Agresywni kibole rządzą wrocławskim stadionem: Przynoszą wstyd Śląskowi i miastu

Agresywni szalikowcy Śląska biegający po stadionie i próbujący doprowadzić do bójki w sektorze gości, policja z tarczami na trybunach oraz ochroniarze ratujący sytuację gazem łzawiącym. Tak wyglądał mecz Śląska z Budućnostią w prestiżowej Lidze Mistrzów na Stadionie Miejskim we Wrocławiu.
Rewanżowe spotkanie Śląska z Budućnostią Podgorica było pierwszym meczem w europejskich pucharach na wrocławskim stadionie, wybudowanym za ponad 900 mln zł. Pierwszym meczem i od razu rozegranym w najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych na kontynencie - piłkarskiej Lidze Mistrzów. Pojedynek mistrza Polski z mistrzem Czarnogóry mógł być okazją do wielkiego sportowego święta we Wrocławiu. Niestety, szansa została całkowicie pogrzebana i przerodziła się w wielki skandal.

Antybohaterami wydarzeń byli kibole Śląska. Kilkudziesięciu z nich próbowało przedrzeć się do sektora szalikowców Budućnosti. Wrocławscy chuligani bez problemów przebiegli przez cały stadion, aby przedostać się do "klatki", w której znajdowali się rywale. Chcieli przeskoczyć płot, rzucali się na siatkę. Na krótko zwarli się z chuliganami Budućnosti uzbrojonymi w długie pasy z metalowymi sprzączkami. Ochrona i stewardzi byli bezradni, mimo że używali gazu łzawiącego. Mieli problemy z powstrzymaniem agresywnych kiboli.

Niczego nie zmienia fakt, że kibole z Czarnogóry również prowokowali i też chcieli się bić. Obie grupy zachowywały się skandalicznie, ale to wcale nie usprawiedliwia wrocławskich szalikowców.

Niestety, mecz Śląska z Budućnostią obalił przekonanie, że nowoczesny wrocławski stadion automatycznie zapewni wszystkim widzom bezpieczeństwo, a zachowania niektórych z nich ucywilizuje. Nic podobnego. Agresywni kibole z nienawiścią wypisaną na twarzach swobodnie biegali po obiekcie pomiędzy spokojnie siedzącymi widzami. Ochroniarze stojący przy poszczególnych sektorach nie byli w stanie ich powstrzymać. To kibole rządzili stadionem. Robili, co chcieli.

Przez całą imprezę kilkutysięczny sektor szalikowców Śląska wykrzykiwał wyjątkowo wulgarne hasła. Kiedy piłkarze Budućnosti wybiegli na boisko, powitało ich gromkie: "Wypierd..., wypierd...". Później w specyficzny sposób zaczęli dopingować swoją drużynę, skandując: "Jazda z kurw..., Śląsku jazda z kurw...". A kiedy policja zaprowadziła porządek na stadionie, wrocławscy kibole zawyli swoją ulubioną pieśń - "Zawsze i wszędzie policja jeba... będzie".

Kolejnym nieporozumieniem było to, że kibolski "zapiewajło" momentami był podłączony do stadionowego nagłośnienia, z którego korzysta spiker imprezy. Swoim chrypiącym, zmęczonym głosem odstraszał normalnych widzów.

Mecz w Lidze Mistrzów kolejny raz potwierdził, że mimo zaklinania rzeczywistości problem z kibolami Śląska wciąż istnieje. I tego problemu nie rozwiąże policja. Z tym muszą sobie poradzić klub oraz miasto, które jest współwłaścicielem Śląska i właścicielem stadionu. Tak zachowująca się banda kiboli odstraszy od przychodzenia na mecze wielu normalnych widzów. A przecież stadion nie został zbudowany dla grupki niebezpiecznych fanatyków zastraszających innych.

Wielu wrocławskich kiboli rozgrywki w Europie traktuje jako nową arenę walki, na której mogą zaprezentować się z jak najgorszej strony. Przecież podczas każdego z czterech ostatnich wyjazdowych meczów w europejskich pucharach zachowywali się tak, że Śląsk był za ich wyczyny karany przez UEFA. W Szkocji nasi kibole chcieli zdemolować hotel i bili się z policją. Na stadionach w Bułgarii i Rumunii odpalali race, czego surowa UEFA zakazuje. A za ostatnie "popisy" swoich fanów w Czarnogórze na Śląsk nałożono aż 40 tys. euro kary! I dodatkowo nałożono na nich zakaz wyjazdu na kolejny mecz w europejskich pucharach. Tym razem do szwedzkiego Helingborga.

I bardzo dobrze. Tacy kibole przynoszą wstyd Śląskowi i miastu.