Mielcarski dla wroclaw.sport.pl: W Śląsku nie ma chemii

- Największym problemem Śląska jest to, że nie ma już szacunku między trenerem Lenczykiem i zawodnikami. Coś pękło, w zespole brakuje chemii, a tak się grać nie da - uważa były piłkarz FC Porto, a obecnie komentator Canal Plus, Grzegorz Mielcarski.
Michał Karbowiak: Po przegranym 1:2 meczu z Widzewem na Śląsk spadła duża krytyka, choć jak mówił trener Orest Lenczyk, wrocławianie tego spotkania wcale przegrać nie musieli.

Grzegorz Mielcarski: - To prawda, bo ten pojedynek mógł się dla Śląska ułożyć zupełnie inaczej, gdyby Mateusz Cetnarski czy Sylwester Patejuk wykorzystali swoje sytuacje. Nawet wygrana nie powinna jednak zmienić oceny gry drużyny. A gra była bardzo słaba. Śląsk był gorszy od Widzewa, najlepiej u wrocławian spisywał się bramkarz Marian Kelemen. Mistrz Polski zagrał też ustawieniem, które słabość jedynie spotęgowało. Byłem zdziwiony tym, że na ławce rezerwowych zaczął Waldemar Sobota, Marcin Kowalczyk został ustawiony jako stoper, a w pomocy zagrali Tomasz Jodłowiec, Rok Elsner i Przemysław Kaźmierczak, czyli zawodnicy o tych samych parametrach. Nie mogą grać ze sobą kombinacyjnie, raczej nie dysponują dobrym prostopadłym podaniem. Na dodatek kapitanem drużyny był Tadeusz Socha, który ani nie prezentował się dobrze, ani nie ma cech potrzebnych liderowi. Według mnie w obliczu trudnej sytuacji zespołu trener Orest Lenczyk mógł postawić na kogoś innego.

Jeszcze przed pierwszą kolejką mówił Pan, że Śląsk może powtórzyć wyczyn z poprzedniego sezonu i zdobyć mistrzostwo Polski. Po pierwszej kolejce aż trudno w to uwierzyć.

- To dopiero inauguracja rozgrywek, więc swoje zdanie podtrzymuję. W Śląsku najwięcej zależy teraz od piłkarzy. Po pierwsze, jeśli oni nadal czują się mocni, to mogą sięgnąć po tytuł. Po drugie, jeśli zechcą, to drużyna wyjdzie z marazmu. Ale jeśli nie, to będzie słabo, przeciętnie, słabo - w dowolnej kolejności. Główny problem wrocławian zdaje się polegać na tym, że w Śląsku nie ma już szacunku między trenerem Lenczykiem a zawodnikami. Coś pękło, nie ma chemii. Po dwóch latach pracy i po sukcesach przyszło pewne wypalenie, które zdarza się także w innych drużynach. Niestety, w jego obliczu sukcesów odnosić się nie da.

Piłkarze z Wrocławia grają przeciwko trenerowi?

- To nie jest kwestia grania przeciwko trenerowi. To jest koniec pewnego porozumienia. Też miałem trenerów, z którymi coś podobnego następowało. Wtedy szkoleniowiec może mówić do ciebie na ucho albo przez mikrofon, i tak nic z tego nie ma. Jego przekaz przechodzi po prostu obok. Jeśli tak jest w Śląsku, to niektóre rzeczy trzeba sobie powiedzieć otwarcie, zrobić niedźwiedzia, podziękować za sukcesy. Nie jest powiedziane, że jeden trener musi pracować w klubie całe życie.

Czyli sugeruje pan zwolnienie trenera Lenczyka?

- Nie, nie znam tej sytuacji na tyle, by coś takiego sugerować. Wiem natomiast, że w Śląsku potrzeba jakichś działań, odważnych decyzji. Najgorzej będzie, jeśli w klubie wezmą to wszystko na przeczekanie.. Właśnie teraz wyjdzie, jak faktycznie zarządzany jest mistrz Polski, czy klub będzie w stanie poradzić sobie z kryzysem. We własnym gronie muszą też pewne rzeczy przedyskutować piłkarze. Oni właśnie w takich meczach jak z Widzewem czy z Piastem Gliwice powinni pokazywać swoją wyższość. Bo to takie spotkania są najtrudniejsze. Na Lechu czy na Legii można przegrać, ale z osłabionym Widzewem nie wypada.

Co będzie dalej ze Śląskiem?

- Trudno powiedzieć. Pytanie, czy trener Lenczyk rzeczywiście ma zaufanie wśród działaczy, skoro przed sezonem nie dostał takich piłkarzy, jakich chciał. Pytanie, czy klub stać na zwolnienie szkoleniowca albo piłkarzy i czy ktoś odważy się zrobić jedno albo drugie. Na pewno jednak Śląsk nadal ma dobrych zawodników i przede wszystkim trochę czasu, by sytuację ustabilizować. Poza tym przecież oni w ostatnich dwóch latach zdobyli wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski, wiele klubów marzy, by być w takim miejscu jak są wrocławianie. Tego dokonał trener Lenczyk wraz z zespołem i nikt im tego nie zabierze.

Śląsk może przejść Hannover 96 w Lidze Europejskiej?

- Gdyby tak się stało, to byłaby to więcej niż niespodzianka. Ale nawet jeśli Śląsk nie awansuje, to pomógłby mu jeden dobry mecz, jedno zwycięstwo w konfrontacji z Niemcami. To na pewno dodałoby zawodnikom pewności siebie. Radzę piłkarzom, żeby w meczu z Hanowerem cieszyli się grą, tym, że mają szansę na taki pojedynek. Muszą podejść do tego wyzwania na nieco większym luzie.

Czy trener Orest Lenczyk pownien dalej prowadzić Śląsk Wrocław?