Sport.pl

Mateusz Cetnarski: Trener Lenczyk ma pozytywny zawrót głowy

Naszym marzeniem jest to, by wygrać w tym sezonie zarówno puchar, jak i mistrzostwo Polski. Mamy na to szanse, ale jeśli marzeniom nie pomożemy, nie wyrwiemy ich z boiska, to żadne z nich się nie spełni - mówi pomocnik Śląska Mateusz Cetnarski.
Cetnarski do Śląska trafił latem z GKS-u Bełchatów, ale rundę jesienną miał nieudaną. 24-letni pomocnik zagrał wówczas w lidze jedynie 283 minuty, a w zespole był głównie rezerwowym. Wiosną jego sytuacja może się jednak zmienić, bo w okresie przygotowawczym należał do najlepszych strzelców drużyny, a trener Orest Lenczyk często wystawiał go w podstawowej jedenastce. Cetnarski ma więc duże szanse, by w sobotę zagrać z Ruchem Chorzów, a w całej rundzie stać się ważną postacią Śląska walczącego o mistrzostwo Polski i krajowy puchar. W lidze wrocławianie są liderem i mają cztery punkty przewagi nad Legią Warszawa. W pucharze doszli do ćwierćfinału, gdzie podejmą pierwszoligową Arkę Gdynia.

Rozmowa z Mateuszem Cetnarskim

Michał Karbowiak: Piłkarsko zimą narodził się pan w Śląsku na nowo.

Mateusz Cetnarski, pomocnik Śląska: Tak bym nie powiedział. Podchodzę do tego z większym dystansem. Nadal nie jestem przecież pewny miejsca w składzie i wiem, że muszę o nie walczyć, Wiem też, że moją dyspozycję zweryfikuje dopiero liga. Niewątpliwie jednak to pół roku aklimatyzacji i cała zima przepracowana pod okiem trenera Lenczyka były mi bardzo potrzebne. Fizycznie czuję się znacznie lepiej niż wcześniej.

Własną formę ocenia pan dość asekuracyjnie. Podobnie jest w kwestii zdobycia przez Śląsk mistrzostwa Polski?

- Tu jestem optymistą. Moim zdaniem przed ponownym startem ekstraklasy nasz trener ma pozytywny zawrót głowy, jeśli chodzi o dobieranie zawodników do pierwszej jedenastki. Najważniejsze, że większość z nas jest w wysokiej formie, a właśnie ten element decyduje o sukcesie w futbolu. Nie ma co mówić, że Wisła czy Legia mają mocny skład i szeroką kadrę. Trzeba się raczej zastanowić, ilu piłkarzy w danym momencie i w danym zespole jest w optymalnej dyspozycji. W Śląsku jest ich wielu, co pozwala nam z nadzieją patrzyć na rundę wiosenną.

W tym roku będzie ona wyjątkowo krótka.

- To prawda. Zostało nam tylko 13 kolejek, a przecież w niektórych ligach taką liczbę spotkań rozgrywa się w ciągu czterech czy pięciu tygodni. Tak krótka runda oznacza, że jeśli ktoś w trakcie rozgrywek się potknie i wywróci, to może już nie być czasu na nadrabianie strat. Mamy tego świadomość i wiemy, jakie wyzwania przed nami stoją. Jesteśmy jednak gotowi, by im podołać.

Śląsk do tego wyścigu przystępuje z pozycji lidera. To bardziej przywilej czy obciążenie?

- Według mnie przywilej. Szczerze mówiąc, wolę być na pierwszym miejscu, patrzeć na wszystkich z góry. Dzięki temu czuję się znacznie pewniej. W takiej sytuacji, przystępując do meczu, wiesz, że wystarczy go nie przegrać i nadal pozostaniesz na czele. Na pewno też w kontekście walki o mistrzostwo bardzo ważne dla nas będą dwa pierwsze mecze z Ruchem Chorzów i Legią Warszawa. Po nich będzie wiadomo, czy zdołaliśmy tym zespołom uciec, czy raczej to Śląsk znów będzie musiał gonić rywali.

Legia Warszawa, która ma do Śląska w lidze cztery punkty straty, w przerwie zimowej raczej się osłabiła. Ze stołecznej drużyny odszedł Ariel Borysiuk, a ostatnio także Maciej Rybus.

- Śledzimy to, co się dzieje w Warszawie, ale nie możemy się na tym koncentrować. Mamy przecież swoją robotę do wykonania. Nasi rywale zmagają się ze swoimi kłopotami, a my ze swoimi. Jeśli chodzi o Legię, to na pewno zarówno jej, jak i Wiśle będziemy kibicować w Lidze Europejskiej. Chcemy, by polskie drużyny przeszły jak najdalej, bo jeśli zbiorą punkty do europejskiego rankingu, to i my w przyszłym sezonie możemy z tego skorzystać. Oczywiście, jeśli znajdziemy się w pucharach.

Wspomniał pan o problemach Śląska. Z jakimi kłopotami zmagaliście się zimą?

- Największym kłopotem jest to, co dzieje się za oknem. Przez ostatnie dwa tygodnie trenowaliśmy przecież na zielonych boiskach, mierzyliśmy się z dobrymi drużynami i szło nam całkiem nieźle. Teraz nie do końca wiemy, w jakich warunkach będziemy grać pierwszy mecz i jak pogoda przełoży się na wydarzenia na boisku. Na szczęście w tej samej sytuacji są prawie wszystkie drużyny w lidze. Wszystkie zmagały się też z mikrourazami, które na jakiś czas eliminowały z przygotowań poszczególnych piłkarzy. U nas działo się podobnie, choć trzeba przyznać, że były to raczej miniusterki, a nie jakieś ogromne awarie. Maszyna Śląska na pewno pojedzie dalej.

W maju dojedziecie do mistrzostwa?

- Marzymy o tym, żeby zdobyć zarówno mistrzostwo, jak i Puchar Polski. Mamy na to szanse, ale wiemy, że jeśli marzeniom nie pomożemy, jeśli nie wyrwiemy ich z boiska, to żadne z nich się nie spełni. Chcemy zwycięstwa i sukcesy po prostu rywalom wyszarpać.

Więcej o: