Śląska transfer wyjątkowy: Nowego piłkarza załatwiał sam Zygmunt Solorz

Jeśli Śląsk sfinalizuje transfer Tomasza Jodłowca, będzie to sytuacja szczególna. Po pierwsze - osobiście miał się w negocjacje zaangażować miliarder Zygmunt Solorz, po drugie - klub wreszcie wzmacnia aktualny reprezentant kraju.
Przejście do Wrocławia 27-letniego Jodłowca jest niemal przesądzone. Piłkarz doszedł już do porozumienia z mistrzem Polski w sprawie kontraktu indywidualnego, a na ukończeniu są negocjacje wrocławian z właścicielem Polonii Warszawa Józefem Wojciechowskim. Do ustalenia pozostała m.in. kwestia tego, jaki procent od kolejnego transferu miałby otrzymać warszawski biznesmen.

Śląsk finalizacji zakupu chce dokonać jak najwcześniej, by móc ewentualnie skorzystać z Jodłowca już w najbliższej rundzie europejskich pucharów. By tak się stało, wrocławianie muszą wyeliminować w Lidze Mistrzów Budućnost Podgorica [mecz zakończył się po zamknięciu tego wydania "Gazety" - przyp. red.] oraz do czwartku do północy zarejestrować zawodnika w UEFA. Jeśli tego nie zrobią, to nawet w przypadku przejścia Czarnogórców będą mogli skorzystać ze swojego nowego obrońcy dopiero w IV rundzie europejskich pucharów. O ile tam awansują.

W takim wypadku Jodłowiec mógłby się z kolei w drużynie dłużej aklimatyzować, bo przecież nie przepracował z nią okresu przygotowawczego. Trudno więc uwierzyć, że trener Lenczyk od razu by na niego postawił, choć akurat stopera pilnie potrzebuje. Nominalnymi graczami na tej pozycji są w Śląsku jedynie Rafał Grodzicki i Marek Wasiluk.

- W przypadku transferu jako trener jakoś muszę sobie z tą układanką poradzić. Oczywiście gdybym był poza pucharami, to byłoby inaczej, bo na przygotowania do ligi miałbym jeszcze trzy tygodnie. Teraz myślimy jednak głównie o Lidze Mistrzów. Pozyskanie Jodłowca to jednak dla Śląska nie tylko działanie na pół roku, ale przede wszystkim inwestycja w przyszłość - mówi trener Lenczyk.

Tak czy inaczej dla Śląska transfer Tomasza Jodłowca i tak będzie transakcją wyjątkową. Po pierwsze dlatego, że po raz pierwszy w jego przeprowadzenie miał się osobiście zaangażować właściciel klubu - miliarder Zygmunt Solorz, który do tej pory od drużyny trzymał się z daleka. Współpracownicy Solorza podkreślają, że tym razem zadzwonił on do swojego przyjaciela Józefa Wojciechowskiego i rozmawiał z nim o transferze Jodłowca.

Po drugie, po raz pierwszy od powrotu do ekstraklasy drużynę z Wrocławia wzmacnia aktualny reprezentant kraju. Gracz Polonii Warszawa był przecież z kadrą na ostatnim zgrupowaniu przed Euro 2012 i zagrał w sparingu z Łotwą. 27-latek jest więc znacznie bliżej drużyny biało-czerwonych, niż byli choćby Sebastian Mila czy Przemysław Kaźmierczak w czasie, gdy do Śląska przychodzili.

Z drugiej strony Tomasz Jodłowiec ma ze wspomnianymi graczami wiele wspólnego. On też kilka lat temu uznawany był za nadzieję naszego futbolu, a we Wrocławiu w pewnym sensie będzie musiał się odbudować. Zawodnik rzucany po pozycjach stopera i defensywnego pomocnika od jakiegoś czasu przestał się w Polonii rozwijać. Przecież jeszcze w 2009 roku ten piłkarz był niemal pewny przejścia do włoskiego Napoli, a jego usługi w Serie A polecał sam Zbigniew Boniek. Jodłowiec był we Włoszech porównywany z najsłynniejszym wychowankiem klubu Fabiem Cannavaro, a klub z Neapolu miał za niego zapłacić 1,5 mln euro. Ostatecznie Polak do Serie A nie przeszedł, ale Józef Wojciechowski za jego transfer w rozmowach ze Śląskiem żądał początkowo podobnych pieniędzy. Potem jednak biznesmen z tonu spuścił i dlatego mistrz Polski może sobie na kupno zawodnika pozwolić.

Wraz z Tomaszem Jodłowcem do Śląska mógłby trafić inny zawodnik Polonii Wladimir Dwaliszwili. Gruzin dogadał się już wprawdzie z Legią Warszawa, ale raptem okazało się, że klubowi ze stolicy brakuje 100 tys. euro na jego pozyskanie. Wrocławianie te pieniądze mają, ich konto zasiliło bowiem ostatnio 2 mln zł z budżetu miasta. Tym samym mistrz Polski jest najpoważniejszym kandydatem do pozyskania tego ofensywnego piłkarza.