Orest Lenczyk mówi o amnestii: Dla siebie, czy dla piłkarzy?

- Jak jest wojna, to w poszczególnych krajach nawet więzienia otwierają - mówił trener Śląska Orest Lenczyk przed rewanżem z Hannoverem 96. I nie wiadomo, czy sam amnestię zastosuje wobec napastnika Diaza, czy liczy na nią ze strony działaczy, którzy chcą go zwolnić.
Dziś - autokarem - piłkarze Śląska pojadą do Niemiec na czwartkowe spotkanie IV rundy eliminacyjnej Ligi Europejskiej. W pierwszym przegrali u siebie z Hannoverem 96 aż 3:5 i by awansować do fazy grupowej, musieliby strzelić przynajmniej trzy bramki, nie tracąc żadnej. W kontekście tego meczu nawet więcej od rywalizacji Śląska z siódmą drużyną Bundesligi mówi się jednak o możliwej dymisji trenera Oresta Lenczyka, która mogłaby nastąpić tuż po pucharowym pojedynku, a jeszcze przed ligowym spotkaniem z Ruchem Chorzów.

Sam szkoleniowiec z dziennikarzami spotkał się wczoraj i mówił: - U nas pełna mobilizacja. Z Hannoverem czeka nas wojna, a jak pamiętam z historii, jak jest wojna, to w poszczególnych krajach nawet więzienia otwierają.

Orest Lenczyk nie chciał swoich słów rozwinąć, ale prosił, by zinterpretować je po swojemu. Dominujące interpretacje są w zasadzie dwie. Pierwsza z nich mówi, że owa amnestia miałaby dotyczyć napastnika Cristiana Diaza, który w przerwie spotkania o Superpuchar Polski z Legią Warszawa miał nazwać trenera "ch..." i za to od trzech spotkań nie znalazł się w kadrze meczowej. Zmiany tego stanu rzeczy Lenczyk nie wykluczył, stwierdzając jedynie: - Nie powiem, czy to oznacza powrót Cristiana Diaza do kadry meczowej. Powiem, że oczekuję rozmowy w klubie na jego temat.

Działacze Śląska nie po raz pierwszy tymi słowami szkoleniowca byli zdziwieni. Według ich wersji Diaz został za swoje zachowanie ukarany grzywną, największą z możliwych, i teraz jego przyszłość zależy już tylko od trenera Lenczyka. Nie potrzeba do tego rozmów. Szkoleniowiec po prostu musi się zdecydować, czy zamierza współpracować z Argentyńczykiem, czy nie.

Druga interpretacja słów Lenczyka o potencjalnej czy oczekiwanej amnestii może dotyczyć jego samego. Szkoleniowiec liczy, że przy ewentualnym dobrym wyniku w Hanowerze, nawet w przypadku braku awansu, klubowi działacze powstrzymają się przed jego zwolnieniem. Wówczas trener mistrzów Polski chciałby wygrać jeszcze z Ruchem Chorzów i tym samym zapracować na zachowanie posady. W ostatnim czasie w jego postawie widać zresztą pewne próby załagodzenia konfliktu na kilku frontach. W wygranym meczu z Koroną trener kapitanem zespołu uczynił skłóconego z nim bramkarza Mariana Kelemena, którego w pierwszym spotkaniu z Hannoverem posadził na ławce rezerwowych. Wraz z możliwym przywróceniem Diaza mógłby to być gest pojednania w stronę zawodników. Poza tym Lenczyk dziękował też za doping najbardziej fanatycznym kibicom Śląska, choć od pewnego czasu jest z nimi w konflikcie, a niektórzy na prezentacji gwizdali na jego nazwisko.

Te wszystkie zabiegi mogą jednak szkoleniowca nie uratować. Według naszych informacji jest mocny kandydat na następcę Lenczyka. Nowy trener Śląska ma być obcokrajowcem.

- Jeśli chodzi o moją przyszłość, to udaje mi się odcinać od sygnałów, które dochodzą do mnie głównie z mediów. Zdaję sobie sprawę, że dla nich najważniejsza jest sensacja, pierwszy nagłówek. Późniejsze prostowania pomyłek i tego, co zostało napisane, i tak nie mają sensu. W takim wypadku gazety mogą więc pisać, że Kowalski jest w ciąży - stwierdził trener Lenczyk.