Łukasz Madej: Ze smutkiem odchodziłbym z mistrzowskiego Śląska

W to, że zdobędziemy mistrzostwo Polski, tak naprawdę przestaliśmy wierzyć tylko na dwie godziny, w drodze powrotnej z Bielska-Białej do Wrocławia - opowiada Łukasz Madej, pomocnik Śląska Wrocław
W końcówce sezonu Łukasz Madej nie mógł razem z kolegami walczyć o mistrzostwo Polski, gdyż doznał urazu. Podczas meczu z Lechią Gdańsk pomocnik wrocławian doznał wstrząśnienia mózgu i trafił do szpitala, w którym przeleżał kilka dni. Teraz może już świętować swój i drużyny wielki sukces.

Dariusz Łuciów: Przede wszystkim gratuluję mistrzostwa Polski, ale nie mogę nie zapytać o zdrowie.

Łukasz Madej, pomocnik Śląska: Dziękuję. Ze zdrowiem jest już coraz lepiej i czuję się już dobrze. Choć potrzebuję jeszcze trochę odpoczynku. Jest mi niezmiernie szkoda, że uraz głowy wykluczył mnie z gry w dwóch ostatnich spotkaniach sezonu, w których rozstrzygnęły się losy mistrzostwa. Przyznam, że kiedy oglądałem te mecze w telewizji, to towarzyszyły temu nieporównywalnie większe emocje od tych, jakie czuje się na boisku. To będą dla mnie niezapomniane chwile i nie dlatego, że leżałem w tym czasie w szpitalu. Na ten tytuł czekałem 14 lat, czyli od momentu, kiedy zacząłem grać w piłkę.

Który moment w sezonie był dla pana najtrudniejszy: wtedy, gdy został pan zmieniony tuż przed przerwą w meczu z ŁKS-em, "afera taśmowa", wysoka porażka 0:4 z Legią we Wrocławiu czy kłopoty finansowe klubu?

- Jak się zdobywa mistrzostwo, to o wszystkich złych rzeczach się zapomina. Rzeczywiście ten sezon nie był najłatwiejszy. Były afery i jakieś niesnaski, które negatywnie odbiły się na drużynie i burzyły tę dobrą atmosferę. Paradoksalnie może takie momenty były nam potrzebne, bo ta kumulacja złości, jaka siedziała w szatni, i chęć udowodnienia tym, którzy przedwcześnie nas skreślili, poprowadziła nas do mistrzostwa Polski.

Trener Orest Lenczyk powiedział, że tak trudnego sezonu w swojej karierze nie pamięta. Można powiedzieć, że przeszliście drogę z nieba do piekła i z powrotem. Ten sezon to bagaż niesamowitych doświadczeń.

- To był bardzo dziwny sezon. Jesienią graliśmy bardzo dobrze, wygrywaliśmy, co doprowadziło nas na fotel lidera. Wiosna w naszym wykonaniu była już dużo słabsza. Ale trzeba też podkreślić, że prześladował nas ogromny pech. Myślę tu o punktach, które traciliśmy w końcówkach meczów, jak z Widzewem Łódź i Podbeskidziem Bielsko-Biała. To właśnie tymi spotkaniami zgotowaliśmy sobie tak nerwową końcówkę sezonu. Dobre drużyny poznaje się jednak po tym, że mimo iż nie grają efektownie, to potrafią osiągnąć nakreślony cel. Nam się to udało.

Były momenty zwątpienia w tym sezonie?

- Wierzyliśmy, że wszystkie niepowodzenia poprowadzą nas do szczęśliwego finału. Choć rzeczywiście mieliśmy chwile zwątpienia. Szczególnie dało się je odczuć po meczu z Podbeskidziem. W Bielsku-Białej straciliśmy wygraną w 90. minucie, a ja nie wykorzystałem sytuacji sam na sam. Byliśmy wtedy podłamani. W to, że zdobędziemy mistrzostwo, przestaliśmy wierzyć tak naprawdę tylko na dwie godziny, w drodze powrotnej z Bielska-Białej do Wrocławia. Tego samego dnia Legia grała z Widzewem i tego meczu nie wygrała. Wiedzieliśmy, że w warszawskim zespole dzieje się coś nie tak. Potwierdzeniem tego była porażka z Lechem w kolejnym spotkaniu.

