Marek Wasiluk: Nie chcieliśmy znów sobie fundować horroru

Śląsk Wrocław pokonał w derbach Zagłębie Lubin 2:1 i zrównał się punktami z prowadzącą w tabeli Legią Warszawa. Na dwie kolejki przed końcem sezonu, losy mistrzowskiego tytułu w dalszym ciągu są sprawą otwartą.
Niedzielne derby Dolnego Śląska bardzo dobrze rozpoczęły się dla gospodarzy. Wrocławianie prowadzili już po zaledwie trzech minutach gry, po samobójczym trafieniu Pavla Widanowa. Z każdą kolejną minutą mecz się wyrównywał. Prawdziwe wejście smoka zaliczył Matuesz Cetnarski. Na niewiele ponad 10 minut przed końcem zastąpił on kontuzjowanego Dalibora Stevanovica i tuż przed przerwą po ładnej zespołowej akcji podwyższył wynik spotkania na 2:0.

Mający dwie bramki przewagi wrocławianie po zmianie stron koncentrowali się głównie na tym, żeby bramki nie stracić, a strzeleckich okazji szukali w kontratakach. Zagłębie nie zamierzało się jednak poddawać i starało się atakować za wszelką cenę. Na kwadrans przed końcem spotkania strzałem głową Mariana Kelemena pokonał wychowanek "Miedziowych" Arkadiusz Woźniak. Podopieczni Pavla Hapala zwietrzyli swoją okazję, w ostatnich minutach przeprowadzając serię ataków i spychając gospodarzy do głębokiej defensywy.

- Nie chcieliśmy sobie znowu fundować horroru w końcówce, ale wyszło tak, że do końca musieliśmy być maksymalnie skoncentrowani, bo znowu mogliśmy stracić wygraną. Tym razem jednak wszystko dobrze się skończyło - mówił obrońca Śląska, Marek Wasiluk i dodał: - Gdybyśmy wykorzystali jedną z wielu sytuacji na trzeciego gola, nie byłoby tej nerwówki, ale nikt do nikogo nie ma pretensji. Razem wygrywamy i razem jako zespół popełniamy błędy.

Przypomnijmy, że w tej rundzie wrocławianie dali sobie wydrzeć wygraną w ostatnich minutach meczu z Widzewem Łódź i Podbeskidziem Bielsko-Biała, tracąc w ten sposób aż cztery punkty.

Wczorajsze spotkanie toczyło się w bardzo ciężkich warunkach, przy 30-stopniowym upale. Taka pogoda i walka przez większość spotkania dała się we znaki piłkarzom obu drużyn. Ostatnie fragmenty meczu rozgrywali niemal na stojąco. - W końcówce odczuwaliśmy też już skutki gry w takim upale. Ciężko się siedzi jak jest tak gorąco, a co dopiero mówić o bieganiu. Najważniejsze jednak, że wygraliśmy, a styl jest sprawą drugorzędną - zaznaczył stoper WKS-u.

Po 28. kolejkach Śląsk jest wiceliderem. Ma tyle samo - 50 punktów, co prowadząca Legia, ale ma gorszy bilans bezpośrednich spotkań od stołecznego klubu. W następnej kolejce, w czwartek wrocławianie podejmą na Stadionie Miejskim Jagiellonię Białystok. W niedzielę, w ostatnim meczu, który może zadecydować o mistrzostwie, zagrają na wyjeździe z Wisłą Kraków.