Śląsk-GKS 2:1. Powrót króla Mili

Śląsk wygrał z GKS-em Bełchatów 2:1 i odniósł pierwsze zwycięstwo pod wodzą trenera Stanislava Levego. Wrocławianom wygraną zapewnił powrót króla asyst Sebastiana Mili, który odcierpiał już karę zawieszenia i podawał przy obu golach gospodarzy.
Jeśli działacze Śląska liczyli, że zatrudnienie trenera Stanislava Levego ściągnie na Stadion Miejski więcej kibiców, to nieco się zawiedli. Debiut nowego, czeskiego szkoleniowca mistrzów Polski oglądało na trybunach we Wrocławiu 12.7 tys. osób, czyli o prawie 2 tys. mniej niż ostatnie spotkanie mistrzów Polski z Ruchem Chorzów. Nawet biorąc pod uwagę, że tam było sporo kibiców gości, to w przypadku mistrza Polski na pewno nie możemy mówić o wzroście frekwencji, ale o utrzymaniu pewnego poziomu. Znaczny wzrost frekwencji na stadionie mogą spowodować są kolejne zwycięstwa drużyny. Zwycięstwa takie jak to nad bełchatowianami.

Choć Śląsk i GKS dzieli wiele - zarówno jeśli chodzi o ostatnie wyniki w lidze, jak i ostatnie sukcesy, to stylem gry te drużyny generalnie bardzo się od siebie nie różnią. Zarówno mistrz Polski jak i dotychczasowy outsajder ekstraklasy opierają bowiem na kombinacyjnych akcjach w drugiej linii oraz na niebezpiecznych stałych fragmentach gry. Ich niedzielne starcie to potwierdziło, choć przynajmniej w pierwszej połowie zespoły z Wrocławia i Bełchatowa starały się dostać pod pole karne rywala nieco inaczej. Śląsk czynił to grając głównie skrzydłami, a GKS za pomocą prostopadłych zagrań do biegającego z przodu 18 - letniego Łukasza Wrońskiego.

I choć w tej części gry znacznie sprawniejsi w realizacji założeń byli gospodarze, to wymarzoną bramkę tuż przed przerwą strzelili goście. Tym razem Wrońskiemu po prostopadłym podaniu udało się przepchnąć lewego obrońcę Śląska - Amira Spahicia i zagrać do zamykającego akcję ze skrzydła Tomasza Wróbla. Pomocnik GKS-u piłkę przyjął i spokojnym strzałem pokonał bezradnego Mariana Kelemena. Wrocławianie po pierwszej połowie przegrywali więc 0:1 i pozostało im jedynie wściekać się na niewykorzystane sytuacje, szczególnie Sebastiana Mili. Kapitan Śląska w meczu z GKS-em wrócił do składu po przymusowej karze zawieszenia, na boisku był bardzo aktywny i wyraźnie głodny gry. Niestety w strzałach pod bramką rywali wyraźnie brakowało mu dokładności. Tej na szczęście nie zatracił Mila przy wykonywaniu stałych fragmentów gry i przy kluczowych podaniach. Właśnie dzięki temu Śląsk strzelił GKS-owi dwie bramki, a jego kapitan zaliczył dwie pierwsze asysty w sezonie ligowym. W pierwszym swoim meczu ligowym . Najpierw, w 48 minucie Mila dośrodkował z rzutu wolnego, najwyżej w polu karnym wyskoczył Tomasz Jodłowiec i strzałem głową pokonał Adama Stachowiaka. Potem, na 20 minut przed końcem Mila wymienił piłkę z Waldemarem Sobotą, z lewego skrzydła zagrał na bliższy słupek, a tam akcje wykończył wprowadzony wcześniej Łukasz Gikiewicz. Wrocławianie w tym meczu mogli strzelić jeszcze przynajmniej dwa gole, ale niestety zupełnie nie potrafili wykorzystać kontr i okazji, które stworzyli pod koniec meczu. Mistrzowie Polski wygrali więc 2:1 i odnieśli pierwszą wygraną przez nowego trenera. Dobre i to.

Śląsk Wrocław - GKS Bełchatów 2:1 (0:1)

Bramki: 0:1 Tomasz Wróbel (44.) 1:1 Tomasz Jodłowiec (48.) 2:1 Łukasz Gikiewicz (70.)

Śląsk: Kelemen - Spahić, Jodłowiec, Grodzicki, Kowalczyk (72. Socha) - Sobota, Mila, Kaźmierczak, Elsner Ż, Patejuk (90. Ćwielong) - Voskamp (62. Ł. Gikiewicz)

GKS: Stachowiak - Basta, Lacić, Szmatiuk, Sawala - Kosowski, Bożok, Baran Wacławczyk (87. Bartosiak), Wróblel ż - Wroński (65. Giel)

Czy Sebastian Mila powinien zostać powołany do kadry?