Podbeskidzie - Śląsk 1:1. Śląsk wypuścił wygraną i jest daleko od tytułu

Śląsk w meczu z Podbeskidziem grał przeciętnie, ale prowadził i mógł choć na chwilę zrównać się punktami z prowadzącą Legią Warszawa. Wrocławianie w samej końcówce meczu stracili jednak bramkę, zwycięstwo, ważne trzy punkty i nadal są bardzo daleko od mistrzostwa Polski.
Po tym wyniku i remisie Legii z Widzewem wrocławianie mają trzy punkty straty do prowadzących warszawian oraz cztery kolejki na ewentualne odrobienie strat. Przy grze i wyniku z Bielska - Białej zdobycie przez Śląsk pięciu punktów więcej od rywali ze stolicy wydaje się mało prawdopodobne.

Oczywiście sytuacja wyglądałaby nieco inaczej, gdyby w 89 minucie Łukasz Madej podwyższył na 2:0 dla Śląska. Wrocławski pomocnik miał ku temu wyborną okazję, bo goście prowadząc 1:0 przeprowadzili dobrą kontrę, a Madej znalazł się sytuacji sam na sam z Mateuszem Bąkiem. Strzelił jednak obok bramki.

Po chwili Podbeskidzie wywalczyło rzut wolny, Sylwester Patejuk dośrodkował w pole karne, a tam wrocławianie nie upilnowali Roberta Demjana. Napastnik z Bielska strzelił więc gola wyrównującego i doprowadził do rozpaczy drużynę gości. Ta zwycięstwo straciła bowiem w podobnych okolicznościach jak w trzecim meczu wiosny z łodzkim Widzewem. Wówczas Śląsk również prowadził na wyjeździe i też dał sobie wbić gola w ostatniej minucie. W obu przypadkach remis był jednak wynikiem zasłużonym.

W Bielsku - Białej wrocławianie prezentowali się przeciętnie, choć trener Lenczyk niespodziewanie wystawił dwóch nominalnych napastników: Łukasz Gikiewicz i Cristian Diaz. W ten sposób szkoleniowiec poniekąd wrócił do koncepcji z początku swojej kadencji, kiedy w takiej konfiguracji występowali Gikiewicz i Vuk Sotirović. Co ciekawe pierwszy z nich tak mówił przed spotkaniem portalowi wroclaw.sport.pl: - Raczej będziemy grać z jednym napastnikiem, bo wystawienie dwóch na Bielsko byłoby samobójstwem. Raz, że to nie czas na eksperymenty, dwa, że gramy na wyjeździe. Treningi również nie wskazują, by trener Lenczyk rozważał taką koncepcję.

Ostatecznie Gikiewicz spotkanie rozpoczął na lewej pomocy, ale miał często schodzić do napadu, by tam wspomagać właśnie Diaza. Po pół godzinie gry 25 - letni zawodnik wylądował już za plecami Argentyńczyka, bo z powodu kontuzji boisko musiał opuścić rozgrywający Śląska Sebastian Mila.

Nim do tego doszło, w 9 minucie spotkania, Mila podał do Gikiewicza ten mocno uderzył, ale jego strzał obronił Mateusz Bąk. Później z obu stron nie działo się już wiele ciekawego. Sędzia Paweł Gil często przerywał grę po faulach, a drużyny bardzo przeciętnie radziły sobie w ofensywie. W Podbeskidziu wyróżniał się jedynie Sylwester Patejuk, który w 34 minucie przeprowadził najładniejszą akcję pierwszej połowy meczu. Skrzydłowy z Bielska najpierw minął kilku zawodników gospodarzy, zagrał klepkę z Robertem Demjanem, a wszystko zakończył płaskim uderzeniem tuż obok słupka.

W drugiej połowie mecz nadal nie porywał, ale za to zobaczyliśmy pierwszą bramkę. W 63 minucie z prawej strony boiska, z rzutu wolnego dośrodkowywał Diaz, a Piotr Celeban wygrał w polu karnym walkę o pozycję i strzelił ładnego gola głową. Dla stopera Śląska było to szóste trafienie w sezonie i pierwsze od listopada. Po jego zaliczeniu Celeban włożył piłkę pod koszulkę przypominając, że go jego żona spodziewa się dziecka.

W ostatnich kilkunastu minutach mecz zdecydowanie się otworzył. Najpierw Malinowski miał znakomitą okazję do wyrównania, ale uderzył obok słupka. Potem nadeszła wspominana już i nieszczęśliwa dla Śląska końcówka.