Waldemar Prusik: Po odejściu Lenczyka Śląsk odżył

Derby regionu pomiędzy Śląskiem i Zagłębiem Lubin zawsze wywoływały emocje, bo media przed meczem umiejętnie podgrzewały atmosferę. Ale bardziej wrogo nastawieni do nas byli kibice Górnika Wałbrzych, tam nas nienawidzili - wspomina Waldemar Prusik, były piłkarz Śląska Wrocław i reprezentacji Polski.
Mecz Śląska z Zagłębiem rozpocznie się w niedzielę o godz. 14.30.

Artur Brzozowski: Pamięta pan historyczny, pierwszy derbowy mecz Śląska z Zagłębiem Lubin?

Waldemar Prusik*: Trochę mnie pamięć zawodzi, bo tyle tych meczów zagrałem. Coś sobie przypominam, ale pewny nie jestem. Gdzie graliśmy - u nas czy w Lubinie?

W Lubinie jesienią 1985 roku.

- Teraz kojarzę! Łatwo wygraliśmy tam 3:0. Zagłębie wtedy awansowało do I ligi, ale jesienią grało bardzo słabo. Mieli ogromne problemy ze zdobywaniem punktów. Byliśmy wtedy od nich o klasę lepsi i na boisku robiliśmy, co chcieliśmy. Jedną z bramek strzelił wówczas Darek Marciniak.

Dlaczego właśnie tę bramkę pan pamięta?

- Może nie samą bramkę, ale to, co się działo później. Marciniak w euforii pobiegł do sektora kibiców z Wrocławia, których było bardzo dużo. Nikt wówczas tak nie robił, piłkarze nie biegali po golu pod trybunę do swoich kibiców. A jeszcze trybuny na starym stadionie Zagłębia były bardzo daleko od boiska, więc Marciniak pobiegł spory kawałek. Pamiętam, że fani Śląska siedzieli w jednym albo nawet dwóch sektorach na łuku stadionu tuż obok zegara.

Zagłębie było bogatym klubem, wtedy po historycznym awansie wzmocniło zespół.

- Tak, ale to pokazuje, jaka różnica w umiejętnościach piłkarskich dzieliła drużyny z I i II ligi. Po awansie w rundzie jesiennej byli słabi, mieli problemy ze zdobywaniem punktów. Zimą znów dokupili nowych graczy i na wiosnę jakimś cudem uratowali się przed degradacją.

Kogo pamięta pan z ówczesnej drużyny rywala?

- Na pewno był tam Gienek Ptak i Romek Kujawa, którzy wcześniej służyli w wojsku i występowali u nas w Śląsku. Na bramce stał Koszarski, w pomocy występował Kubot, ojciec tenisisty Łukasza.

Sezon wcześniej to Śląsk bronił się przed spadkiem, ale później graliście już znacznie lepiej. Mieliście mocną drużynę.

- To prawda, nie brakowało dobrych graczy. W pomocy występował "Taraś", był Andrzej Rudy, ja, Mandziejewicz, Nocko. Mieliśmy klasowych obrońców: Króla, Górę, "Tęsiora" i Boguszewskiego. Problem był tylko z atakiem. Wprawdzie Marciniak był reprezentantem Polski, ale jak starsi kibice pamiętają, różnie to z Darkiem bywało. Raz grał, innym razem nie. Szkoda, ale nie ma co już wracać do tamtych zdarzeń.

Jaka atmosfera panowała wówczas na stadionie?

- Jak Zagłębie awansowało do I ligi, czyli dzisiejszej ekstraklasy, na jego mecze chodziło ponad 30 tysięcy widzów. Wtedy na mecze Zagłębia specjalnie autobusy z KGHM zwoziły na stadion do Lubina ludzi z sąsiednich miasteczek i wsi. Trybuny były pełne.

Dziś kibice Zagłębia i Śląska się nienawidzą. Jak było przed laty?

