Spór o grunt: Czy miasto Wrocław poda Solorza do sądu?

W piątek rada nadzorcza piłkarskiego Śląska zadecyduje, czy grunt obok stadionu, na którym miała powstać galeria handlowa, wróci do miasta. Ratusz wypowiedział klubowi umowę na dzierżawę tego gruntu, ale wszystko i tak zależy od rady - a w niej biznesmen Zygmunt Solorz ma trzech, a miasto tylko dwóch przedstawicieli.
Nieudana inwestycja związana z budową galerii handlowej obok Stadionu Miejskiego doprowadziła do patowej sytuacji pomiędzy władzami Wrocławia i miliarderem Zygmuntem Solorzem. Gmina Wrocław oraz Solorz są współwłaścicielami piłkarskiego Śląska. Galeria miała przynosić zysk, który finansowałby działalność klubu. Jednak biznesmen przez ponad dwa lata nie pozyskał kredytu na inwestycję - w efekcie miasto wypowiedziało klubowi umowę na dzierżawę gruntu pod galerię.

Mimo wypowiedzenia umowy teren wciąż należy do Śląska. Wszystko dlatego, że zerwanie kontraktu musi zaakceptować rada nadzorcza Śląska. A w niej większościowy akcjonariusz Solorz ma trzech przedstawicieli, natomiast miasto dwóch. I pat trwa od kilku tygodni.

Kością niezgody są pieniądze. Biznesmen domaga się zwrotu już poniesionych kosztów budowy galerii, głównie przygotowania wykopu pod budowę fundamentów. W grę może wchodzić nawet 10 mln zł.

Gmina Wrocław akceptuje te roszczenia, ale chce otrzymać kosztorysy wykonanych prac. Ratusz może zapłacić za roboty, a później podniesie cenę gruntu, który sprzeda nowemu inwestorowi. Przedstawiciele miasta twierdza, że zgłosiło się już kilku chętnych. A pieniądze, jakie Solorz zainwestował w prace budowlane, mają mu zostać zwrócone. Taką propozycję sekretarz miasta Włodzimierz Patalas przekazał Józefowi Birce, prawnikowi Solorza i Polsatu. Równocześnie Birka jest przewodniczącym, a Patalas jego zastępcą w radzie nadzorczej Śląska.

Miasto na odpowiedź drugiej strony kilka dni czekało. W czwartek Polsat przedstawił swoją wersję rozwiązania problemu. Nie do końca pokrywa się ona z propozycją władz Wrocławia.

Patalas: - Nie wszystko mogę ujawnić, ale mówiąc ogólnie, rozbieżności polegają na różnym spojrzeniu na sposób rozwiązania umowy i poniesione nakłady. Polsat wiąże te spawy, my nie. Uważamy, że umowa powinna być rozwiązania bez stawiania żadnych warunków.

Nieoficjalnie wiemy, że Polsat chce specjalnej, odrębnej umowy, która gwarantowałby mu odzyskanie zainwestowanych pieniędzy. Miasto jest zaskoczone i wychodzi z założenia, że nigdy nie oszukało swojego piłkarskiego biznesowego partnera.

Wzajemne rozliczenia dodatkowo komplikuje fakt, że Śląsk na koniec 2011 roku musiał zapłacić miastu 3,8 mln zł podatku za dzierżawę ziemi pod galerię. Prezes klubu Piotr Waśniewski poprosił o przełożenie terminów spłaty, bo Śląsk takiej kwoty nie ma. Każdy dzień zwłoki w rozwiązaniu umowy zwiększa sumę, jaką Śląsk ma zapłacić za dzierżawę. Przez styczeń 2011 roku kwota wzrosła o około 150 tys. zł - w efekcie dług wynosi już prawie 4 mln zł.

Na piątek zwołano posiedzenie rady nadzorczej Śląska. Rada w głosowaniu ma zaakceptować, że klub odda grunt miastu. Czy tak się stanie?

- Obie strony już wiedzą, że tej wspólnej inwestycji nie będzie - analizuje Patalas. - Nie widzę więc żadnych podstaw, aby blokować oddanie ziemi. Takie postępowanie uważam za działanie na szkodę spółki - podkreśla.

Piątkowe posiedzenie rady nadzorczej Śląska rozpocznie się od kolejnej tury negocjacji dotyczących nieudanej inwestycji: jej rozliczenia, a przede wszystkim zgody na przekazanie ziemi miastu. Co będzie, jeśli strony nie osiągną porozumienia i każda pozostanie przy swojej propozycji?

- Wówczas zarządzę głosowanie za oddaniem dzierżawionego gruntu miastu. Muszę tak zrobić - zaznacza Patalas.

W radzie zasiada trzech przedstawicieli Solorza: Józef Birka, Kamil Birka oraz Józef Myszka. Miasto reprezentuje dwójka: Włodzimierz Patalas i wiceprezydent Michał Janicki. A więc bez akceptacji przedstawicieli Solorza, większościowego akcjonariusza spółki, nic nie można zrobić. Głosowanie remisowe 2:2 (gdyby nie było któregoś z członków rady) oczywiście też przedłuża pat.

Co będzie, jeśli miasto przegra głosowanie?

- Wtedy zamelduję to prezydentowi Dutkiewiczowi. Jeśli w piątek nie dojdziemy do porozumienia, oddamy sprawę do sądu. Tam będziemy się domagali zwrotu gruntu - kończy Patalas.