Śląsk to najsłabszy mistrz Polski w ostatnich latach?

- To, że tak wiele drużyn niemal do ostatniej kolejki biło się o mistrzostwo, wcale nie znaczy, że ta liga jest tak słaba. Jestem innego zdania. Polska liga zmierza w tym kierunku, że nie będą nią rządzić wyłącznie dwaj hegemoni - Legia czy Wisła. Zespoły w ekstraklasie mają coraz więcej pieniędzy i stać je na kontraktowanie coraz to lepszych zawodników. Jeśli byłoby inaczej, kibice w Polsce nie oglądaliby tak utytułowanego piłkarza jak Danijel Ljuboja. Tacy zawodnicy jak on dodają rozgrywkom kolorytu, dlatego wydaje mi się, że równie dobrych graczy o głośnych nazwiskach jak Ljuboja będzie w naszej lidze z roku na rok coraz więcej.

Poza tym trzeba pamiętać, że Legia i Wisła wyszły z fazy grupowej w Lidze Europy. Wisłę tylko cztery minuty dzieliły od awansu do Ligi Mistrzów, jest to więc kolejny dowód na to, że nasza liga nie jest tak słaba, jak twierdzą niektórzy. Tak mówią byli piłkarze, którzy grali w piłkę 20 lat temu i chcą jeszcze jakoś zaistnieć w środowisku dzięki takim wypowiedziom, a być może mówią to po prostu w złości.

Taki Nacho Novo, który grał w silnej lidze hiszpańskiej, czy król strzelców ligi greckiej Ismael Blanco nie dali sobie rady w naszej ekstraklasie. To świadczy, że z jej poziomem nie jest najgorzej. W naszym kraju powstają piękne stadiony, poprawia się infrastruktura treningowa, będziemy mieli Euro. Najważniejsze to wykorzystać czas piłkarskiej hossy.

Śląsk jest zespołem niedoświadczonym w europejskich pucharach. Stać go na przełamanie niechlubnej passy polskich drużyn i pierwszy od 15 lat awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów?

- Każdy mówi, że Śląsk będzie bez szans. Może jednak właśnie na tym polega ten paradoks, że mimo wielkiej krytyki, jaka na nas spadała, udało nam się wywalczyć mistrzostwo, tak samo uda nam się zakwalifikować do Ligi Mistrzów. Wiadomo, że inne drużyny, jak np. Lech, miałyby łatwiejszą drogę, bo mają lepszy współczynnik i byłyby wyżej rozstawione. Na razie należy się wstrzymać z wyrokami, bo jeszcze nie wybiegliśmy na boisko. Można mieć budżet 100 mln euro i kupić świetnych zawodników, ale to nie gwarantuje sukcesu. Historia zna przypadki, że drużyny z budżetem mniejszym od Śląska grały już w Lidze Mistrzów.

Póki co cieszmy się mistrzostwem, bo kibice we Wrocławiu czekali na ten tytuł 35 lat.

To, że Śląsk zdobył mistrzostwo, sprawia, że pozostanie w tym klubie będzie dla pana priorytetem?

- Śląsk jest mistrzem i na pewno odchodziłbym z niego z dużym smutkiem. Wiadomo, że wkrótce drużynę czeka walka o Ligę Mistrzów i człowiek chciałby zostać. Mam jednak oferty, obok których nie można przejść obojętnie. Śląsk pod względem sportowym jest dla mnie bardzo atrakcyjną opcją, ale wiele też zależy od warunków, jakie zostaną mi zaproponowane, i od tego, jak długi będzie to kontrakt. W tej chwili najrozsądniejszym wyjściem byłoby pozostanie w Śląsku. Nie wszystko jednak zależy ode mnie. Mogę tylko powiedzieć, że jakieś rozmowy z prezesem prowadziłem i każda ze stron zna swoje oczekiwania.

Czy Śląsk powinien przedłużyć kontrakt z Łukaszem Madejem?