Ekstraklasa. Mistrz tylko z nazwy?

Śląsk prezentuje się bardzo słabo i w niczym nie przypomina drużyny, która w zeszłym sezonie sensacyjnie sięgnęła po mistrzostwo Polski. I to niezależnie od tego, czy wrocławianie grają w eliminacjach Ligi Mistrzów, czy polskiej ekstraklasie.
Jak upadać, to trzeba zrobić wszystko, żeby od razu nie na pysk. Trzeba się ręką albo kolanem podeprzeć i dalej do roboty - mówił przed sezonem trener Orest Lenczyk pytany o to, co będzie, jeśli jego mistrzowski Śląsk w kolejnych rozgrywkach zacznie spisywać się znacznie gorzej.

Doświadczony szkoleniowiec wykrakał. Rozgrywki jeszcze na dobre się nie zaczęły, a będący w przebudowie Śląsk kolana ma już obite, a twarzą o ziemię zaryje pewnie za chwilę.

Wrocławianie są po klęsce w Lidze Mistrzów, gdzie w III rundzie eliminacji szwedzkiemu Helsingborgowi strzelili w dwumeczu tylko jedną bramkę, a stracili sześć. To najgorszy wynik polskiej drużyny w tych rozgrywkach od 15 lat, kiedy włoska Parma wbiła Widzewowi jednego gola więcej. Ale to była Parma z Gianluigi Buffonem, Lilianem Thuramem, Fabio Cannavaro czy Enrico Chiesą, a nie mistrz Szwecji z masą anonimowych w skali europejskiej piłkarzy.

Po dramacie w LM miał się więc Śląsk odbić w lidze polskiej, gdzie - jak mówił trener Lenczyk - "samych Helsingborgów nie ma". Jak się okazuje, są jednak drużyny lepsze od wrocławian, a w pierwszej kolejce sezonu okazał się taką Widzew. Nie ten sprzed lat, ale dzisiejszy: odarty z najlepszych zawodników, budowany za małe pieniądze i z piłkarzy gdzie indziej niechcianych.

Jednym nich jest Sebastian Dudek, który w Śląsku spędził ostatnie siedem lat, ale po mistrzostwie pożegnano się z nim bez żalu. Niby dlatego, że jest wolny, słaby fizycznie i niewiele dawał drużynie. W sobotę ten pomocnik bramkę strzelił, a na tle byłych kolegów naprawdę przypominał zawodnika wysokiej klasy.

Śląsk za to w żadnym wypadku nie przypomina drużyny, która w zeszłym sezonie niespodziewanie sięgnęła po mistrzostwo kraju. Wówczas wrocławianie w miarę nieźle bronili, a przede wszystkim strzelili najwięcej bramek w lidze. Dziś drużyna w defensywie nie istnieje, a w ofensywie również wyraźnie niedomaga. Po odejściu Piotra Celebana, Jarosława Fojuta i Dariusza Pietrasiaka nowa wrocławska obrona w każdym meczu spisuje się wręcz koszmarnie, a trener Lenczyk nie wie, komu powierzyć rolę pary stoperów. W różnych konfiguracjach na środku obrony występowali już więc: Rafał Grodzicki, Marek Wasiluk. Marcin Kowalczyk, Mariusz Pawelec i Tomasz Jodłowiec. Za każdym razem efekt jest taki sam - dramatyczny.

Nie lepiej jest w konstruowaniu akcji ofensywnych. Tutaj trener chciałby, żeby jego drużyna długo utrzymywała się przy piłce, wymieniała podania w środku pola i grała atakiem pozycyjnym. Z kolei piłkarze woleliby grać szybko, głównie skrzydłami. Na razie więc wrocławianie nie grają tak ani tak, a bramki strzelają głównie głową lub z rzutów karnych.

Co więcej, w lidze przy początkowej absencji sześciu zawieszonych przez Komisję Ligi zawodników (za śpiewy obrażające Legię), problem przybiera na sile i zmusza Lenczyka do posunięć desperackich. W meczu z Widzewem do takich można zaliczyć wpuszczenie na boisko Piotra Ćwielonga - zawodnika, który z drużyną nawet do sezonu się nie przygotowywał, do kadry został włączony w ostatniej chwili, a pod koniec zeszłego sezonu złośliwie nazwał Lenczyka "panem od wf-u".

Słowa Ćwielonga i tak wydają się wyjątkowo kulturalne przy tym, jak trenera Śląska miał określić Argentyńczyk Cristian Diaz. Według portalu Weszlo.com napastnik wrocławian niezadowolony ze zmiany w przerwie wygranego w karnych meczu o Superpuchar Polski, miał nazwać Lenczyka "ch....". Za to właśnie Argentyńczyk do Łodzi nie pojechał i nie wiadomo, jakie będą jego dalsze losy w klubie.

W takich okolicznościach we Wrocławiu mnożą się pytania o przyszłość Lenczyka, a na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał, czy aby na pewno zawodnicy Śląska nie grają przeciwko trenerowi. Szkoleniowiec Śląska odpowiedział: - Nie sądzę, abym miał tak głupich zawodników, którzy graliby przeciwko trenerowi, mając za sobą takie sukcesy jak mistrzostwo, wicemistrzostwo czy Superpuchar Polski.

Piłkarze Śląska przynajmniej na razie ani przeciwko, ani wraz z trenerem nie grają. Oni przede wszystkim grają koszmarnie słabo.