Helsingborgs IF rywal Śląska w Lidze Mistrzów: Bardzo solidni rzemieślnicy

Helsingborgs IF - mistrz Szwecji i rywal Śląska w trzeciej rundzie Ligi Mistrzów jest bardzo solidnym zespołem bez wielkich gwiazd.
Helsingborgs IF jest ostatnim szwedzkim klubem, który rywalizował w Lidze Mistrzów. Doszło do tego w sezonie 2000/01 - w decydującej fazie rozgrywek Szwedzi pokonali Inter Mediolan, wygrywając 1:0 u siebie i remisując 0:0 na San Siro. Mistrzostwo kraju zdobyte w tym roku przez "Czerwonych" - bo taki przydomek ma Helsingborgs - jest pierwszym od złota z 2000 roku. Drużyna w sumie siedem razy była mistrzem Szwecji.

W obecnym zespole Helsingborgs nie ma wielkich gwiazd. Najlepsi szwedzcy piłkarze grają w ligach zagranicznych. I tak jedynym graczem mistrza Szwecji, który był w kadrze drużyny narodowej na Euro 2012, jest 26-letni bramkarz Paer Hansson. Jednak na boiskach Polski i Ukrainy był tylko rezerwowym.

A chyba najbardziej znanym zawodnikiem HIF jest obecnie 57-krotny reprezentant Szwecji Erik Edman. Ten 33-letni lewy obrońca ma za sobą występy m.in. w Tottenhamie Hotspur, czy Wigan Atletic. Trenerem rywali jest 58-letni Norweg Age Hareide. W przeszłości 50-krotny reprezentant kraju przez pięć lat, od 2003 do 2008 roku prowadził także drużynę narodową.

W drugiej rundzie Ligi Mistrzów Szwedzi najpierw zremisowali 0:0 z The New Saint w Walii, a potem wygrali 3:0 na własnym stadionie. Sztab szkoleniowy Śląska w ostatnich dniach "rozpracowywał" najbliższego rywala. Trenerzy Śląsk oglądali ostatnie mecze Szwedów na płytach DVD, a asystent Oresta Lenczyka, Łukasz Czajka był na ostatnim meczu "Czerwonych" z The New Saint.

Szwedzi grają w ustawieniu 1-4-4-2. To zespół świetnie przygotowany fizycznie i motorycznie, opierający swoją grę ofensywną na bardzo szybki skrzydłowych. Lindstrom oraz Nordmark są szybcy, pracują dużo zarówno w ofensywie, jak i defensywie. Gra z kontry to jeden z atutów Szwedów. Ważnym ogniwem zespołu są też inni pomocnicy: pochodzący z Kosowa Norweg Gashi oraz kreatywny, wyprowadzający kontry zawodnik z RPA Mahlangu.

W ostatnich meczach trenerzy Helsingborgs rotują napastnikami, wystawiając inny duet na ligę szwedzką, a inny na Ligę Mistrzów. Najlepszym strzelcem drużyny jest w tym roku Islandczyk Finnbogason - silny, wysoki, dobrze grający głową. Najczęściej gra on w duecie z Norwegiem Sorumem. Dwójka kolejnych napastników to - Szwed Sundin oraz Brazylijczyk Santos. Ci właśnie zawodnicy wyszli ostatnio w podstawowym składzie w meczu ligowym z FK Norrköping. Do przerwy mistrzowie Szwecji przegrywali 0:2 i od razu po przerwie na boisku pojawił się duet Finnbogason - Sorum. Pierwszy z nich strzelił bramkę, ale Helsingborgs ostatecznie przegrał 1:2.

W lidze szwedzkiej było to spore wydarzenie, gdyż przerwana została dobra passa 25 zwycięstw z rzędu odniesionych na własnym boisku przez Helsingborgs. Mistrz Szwecji nie przegrał u siebie od października 2010 roku. Do ostatniej soboty.

- Po wygranym przez nas meczu kwalifikacyjnym Champions League z walijskim The New Saint ostrzegałem, że po tak dużym zaangażowaniu psychicznym piłkarzy w ich głowach może zapanować rozluźnienie, czarna dziura - analizował Age Hareide, szkoleniowiec mistrza Szwecji. - Uważam jednak, że pomimo trudnego rozkładu spotkań powinniśmy sobie poradzić - podkreślał.

Po sobotniej porażce w szwedzkich mediach zapanowało zaniepokojenie. Zwłaszcza że w powszechnej opinii Szwedów zespół Śląska jest dużo poważniejszym przeciwnikiem niż drużyna z Walii. Hareide podkreślał, że jeśli jego zawodnicy myślą o grze w fazie grupowej Ligi Mistrzów, muszą być bardziej skuteczni.

- Nie może być tak, że stwarzamy sobie szanse i nie potrafimy ich wykorzystać - stwierdził trener, odnosząc się do sytuacji, jakie miał w spotkaniu z Walijczykami doświadczony napastnik Helsingborga Thomas Sorum. - To futbol na międzynarodowym poziomie, trzeba umieć trafić do pustej bramki.

Mattias Lindström, doświadczony pomocnik HIF był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku w szwedzko-walijskiej konfrontacji. Przed starciem z polskim zespołem mówił: - Jesteśmy w stanie utrzymać wysoki poziom, jaki prezentowaliśmy na własnym boisku w kolejnych meczach. Czujemy, że możemy być dla rywali naprawdę niebezpieczni.

Piłkarz odniósł się też do pytań dziennikarzy, którzy zastanawiali się, czy rozgrywanie dwóch meczów w tygodniu zbytnio nie obciąża sił zawodników.

- Jesteśmy profesjonalistami - stwierdził krótko Lindström. - Nie słyszałem, żeby piłkarze Barcelony narzekali, że za dużo i za często grają. To nasz zawód i nie powinniśmy szukać żadnych wymówek.