Zadanie Śląska w T-Mobile Ekstraklasie: Nie upaść na pysk

Gdyby trener Orest Lenczyk posadę utrzymał do końca sezonu, a Śląsk zakwalifikował się do europejskich pucharów, to moglibyśmy we Wrocławiu mówić o piłkarskim sukcesie. Być może nawet porównywalnym do złota i srebra zdobytego przez drużynę w latach poprzednich.


Powie ktoś, że na progu rozpoczynających się dziś rozgrywek T-Mobile Ekstraklasy wymagania co do mistrza Polski mam minimalistyczne. Że tuż przed sobotnim wyjazdowym meczem Śląska z Widzewem Łódź powinienem żądać od wrocławian obrony tytułu i awansu do fazy grupowej Ligi Europejskiej, a nie nieśmiało upraszać się o miejsce na podium i niezwalnianie doświadczonego trenera zespołu.

Aby nie było wielkiej smuty

Może to i prawda, choć w realiach polskiego futbolu osiągnięcie czegoś podobnego byłoby jednak nie tyle wynikiem minimalistycznym, co raczej historycznym. Od lat bowiem mistrzowie Polski w kolejnym sezonie nie potrafią poradzić sobie z udźwignięciem sukcesu: wyrzucają trenerów, burzą drużyny, a czasami popadają też w przeciętność długotrwałą. Było tak w przypadku Wisły Kraków trenera Roberta Maaskanta, Lecha Poznań Jacka Zielińskiego, Zagłębia Lubin Czesława Michniewicza czy Legii Warszawa Dariusza Wdowczyka. W żadnej z tych drużyn po zdobyciu złota wymienieni szkoleniowcy nie dotrwali do końca kolejnego sezonu, a w przypadku pierwszych trzech zespołów w kolejnych rozgrywkach nie zakwalifikowały się one nawet do europejskich pucharów. Po mistrzostwie następował więc okres "wielkiej sportowej smuty", czas wyłażenia na wierzch najgłębszych problemów klubu i drużyny. Tego właśnie trzeba we Wrocławiu możliwie długo unikać.

Problemy jak na dłoni

Paradoksalnie jednak w przypadku Śląska prowadzonego przez trenera Oresta Lenczyka na wierzch w zasadzie nic wyłazić nie musi. Jeszcze się sezon nie zaczął, jeszcze wrocławianie punktu w lidze nie stracili, a już wszystkie ich słabości widać jak na dłoni. Trener Lenczyk skonfliktowany jest z wieloma piłkarzami, działacze mają szkoleniowca serdecznie dość, a właściciele Śląska, czyli przedstawiciele miasta i grupy Polsat, współpracują ze sobą w atmosferze lodowatej. Sama drużyna wciąż jest w przebudowie, gra przeciętnie, a przecież w pierwszych meczach sezonu będzie jeszcze osłabiona brakiem sześciu zawieszonych zawodników.

Z największą trwogą wszyscy we Wrocławiu patrzą jednak przede wszystkim na pustoszejące trybuny Stadionu Miejskiego, na którym przecież nawet w Lidze Mistrzów zasiadło tylko 13 tys. widzów. Ilu więc będzie ich na ligowych pojedynkach, np. z Piastem Gliwice, trudno przewidzieć. Można za to przewidzieć, że zapełnić trybuny wielkiego obiektu będzie znacznie trudniej niż w zeszłym sezonie, gdy jeszcze stadion imponował wszystkim nowością i rozmachem.

Kolanem się podeprzeć

Czy wobec tego piłkarski Śląsk ma w tym sezonie jakiekolwiek szanse na sukces i ponowną walkę o medale? Ma, bo choć wrocławianie są powszechnie krytykowani i muszą się zmagać z wieloma problemami, to nadal pozostają jak na nasze realia drużyną mocną. Przypominam, że to Lech Poznań skompromitował się w 1/16 Pucharu Polski, odpadając z Olimpią Grudziądz, to Legia Warszawa przegrała ze Śląskiem w Superpucharze i to Ruch Chorzów stracił z czeską Viktorią Pilzno siedem goli w Lidze Europejskiej.

Przypominam, że to drużyna trenera Lenczyka ma w swoim składzie bramkarza Mariana Kelemena, obrońcę Tomasza Jodłowca, pomocników Przemysława Kaźmierczaka, Roka Elsnera, Waldemara Sobotę czy Sebastiana Milę oraz napastnika Cristiana Diaza. Każdy z nich w naszej ekstraklasie może uchodzić za piłkarza przynajmniej bardzo dobrego, a w zespole jest kilku graczy równie ciekawych.

Przypominam wreszcie, że to właśnie Śląsk w ostatnich dwóch sezonach zdobył srebro i złoto, z kolan podnosił się najsprawniej, a własne słabości potrafił pokonywać. Credo dla mistrza Polski najlepiej wyłożył trener Lenczyk, który w maju mówił "Gazecie": - Jak upadać, to trzeba zrobić wszystko, żeby od razu nie na pysk. Trzeba się ręką albo kolanem podeprzeć i dalej do roboty. My jesteśmy dziś wysoko i mam nadzieję, że nie będzie burzy, która nas z tego drzewa zrzuci. Na przyszły sezon mamy dwa bardzo istotne cele: przy dobrym losowaniu zaistnieć w pucharach, a nowe rozgrywki ligowe rozpocząć tak, by nie było strat. Cały czas trzymać się góry.

Widzew Łódź - Śląsk Wrocław, sobota, godz. 15.45, transmisja w Canal Plus Sport HD, Polsat Sport. Relacja na sport.pl