Kara i sprawiedliwość: Jak poseł Jan Tomaszewski walczy z korupcją w futbolu

Poseł PiS Jan Tomaszewski, za udział w piłkarskiej aferze korupcyjnej, domaga się surowego karania głównie Zagłębia Lubin. Istnieje pewna granica politycznej demagogii i hipokryzji - pan poseł Tomaszewski przekroczył ją monstrualnie.
Kilkanaście dni temu posłowie Jan Tomaszewski (PiS) i Krzysztof Kwiatkowski (PO) podpisali się pod listem do minister sportu Joanny Muchy. Proszą w nim o zainteresowanie się kupnem meczu przez Zagłębie Lubin. I chcą dodatkowego ukarania Zagłębia. O piśmie poinformowała Polska Agencja Prasowa.

Dołącz do nas na Facebooku i bądź na bieżąco! >>

Znów ukarać Zagłębie?

Sprawa dotyczy spotkania Zagłębia z Cracovią w 2006 roku. Mecz zakończył się remisem 0:0 i dał lubinianom prawo gry w Pucharze UEFA. W czasie śledztwa prokuratury okazało się, że wynik spotkania ustalili między sobą piłkarze. Zawodnicy Zagłębia zrzucili się i dali 100 tys. zł łapówki kilku graczom Cracovii. Trenerem Zagłębia był wówczas Franciszek Smuda, ale nie wiedział, że piłkarze "ułożyli" się na remis.

Teraz Wydział Dyscypliny PZPN domaga się kary trzech punktów ujemnych dla lubińskiego klubu oraz 300 tys. grzywny. Tomaszewski uważa, że to zbyt niska kara. Dlatego grupa parlamentarzystów postanowiła zwrócić się do minister sportu z prośbą o zajęcie stanowiska w tej sprawie.

Wcześniej Zagłębie za ustawienie kilkunastu meczów w sezonie 2003/04 został przez PZPN ukarane degradacją z ekstraklasy.

Poseł Tomaszewski od dawna podkreśla, że walczy z korupcją w polskim futbolu. Choć naprawdę sprawia wrażenie, że w całej aferze korupcyjnej widzi tylko klub z Lubina. Jeśli piętnuje i krytykuje, to przede wszystkim Zagłębie. Jeśli domaga się nakładania surowych kar, to w zasadzie tylko na drużynę z Lubina. Jak kolejny raz zdegradować za aferę korupcyjną, to tylko Zagłębie.

Mania prześladowcza

Poseł PiS zapowiedział też, że podczas Euro 2012 nie będzie kibicował Polakom, bo w naszej kadrze gra Łukasz Piszczek, skazany za korupcję właśnie w barwach Zagłębia.

Niestety, Tomaszewski wyjątkowo instrumentalnie traktuje piłkarską aferę korupcyjną i uderza nią na oślep, przynosząc całej sprawie więcej strat niż korzyści. Polska afera z ustawianiem meczów piłkarskich, w której zarzuty postawiono ponad 600 osobom, to największy skandal futbolowy w Europie i jeden z największych w świecie. W żadnym europejskim kraju ustawianie meczów nie było prowadzone na taką skalę. To poważny problem, który zniszczył podstawy naszej klubowej piłki nożnej, zniechęcił do tej dyscypliny wielu sponsorów, reklamodawców i oczywiście kibiców. Podważył zaufanie do całego środowiska piłkarskiego.

Tomaszewski ze swoją manią prześladowczą dotyczącą Zagłębia, z chaosem myślowym, poważny problem dramatycznie upraszcza. A co najgorsze - posługuje się demagogią. Były doskonały piłkarz doskonale wie, że minister sportu nie ma nic do karania piłkarzy i klubów. Tak jak bezradni byli wcześniejsi ministrowie sportu, gdy wprowadzali kuratora do PZPN.

Rozliczenie z przeszłością

To bardzo znamienne, że poseł Tomaszewski widzi zło tylko w Zagłębiu Lubin. A prawda jest taka, że niewiele jest klubów w polskim futbolu, które z klasą i konsekwencją rozliczyły się ze swoją niechlubną przeszłością, związaną z udziałem w aferze korupcyjnej.