- Ci w Lubinie oczywiście dopingowali swoich, ale jakiejś szczególnej niechęci, nienawiści, do nas nie okazywali. To jasne, że gwizdali na nas. Przecież byliśmy wrogami, jednak bez jakiegoś fanatyzmu.

W latach 80., wcześniej od Zagłębia, do I ligi awansował inny dolnośląski klub - Górnik Wałbrzych. Które derby regionu były dla piłkarzy Śląska ważniejsze - te z Górnikiem czy z Zagłębiem?

- Obydwa pojedynki były równie ważne, prestiżowe. Derby regionu to szczególne mecze. Żyli nimi kibice, swoje robiły gazety, umiejętnie podgrzewające atmosferę przed tymi spotkaniami.

Gdzie piłkarze Śląska wyczuwali większą niechęć kibiców - w Wałbrzychu czy w Lubinie?

- Jednak w Wałbrzychu. Tam jak wjeżdżaliśmy na stadion autokarem czy wychodziliśmy na środek boiska; wyczuwało się silniejszą wrogość. Tam nas nienawidzili.

Jak pan ocenia współczesny Śląsk, już po zmianie trenera Oresta Lenczyka na Stanislava Levego?

- Gra lepiej niż na początku sezonu. Dobry wpływ na zawodników miała zmiana rodzaju treningów. Z tego co mówią piłkarze, teraz znacznie więcej ćwiczą z piłkami - i to widać na boisku. Ale chyba najbardziej widoczna jest zmiana w psychice zespołu. Piłkarze odżyli po odejściu trenera Lenczyka. Konflikt między zespołem a szkoleniowcem był ogromny, teraz atmosfera znacznie się poprawiła. Jest normalnie, a dobry kontakt trenera Levego z zespołem powoli przekłada się na grę i wyniki. Wrocławianie kadrowo mają dobry skład i potrzeba było tylko trochę spokoju, aby znów zaczęli nieźle funkcjonować. Choć oczywiście Śląsk ma też problemy, szczególnie z grą w obronie.

W czym tkwi problem słabo grającego Zagłębia?

- Ciężko mi to wytłumaczyć, tym bardziej że nie jestem wewnątrz drużyny. Wiosną prezentowali się świetnie, teraz słabo. Tak jakby grając z nożem na gardle, kiedy groziła im degradacja, potrafili się sprężyć. A teraz, gdy czują luz, nie są specjalnie skoncentrowani ani waleczni. Może tam w Lubinie piłkarze mają za dobrze?

W Zagłębiu zawodzą zarówno kupieni obcokrajowcy, jak i wychowankowie.

- Co z tego, że ich juniorzy wygrywają różne rozgrywki, jeśli później tych zawodników nigdzie nie widać, nie istnieją w seniorskiej piłce. Zagłębie w grupach młodzieżowych szkoli zespoły, ale nie prowadzi szkolenia indywidualnego. To błąd. Problem jest głębszy, niż się im wydaje. Ich wychowankowie tacy jak Woźniak nie tylko nie potrafią przebić się do pierwszego zespołu Zagłębia, oni także nie odgrywają żadnej roli w innych drużynach. Bo kto słyszał o jakimś Oleksym wypożyczonym z Lubina do Piasta Gliwice czy Błądzie, który ciągle gra w Zawiszy Bydgoszcz na zapleczu ekstraklasy? To mit, że Zagłębie dobrze szkoli młodzież.

Zgadzasz się z Waldemarem Prusikiem? podyskutuj na facebooku

*Waldemar Prusik: były pomocnik Śląska Wrocław, były kapitan reprezentacji Polski, w której rozegrał 49 spotkań i strzelił 5 bramek. Przez kilka lat wraz z Dariuszem Dziekanowskim prowadził młodzieżowe reprezentacje Polski. Teraz ekspert i komentator telewizji Polsat.

Kto wygra derby Dolnego Śląska?