscyplinarny PZPN Wojciech Petkowicz.

Teoretycznie Śląskowi oraz osobom zamieszanym w ustawianie jego meczów mogą grozić kary nałożone przez PZPN. W przypadku klubu to: degradacja, ujemne punkty czy grzywna finansowa, w odniesieniu do osób - bezwzględna dyskwalifikacja bądź czasowe zawieszenie. Ale w tym przypadku nikomu nic się nie stanie. Dlaczego?

Zgodnie ze starym regulaminem dyscyplinarnym PZPN wszelkie przewinienia - nawet korupcyjne - przedawniały się już po dwóch latach. Po wybuchu afery korupcyjnej związek zmuszony został do przedłużenia czasu przedawnienia "przestępstw piłkarskich" - wydłużono je z dwóch do pięciu lat. Stało się tak 21 kwietnia 2006 roku.

Wtedy można było karać przewinienia tylko obejmujące dwa lata wstecz - dlatego data 21 kwietnia 2004 roku stała się swoistą granicą. Wszelkie wydarzenia korupcyjne sprzed tego terminu przedawniają się, jeśli od tego momentu - przez dwa lata - PZPN nie wszczął żadnego postępowania w danej sprawie. Zdarzenia korupcyjne po 21 kwietnia 2004 roku miały już pięcioletni okres przedawnienia.

Trzy dni uratowały Śląsk

Śląsk korumpował sędziów jesienią 2003 roku i wiosną 2004. Ostatni mecz z Zagłębiem w Sosnowcu trener Grzegorz K. próbował ustawić 18 kwietnia 2004 roku. Trzy dni zadecydowały o tym, że Śląskowi uda się uniknąć kary.

Prokuratura wątkiem Śląska w śledztwie zajęła się na przełomie 2007 i 2008 roku, bo właśnie wtedy natrafiła na trop korupcji w tym klubie. Oczywiście w PZPN nikt nie zajął się tym wcześniej.

Wojciech Petkowicz na razie nie chce się jednoznacznie wypowiadać w tej sprawie, ale zaznacza: - Nie mam jeszcze dokumentów z wrocławskiej prokuratury. Na razie znam historię jedynie z informacji medialnych. Ale jeśli potwierdzi się, że rzeczywiście Śląsk ostatni mecz ustawił 18 kwietnia 2004 roku, wówczas nastąpi przedawnienie ścigania i nie będzie podstaw do zajmowania się tą sprawą, gdyż prawo nie może działać wstecz.

Rzecznik dyscyplinarny rozwiewa też wątpliwości dotyczące korupcyjnych czynów ciągłych. Pojawiły się opinie, że w takim przypadku przedawnienie nie jest możliwe, gdyż wrocławski zespół ustawił kilka meczów w rundzie, co można traktować jako czyn ciągły.

Petkowicz: - Gdyby Śląsk ustawił choć jeden mecz po 21 kwietnia 2004 roku, wówczas postępowaniem objąłbym wszystkie inne podejrzane spotkania tej drużyny, nawet sprzed tej daty. Ale nie ma takiego zdarzenia, więc nie można mówić o ciągłości przestępstwa. Dlatego jeśli otrzymam materiały z wrocławskiej prokuratury dotyczące Śląska i będą się one pokrywały z tym, o czym słyszę w mediach, prześlę je do Wydziału Dyscypliny PZPN z wnioskiem o umorzenie postępowania z powodu przedawnienia ścigania.

Moralnie winni

Przewodniczący Wydziału Dyscypliny Artur Jędrych również wyraża podobną opinię: - Z moich informacji wynika, że sprawa Śląska uległa już przedawnieniu. Takie kiedyś były przepisy w PZPN dotyczące korupcji i nic już z tym dziś nie możemy zrobić.

Oznacza to, że Śląsk w żaden sposób nie zostanie ukarany przez PZPN - uniknie degradacji, nie otrzyma punktów ujemnych czy grzywny finansowej. Związek nie może też ukarać trenera Grzegorza K., sędziów i obserwatora, którzy przyjmowali łapówki. Trener K. ostatnio nie prowadzi żadnej drużyny. Ale jeden z oskarżonych arbitrów nadal jest czynnym sędzią i prowadzi mecze w niższych ligach. - Z punktu widzenia prawnego nie ma przeszkód, aby ten sędzia prowadził mecze. Jednak równocześnie arbiter jest osobą zaufania publicznego, dlatego w tej kwestii mogą pojawić się wątpliwości etyczne i moralne - kończy Petkowicz.

Warto podkreślić, że wielka skala afery korupcyjnej oraz wytyczne FIFA i UEFA spowodowały, że od pewnego czasu i w PZPN korupcja w futbolu nigdy nie ulega przedawnieniu. Ale oczywiście prawo nie działa wstecz i nie dotyczy to wydarzeń sprzed 21 kwietnia 2004 roku.

Więcej o: