Śląsk Wrocław mistrzem Polski: Niewiarygodny sukces zrodzony w bólach

Nawet w słabej lidze ktoś musi być mistrzem kraju. Inteligentny, doświadczony trener oraz kilku solidnych piłkarzy wystarczyło, aby to Śląsk sięgnął po złoto. Pierwszy raz od 35 lat.
Polski futbol klubowy potrafi zaskakiwać, nawet szokować. Mistrzostwo Polski Śląska Wrocław jest tego klasycznym przykładem. Bo jak racjonalnie można wytłumaczyć fakt, że po tytuł sięgnął zespół, który w połowie rundy rewanżowej był najgorzej punktującą drużyną w lidze? Choć do tej fazy rywalizacji przestępował jako lider. Co można powiedzieć o klubie, który w pierwszych siedmiu meczach wiosennych potrafił wygrać tylko raz. Z beznadziejną Cracovią. A przy okazji zaliczył bolesną, kompromitującą porażkę 0:4 na własnym stadionie z bezpośrednim rywalem do mistrzostwa - Legią Warszawa. Wiosną, do ostatniego meczu sezonu w Krakowie, wrocławianie nie zdołali wygrać żadnego meczu na wyjeździe. Wygrali tylko z Wisłą i zdobyli mistrzostwo Polski.

Dołącz do nas na Facebooku i bądź na bieżąco! >>

Szczęście zniknęło

Na początku wiosny wszystko jakby sprzysięgło się przeciwko drużynie trenera Oresta Lenczyka. Fart, który wcześniej często sprzyjał wrocławianom, teraz zmienił się w okrutnego pecha. W ostatnich sekundach meczów z Widzewem i Podbeskidziem, Śląsk dawał sobie wydrzeć zwycięstwo. Dodatkowo wrocławianie prawie w każdym meczu byli karani czerwonymi kartkami, co dodatkowo osłabiało i tak fatalnie grający zespół. Śląsk tracił punkty i przesuwał się w dół tabeli.

Poza boiskiem nie było lepiej. Właścicielami Śląska są milarder Zygmunt Solorz oraz gmina Wrocław, a klub miał ogromne problemy finansowe. Dwa miesiące temu okazało się, że Śląsk jest w dramatycznej sytuacji - ma ponad sześć milionów złotych długów, brakuje mu środków na bieżące funkcjonowanie, a dodatkowo Solorz postanowił zawiesić finansowanie drużyny. Wszystko przez to, że musi spłacać miesięcznie po 190 mln zł kredytu na zakup Polkomtela. Jakby tego było mało, nerwowo nie wytrzymali urzędnicy miejscy, którzy oficjalnie zaczęli krytykować Zygmunta Solorza. Kontakty na linii władze Wrocławia - Solorz były złe.

Afera taśmowa i piwna

Tę koszmarną passę dodatkowo podgrzała "afera taśmowa" trenera Oresta Lenczyka. Po słabych meczach szkoleniowiec w gabinecie prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicz opowiadał dlaczego zespół gra źle. Lenczyk nie mówił nic kontrowersyjnego, jednak winę za kiepskie wyniki zrzucił tylko na piłkarzy, nazywając jednego z nich - "bałwanem". Monolog trener przypadkowo nagrali dziennikarze portalu weszlo.com i zamieścili w internecie.

Piłkarze Śląsk byli wściekli. Przeprowadzili z trenerem szczerą rozmowę, w której nie ukrywali pretensji do 69-letniego Lenczyka. Aferę udało się wyciszyć, ale tylko pozornie. Bo do dziś wielu zawodników nie akceptuje szkoleniowca i nieoficjalnie zaznacza, że nie zostaną w klubie, jeśli nadal będzie pracował tu Lenczyk.

Na kilka tygodni przed końcem sezonu piłkarze Śląska chyba sami zwątpili w sukces. Po dramatycznym, zremisowanym meczu w Gdańsku z Lechią, Śląsk spadł na czwarte miejsce w tabeli. W drodze powrotnej z Gdańska niektórzy podłamani zawodnicy przesadzili z ilością wypitego piwa, czym doprowadzili do wściekłości trenera Lenczyka, który jest ortodoksyjnym abstynentem. Ta zdarzenie niektórych kosztowało utratę miejsca w składzie.