Zagłębie było jednym z wielu klubów, które ustawiały mecze. Drużyna została za to ukarana degradacją przez PZPN. Ale w Lubinie rozliczono się z mroczną przeszłością. Zagłębie - w przeciwieństwie do kilku innych drużyn - nie bało się radykalnych decyzji. W trakcie jednego z sezonów lubinianie rozwiązali kontrakty z graczami zamieszanymi w aferę - Michałem Stasiakiem, Grzegorzem Bartczakiem i Przemysławem Kocotem. Nie było litości - z Lubinem musieli pożegnać się: kapitan zespołu, inny wieloletni piłkarz tej drużyny oraz gracz zamieszany w korupcję w czasach występów w Górniku Polkowice. I nie patrzono wówczas na to, że drużyna nie jest pewna utrzymania w lidze, że takie decyzje mogą mieć negatywne skutki dla sportowej wartości drużyny. I pewnie gdyby w przyszłości Zagłębie znalazło się w podobnej sytuacji, nie zawaha się przed podjęciem równie radykalnych decyzji.

Zagłębie w tej fundamentalnej dla czystości sportu sprawie pokazało klasę. W przeciwieństwie do choćby takiej Jagiellonii Białystok, klubu, który kiedyś konsekwentnie zatrudniał piłkarzy zamieszanych w korupcję i kpił sobie z norm etycznych oraz zasad fair-play.

Kiedyś PZPN za udział w aferze nie zdegradował Jagiellonii, tylko ukarał klub ujemnymi punktami. W tym przypadku niska kara nie dała żadnego pozytywnego efektu, tylko jeszcze bardziej zdemoralizowała winnego.

Ale złe zawsze jest Zagłębie Lubin.

Najciemniej pod latarnią

Zadziwiająca jest korupcyjna wybiórczość w traktowaniu klubów przez Jana Tomaszewskiego. Dlaczego milczał pan, gdy zimą tego roku w Łodzi - gdzie pan mieszka - ŁKS zatrudniał piłkarzy zamieszanych w aferę korupcyjną, mających po kilkanaście zarzutów prokuratorskich? Nie słyszałem ani nie czytałem żadnego pańskiego słowa potępienia, kiedy ŁKS podpisywał kontrakty z Wojciechem Łobodzińskim, Maciejem Iwańskim i Markiem Gancarczykiem! A ŁKS to klub zasłużony dla polskiego futbolu, zespół, w którym grał pan przez wiele lat.

Obraził się pan na reprezentację Polski, bo gra tam Piszczek, który zrzucał się na łapówkę w jednym meczu Zagłębia. Panie pośle Tomaszewski - Iwański i Łobodziński za grę w tym samym Zagłębiu Lubin co Piszczek mają postawionych kilkanaście zarzutów, za zrzucanie się na łapówki w kilkunastu meczach. Gancarczyk podobnie. I wtedy pan nie grzmiał, nie krzyczał, że to skandal.

Czy dlatego, że był pan piłkarzem ŁKS-u, mieszka pan w Łodzi i głosy miejscowego elektoratu zawsze się przydadzą? A może wszystko jest zdecydowanie bardziej przyziemne i posłowie z Łodzi domagają się ukarania i degradacji Zagłębia, aby kosztem lubińskiego zespołu uratować ŁKS, który właśnie spadł z ekstraklasy.

Granice hipokryzji

Istnieje granica politycznej demagogii i hipokryzji. Obydwie, panie pośle Tomaszewski, przekroczył pan monstrualnie. Jeśli chce pan się dobrze przysłużyć sprawie walki z korupcją, to może wraz z byłym ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim z PO napiszecie, panowie posłowie, pismo do zarządu PZPN w kwestii karania i rozliczania osób zamieszanych w aferę korupcyjną.

Smutna prawda jest taka, że w PZPN - poza Wydziałem Dyscypliny - zajmuje się tym zaledwie jedna osoba: rzecznik dyscyplinarny związku. Zanim przeanalizuje on akta sprawy ponad 600 osób z zarzutami, zanim ich przesłucha i ukarze, a potem prześle propozycje kar do Wydziału Dyscypliny, minie wiele, bardzo wiele lat. Kiedy osoby uwikłane w aferę dosięgnie sprawiedliwość wymierzona przez PZPN, niektórzy z piłkarzy będą już wtedy za starzy, aby grać w oldboyach.

A teraz w najlepsze śmieją się w nos i grają sobie w ekstraklasie. Choćby w klubie z miasta posłów Tomaszewskiego i Kwiatkowskiego.

Więcej o: