Sebastian Mila: Zamknęliśmy usta krytykom [WYWIAD]

Zdobyliśmy mistrzostwo i Superpuchar Polski, więc w nowy sezon musimy wejść z podwojoną siłą. Tym ostatnim trofeum zamknęliśmy usta krytykom, którzy mówili, że jesteśmy najsłabszym mistrzem kraju w ostatnich latach - mówi w rozmowie z portalem wroclaw.sport.pl kapitan Śląska, Sebastian Mila.
Wyjazdowym meczem z Widzewem Łódź Śląsk Wrocław rozpocznie ligowy sezon. Mistrz Polski jest faworytem, ale o korzystny rezultat wcale nie będzie łatwo. W ostatnich dwóch latach wrocławianie nie wygrali ani jednego meczu z Widzewem. Oprócz tego, w dzisiejszym meczu drużyna Oresta Lenczyka na stadionie Widzewa wystąpi bez sześciu zawodników: Sebastiana Mili, Łukasza i Rafała Gikiewiczów, Mariusza Pawelca, Patrika Mraza i Dalibora Stevanovica, na których po zakończeniu poprzednich rozgrywek nałożono kary za wulgarne przyśpiewki pod adresem Legii Warszawa.

Początek meczu Widzew - Śląsk o godz. 15:45.

Rozmowa z Sebastianem Milą, kapitanem Śląska

DARIUSZ ŁUCIÓW: Przed pierwszym meczem z Budućnostią Podgorica w eliminacjach Ligi Mistrzów nie chciał pan porównywać obecne go Śląska do drużyny, która zdobyła mistrzostwo kraju. A czy Śląsk, który rozpoczynał rywalizację w europejskich pucharach, różni się od tego, który dziś zacznie sezon ligowy?

SEBASTIAN MILA: Oczywiście, że jest różnica. Przede wszystkim mieliśmy więcej czasu na zgranie i dopasowanie się. To bardzo ważne, bo zmienił się nasz skład. Z drużyny ode szło aż 11 zawodników, a część z nich miała duży wpływ na grę zespołu. We wcześniejszych latach nasza kadra była bardziej stabilna, nie było w niej aż takiego wielkiego przemeblowania. Przygotowania do sezonu były więc dla nas tylko dopełnieniem i wypracowywaniem formy. Teraz musieliśmy więcej czasu poświęcić na budowę zespołu i wzajemne po znanie się. Niektóre rzeczy trzeba było zacząć od nowa. Jestem jednak przekonany, że czas na naszą korzyść.

Ten sezon będzie dla was trudniejszy? Każdy będzie chciał teraz pobić mistrza.

- Poprzednie rozgrywki także nie były dla nas łatwe. Przystępowaliśmy do nich jako wicemistrz kraju. W sezonie 2010/2011 wspięliśmy się z przedostatniego miejsca w tabeli na drugą pozycję i pojawiły się głosy, że udało nam się to dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Teraz musimy uderzyć z podwojoną siłą, bo zdobyliśmy mistrzostwo i sięgnęliśmy po Superpuchar. Uważam, że tym ostatnim trofeum zamknęliśmy usta krytykom, którzy mówili, że jesteśmy najsłabszym mistrzem kraju w ostatnich latach.

Zwycięstwo w Superpucharze nad Legią poprawiło morale drużyny po słabych występach w Lidze Mistrzów i odpadnięciu z tych rozgrywek?

- Zdobycie Superpucharu Polski pozwoliło nam się pod nieść po nieudanych meczach z Budućnostią i Helsingborgiem. To nie były dla nas łatwe momenty. Z każdej strony słyszeliśmy głosy krytyki. Mogliśmy liczyć tylko na siebie. Do przodu pchała nas wiara naszych kibiców, którzy po meczu śpiewali: "Nic się nie stało" i "Jesteśmy z wami". To m.in. dla nich chcieliśmy wywalczyć Superpuchar. Udało się, pokonaliśmy Legię i przywieźliśmy do Wrocławia to cenne trofeum. Ktoś może te raz jego wartość umniejszać, ale za kilkanaście lat doceni się ten sukces. Z punktu widzenia psychologicznego wygrana w Warszawie była dla nas bardzo ważna.

Jaki układ sił przewiduje pan przed startem ligi?

- W gronie drużyn mierzących w czołowe lokaty na pewno będą Legia, Lech, Wisła i Śląsk. Czarnym koniem mogą być Jagiellonia, Zagłębie i Lechia. Nie należy zapominać także o Koronie, która już w poprzednim sezonie pokazała, że jest zespołem nieobliczalnym.

W które miejsce celuje Śląsk?

- Na pewno nie będziemy faworytem. W każdym meczu będziemy chcieli grać o pełną pulę, a dopiero na koniec sezonu okaże się, jaki to da wynik. Ja wyznaję zasadę, że w jakimkolwiek klubie by się grało i bez względu na jego sytuację, zawsze gra się o mistrzostwo. Na starcie wszyscy mają przecież takie same szanse i jeżeli piłkarze nie stawiają tak sprawy, to nie powinni wybiegać nawet na boisko.

Śląsk do startu T-Mobile Ekstraklasy podejdzie niemal z marszu, bo przecież wiele spotkań już za wami. Czy to atut w stosunku do drużyn, które dopiero poważne granie rozpoczynają?

- Myślę, że naszym największym atutem jest fala krytyki, jaka spadła na nas po odpadnięciu z Ligi Mistrzów. To w jakiś sposób nas za hartowało i dzięki temu jesteśmy teraz mocniejsi.

Skomplikowaliście sobie sytuację na początku sezonu. Ze składu z powodu zawieszeń na kilka kolejek wypadło aż sześciu piłkarzy.

- Na pewno stawia to nas w trudniejszej sytuacji na starcie sezonu i zmniejsza pole manewru trenerowi Lenczykowi. Z tą świadomością przygotowywaliśmy się do ligi i mam nadzieję, że jakoś sobie z tym poradzimy. Uważam, że mamy wyrównaną drużynę i dobrych zmienników.

Ligę zainaugurujecie meczem z Widzewem Łódź. W ostatnich dwóch sezonach łodzianie mieli patent na Śląsk - dwa razy z wami wygrał i tyle samo razy zremisował.

- Rzeczywiście, to zespół, który nam nie leży. To drużyna, która jeśli przegrywa, to nie ze Śląskiem. W ostatnich sezonach Widzew był wielką niewiadomą, niemal przed każdymi rozgrywkami dochodzi tam do małej rewolucji kadrowej. Statystyki jednak na boisku nie grają, a są po to, żeby je przełamywać. W Łodzi zrobimy wszystko, że by wygrać i udanie rozpocząć ligowy sezon. To będzie bardzo ważne.