Najlepszy wśród słabych

Te historie zdecydowanie bardziej pasują do opowieści o drużynie, która została zdegradowana z ekstraklasy, a nie zdobyła mistrzostwo Polski. Jednak Śląsk potrafił się podnieść. Duża w tym zasługa kapitana Sebastiana Mili - w kluczowym momencie sezonu potrafił pozytywnie zmobilizować drużynę. W efekcie na boisku nie było widać, iż między częścią zespołu, a trenerem specjalnej "chemii" nie ma.

Śląsk został mistrzem, gdyż inni rywale do tytułu - Legia, Wisła, czy Polonia prezentowali się równie źle, a Lech Poznań miał zbyt duże straty po pierwszej rundzie. Natomiast równo grający Ruch, gubił punkty w niespodziewanych momentach, a szanse na mistrza zaprzepaścił w zremisowanym u siebie meczu z ŁKS-em.

W pierwszej części sezonu Śląsk imponował przede wszystkim świetnym przygotowaniem fizycznym, dynamiką i siłą. Wrocławianie prezentowali dobrą, równą formę i byli chyba najbardziej przewidywanym zespołem w ekstraklasie. Znakiem firmowym ekipy Lenczyka była rozważna i skuteczna postawa w destrukcji oraz świetnie rozgrywane stałe fragmenty gry.

Mistrz bez gwiazd

Śląsk to mistrz bez gwiazd. Żaden z wrocławskich piłkarzy nie załapał się nawet do grona rezerwowych, powołanych przez selekcjonera Franciszka Smudę do kadry na Euro 2012. To może banalne, ale rzeczywiście siłą Śląska był zespół, szeroka kadra. Jednak nawet w drużynie bez gwiazd są kluczowi zawodnicy, bez których ciężko sobie wyobrazić mistrzowski Śląsk. Bramkarz Marian Kelemen, obrońca Piotr Celeban i pomocnicy: Sebastian Mila oraz Przemysław Kaźmierczak byli graczami pierwszoplanowymi, mającymi największy wpływ na postawę zespołu. Kelemen w kilku meczach bronił fenomenalnie i znalazł się w kręgu zainteresowań drużyn z Bundesligi. Niezniszczalny, nazywany "Cyborgiem" Celeban zdobył sześć goli i został najskuteczniejszym obrońcą ligi. Mila to najlepszy "asysten" ligi, zawodnik perfekcyjnie wykonujący stałe fragmenty gry. A Kaźmierczak, choć może nie jest efektowny, potrafić być wyjątkowo efektywny, a co najważniejsze - strzelał bardzo ważne bramki, kluczowe dla losów drużyny.

Wielkie dzieło Lenczyka

Bez względu na wszystko sukces Śląska jest przede wszystkim autorskim dziełem trenera Oresta Lenczyka. Do Wrocławia trafił jesienią 2010 roku. Przejął zespół na przedostatnim miejscu w tabeli i dokonał rzeczy niewiarygodnej - w tym samym sezonie wywindował Śląsk w górę tabeli i zdobył wicemistrzostwo Polski. Później dotarł do czwartej rundy Ligi Europy. Teraz sięgnął po złoto. Pierwsze dla Śląska od 35 lat. I uczynił to naprawdę z drużyną przeciętną personalnie. Bo na zakup droższych pilkarzy nie pozwala przeciętny budżet klubu.

70-letni Lenczyk uważany jest za kontrowersyjnego szkoleniowca. A on po prostu swoja pracę traktuje niezwykle poważnienie i wymaga tego od wszystkich innych w klubie. Rządzi autorytarnie, minimalizując wpływ innych osób na drużynę. Lubi "rotować" składem, wychodząc z założenia że żaden zawodnik nigdy nie może poczuć się zbyt pewnie. Przez lata swoje pracy trenerskiej w przygotowaniu fizycznym zawodników bazuje na metodach doktora Jerzego Wielkoszyńskiego. Dzięki tym metodom zawodnicy imponują siła oraz dynamiką.

W swojej ponad 40-letniej pracy trenerskiej Lenczyk drugi raz został mistrzem Polski. Pierwszy tytuł zdobył w 1978 roku z Wisłą Kraków. Pięć lat temu był kilkadziesiąt minut od złota z małym GKS-em Bełchatów, ale mistrzostwo zdobyło wówczas Zagłębie Lubin. Lenczyk był drugi.

Zazwyczaj skryty i tajemniczy Lenczyk przed inauguracją rundy rewanżowej Lenczyk szczerze wyznał: - Jeśli nie zdobędziemy mistrzostwa Polski, będzie bolało. Bardzo bolało.

Już po bólu. Lenczyk i Wrocław są w euforii.

Czy Śląsk Wrocław zakwalifikuje się do Ligi Mistrzów?