Śląsk pewny swego. Zagłębie w derbach jest "przeklęte"

Zagłębie ma szczęście, że derby ze Śląskiem rozgrywane są tylko dwa razy w sezonie. W ostatnich latach po tych pojedynkach szczęśliwi są bowiem wyłącznie wrocławianie, a lubinianie przypłacają je sportową depresją. Kolejny mecz w niedzielę o godz. 14.30 na Stadionie Miejskim.
Śląsk i Zagłębie zmierzą się ze sobą po raz siódmy od powrotu obu drużyn do ekstraklasy. Do tej pory wrocławianie wygrali pięć z tych meczów, a w jednym wydarli zwycięstwo rywalom w ostatniej minucie.

W Lubinie mają więc prawo wierzyć, że nad drużyną wisi fatum, że ich nowożytne spotkania z regionalnym przeciwnikiem obarczone są wręcz jakąś klątwą. Niezależnie bowiem od tego, w jakiej formie jest Zagłębie, o co obie drużyny w danym sezonie walczą czy jakie kłopoty ma Śląsk, prawidłowość jest jedna: z boiska zawsze uśmiechnięci schodzą wrocławianie. Lubinianie przypominają zaś negatywnego bohatera rodem z kreskówki, nad którym zawsze jest chmurka i pada deszcz.

Ostatnich meczów derbowych w Śląsku nie mogą wspominać inaczej niż znakomicie, bo za każdym razem coś im się w nich udawało. Za Ryszarda Tarasiewicza wrocławianie u siebie wygrali, a na wyjeździe urwali punkt gospodarzom w ostatniej minucie. Za Oresta Lenczyka właśnie z Zagłębiem rozpoczęli fenomenalną passę bez porażki, a potem wygrali w Lubinie po błędzie bramkarza Bojana Isailovicia i zbliżyli się do sensacyjnego wicemistrzostwa Polski. W ostatnim sezonie, również pod wodzą tego doświadczonego szkoleniowca, Śląsk najpierw wygrał w Lubinie 5:1, rywali upokarzając, a potem zwycięstwem na Stadionie Miejskim rozpoczął swój fenomenalny finisz. Finisz, który dał wrocławianom upragnione mistrzostwo Polski. Zagłębie na te osiągnięcia mogło patrzeć z zazdrością, przeżywając jednocześnie futbolową depresję. Nie inaczej jest zresztą w tym sezonie.

Lubinianie do derbów przystępują bowiem, będąc na przedostatnim miejscu w tabeli i mając uciułane jedynie dwa marne punkciki. To wręcz skandalicznie mało, biorąc pod uwagę, że przed sezonem na transfery wydali najwięcej w lidze, a sam Słowak Robert Jeż kosztował ich 1,2 mln zł. Zagłębiu w osiąganiu dobrych wyników nie pomagają ani kolejne zakupy, ani ponoć kłębiąca się w klubie zdolna młodzież, ani też trener Pavel Hapal, który przecież wprowadził słowacką Żilinę do elitarnej Ligi Mistrzów. W Lubinie ten szkoleniowiec takimi sukcesami poszczycić się nie może, bo przez rok jego pracy pozycja drużyny w lidze ani drgnęła. Zagłębie rozczarowuje, jak rozczarowywało, przegrywa, jak przegrywało, a w normalnych okolicznościach trenera już pewnie by z niego zwolniono.

Problem w tym, że w Lubinie nikt nie ma nadziei, że taka zmiana cokolwiek by dała. Wszak w klubie zmieniano już trenerów: Lesiaka na Smudę, Smudę na Bajora, Bajora na Urbana, a Urbana na Hapala. Efekt był zawsze ten sam - na dłuższą metę dramatyczny. Teraz w Lubinie w beznadziei więc trwają i liczą na przełamanie. Nic innego w zasadzie Zagłębiu nie pozostało.

Zupełnie inaczej jest w Śląsku, bo mistrzowie Polski zdają się przeżywać coś na kształt sportowego odrodzenia. Oni o kłopotach z początku sezonu zapomnieli, oni wciąż są blisko ligowego szczytu, oni wreszcie ledwie tydzień temu przeżyli najbardziej spektakularny mecz od lat. Wrocławianie przegrywali w Gdańsku z Lechią 0:2, nadziei na zwycięstwo nie mieli w zasadzie żadnych, a jednak strzeli trzy gole w 12 minut i rywala przegonili. Po takim spotkaniu drużyna naprawdę może zyskać pewność siebie, a jej zawodnicy pewnie jeszcze chętniej uwierzą w metody trenera Stanislava Levego.

Ten szkoleniowiec do Ligi Mistrzów jeszcze zespołu nie wprowadził, jedynym jego prawdziwym sukcesem jest złoto w egzotycznej sportowo Albanii, lecz przynajmniej na ten moment przywrócił Śląskowi normalność. Jego drużyna wciąż gra w kratkę, wciąż notuje potknięcia i ma problemy w obronie, ale też prezentuje się ofensywnie i wciąż daje nadzieję na powtórzenie sukcesów z ostatnich lat. Choć runda jesienna się nie skończyła, choć sytuacja finansowa klubu jest trudna, to pewnie we Wrocławiu już o tym myślą. O derbach specjalnie nie muszą, bo ostatnio pokonywanie Zagłębia przychodziło im zaskakująco łatwo. Niejako z marszu.

Kto wygra derby ?. Podyskutuj na facebooku

Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin, niedziela, godz. 14.30, Stadion Miejski



Kto wygra derby Dolnego Śląska?