Polemiki wokół Śląska: Trener kontra sekretarz miasta

W Śląsku w ostatnich dniach doszło do sytuacji absurdalnej, w której trener Orest Lenczyk aluzyjnie zarzucał wiceprzewodniczącemu rady nadzorczej brak klasy, a Włodzimierz Patalas podważał osiągnięcia szkoleniowca, który z drużyną zdobył wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski.
Orest Lenczyk i Włodzimierz Patalas to dla obecnego Śląska postacie bardzo ważne. Pierwszy to 70-letni szkoleniowiec drużyny, który najpierw wyciągnął ją z kryzysu, a potem zdobył w lidze srebro i złoto. Drugi to 68-letni wiceprzewodniczący rady nadzorczej i sekretarz miasta Wrocławia - przedstawiciel współwłaściciela klubu.

To Patalas zajmuje się w magistracie sprawami Śląska, to on spotykał się z radnymi, by przekonać ich do przekazania pieniędzy na klub, gdy stanął na progu upadłości.

Wobec ostatnich gorszych wyników Śląska w drużynie mistrza Polski doszło jednak do sytuacji absurdalnej, w której Lenczyk i Patalas stanęli się domniemanymi lub faktycznymi wrogami. Ze szkodą dla klubu.

Po ostatnim wygranym meczu z Koroną Kielce szkoleniowiec powiedział: "Klasę zatrudniających poznaje się głównie wtedy, kiedy nie idzie". Aluzyjnie odwołał się tym samym do Patalasa, który wcześniej narzekał na trenera oraz przede wszystkim na wyniki prowadzonej przez niego drużyny.

Włodzimierz Patalas w swojej krytyce niewątpliwie niepotrzebnie wikłał się w argumentację typowo sportową - zarzucając Lenczykowi niewłaściwe zmiany w spotkaniu z Widzewem Łódź czy eksperymenty w składzie zespołu podczas meczu z Hannoverem. Tego sekretarz Wrocławia oceniać raczej nie powinien, bo na futbolu zna się średnio. Jako wiceszef rady nadzorczej Śląska do krytyki rezultatów zespołu ma jednak pełne prawo. To on jest pracodawcą szkoleniowca i może wymagać lepszych wyników oraz lepszej gry od tej, jaką ostatnio prezentują mistrzowie Polski.

Natomiast trener Lenczyk, zamiast próbować z tym polemizować, powinien zrobić wszystko, aby wyniki oraz gra zespołu jak najszybciej się poprawiły. Powinien również zaakceptować to, że w Śląsku jest tylko pracownikiem i niektórych rzeczy po prostu mówić mu nie wypada.

Szkoleniowiec nie powinien też podkreślać, że to nie on sprowadzał do klubu Rafała Grodzickiego, niejako sugerując, jakby ktoś go do transferu przymuszał. Trener raz na zawsze powinien też wyjaśnić sytuację Cristiana Diaza, który miał nazwać go "ch...". Lenczyk powinien jasno określić, co należy zrobić z Argentyńczykiem, oraz powiedzieć, czy on go w drużynie chce, czy nie. Na razie bowiem zawodnik został ukarany, ale pobiera pensję. Nie gra, ale nie wiadomo, czy można próbować go sprzedać. Szkoleniowiec, zamiast jasno to określić, odpowiada, że... czeka na oficjalną wypowiedź Diaza, by móc się odgryźć. Takie działania trenera są nieprofesjonalne i doświadczonemu szkoleniowcowi po prostu nie przystoją.

Jeszcze większy niepokój może budzić jednak cytowana za TVP Wrocław wypowiedź Włodzimierza Patalasa, który stwierdził, że "błędem było zrezygnowanie z usług Ryszarda Tarasiewicza. Błędem na pewno nie będzie zwolnienie Oresta Lenczyka". Jeśli takie słowa padły, to były one równie niepotrzebne jak ostatnie wypowiedzi aktualnego szkoleniowca Śląska. Nie wypada, by wiceszef rady nadzorczej mówił z takim lekceważeniem o trenerze, który osiągał z klubem takie sukcesy i któremu piłkarski Wrocław tak wiele zawdzięcza.

Zarówno Orest Lenczyk, jak i Włodzimierz Patalas to panowie o dużej kulturze i klasie, którzy są dla Śląska ważni. Jeśli więc - jak słyszymy - nie rozmawiali ze sobą od dwóch miesięcy, to może powinni zacząć. Najlepiej nie przez media i konferencje prasowe.