Krzysztof Wołczek ze Śląska: Prawie się modliłem, bo obwiniano by mnie za stratę tytułu

- Kiedy sędzia usunął mnie z boiska, to nie chciałem wiedzieć co się dzieje na boisku. Byłem w szatni, a kilka chwil później wszedł do niej Waldek i prawie się modliliśmy - opowiada obrońca Śląska Krzysztof Wołczek.
Wołczek w decydującym o mistrzostwie Polski meczu z Wisłą Kraków dostał czerwoną kartkę. Zawodnik został usunięty z boiska w 80 minucie spotkania przy stanie 1:0 dla wrocławian. Mimo jego braku koledzy utrzymali korzystny wynik i dzięki wygranej w Krakowie Śląsk po 35 latach przerwy został mistrzem Polski: - Moja czerwona kartka pokazuje, że Wisła wcale nie myślała o odpuszczeniu nam meczu. Na boisku było ostro i nie oszczędzaliśmy nóg. Kiedy dostałem czerwoną kartkę, nie chciałem nawet patrzeć na to, co się dzieje na boisku. Kilka chwil później do szatni wszedł Waldek i prawie się modliliśmy. Chcieliśmy, aby w końcu sędzia zagwizdał koniec - przyznaje Wołczek, który dodaje: - Wiem, że gdyby w końcówce Wisła strzeliła gola, to ja byłbym obwiniany za utratę tytułu. Na szczęście tak się nie stało. Nigdy nie sądziłem, że doczekam mistrzostwa ze Śląskiem. Ale jednak się udało.

Wołczek niemal przez całą piłkarską wiosnę znajdował się poza kadrą Śląska i uczestniczył jedynie w treningach. Zawodnik do składu wskoczył po kontuzji Jarosława Fojuta i wystąpił w trzech kluczowych spotkaniach z Zagłębiem, Jagiellonią i Wisłą. Wszystkie z nich wrocławianie wygrali.