Pamiętacie go? Radosław Janukiewicz mógł być legendą Śląska, gra w Pogonii

W Śląsku mógł być legendą: kibice we Wrocławiu go kochali, a eksperci wróżyli wielką karierę. Dziś Radosław Janukiewicz odbudowuje się w Pogonii Szczecin, po kibicowskiej miłości nic nie zostało, a o swoim były klubie jego wychowanek nawet nie chce rozmawiać.
Dziś o godz. 18.30 Śląsk zagra z Pogonią w Szczecinie, a będzie to ostatnie spotkanie 10 kolejki piłkarskiej ekstraklasy. 11 lat temu Śląsk i Pogoń też grały w najwyższej klasie rozgrywkowej, tyle że we Wrocławiu. "Portowcy" wygrali to spotkanie aż 4:0, ale na ostatni kwadrans w bramce wrocławian pojawił się Radosław Janukiewicz. 17 - letni młokos w ekstraklasie wystąpił po raz pierwszy, puścił jednego gola z rzutu karnego, ale nikt po porażce nie miał do niego pretensji.

Pocałuj mnie w d....

Nie mogło być inaczej skoro Janukiewicz był wychowankiem Śląska, pewnym siebie, ale przede wszystkim utalentowanym i perspektywicznym. Rok wcześniej ogłosił, że mając 18 lat wskoczy do bramki wrocławskiej drużyny i miejsca w niej już nie odda. O wiele bardziej doświadczony Grzegorz Szamotulski nazywał go w związku z tym "pyskatym szczurkiem", a Janukiewicz boiskowej starszyźnie się nie kłaniał. Gdy jeden ze starszych kolegów chciał, by młodzian wypastował mu buty, ten bezceremonalnie odpowiedział, by starszy kolega pocałował go w d....A gdyby ów piłkarz jeszcze nie zrozumiał o co chodzi, to zawsze mógł zmierzyć się z Janukiewiczem przed budynkiem klubowym. W bijatykach młody bramkarz Śląska czuł się równie dobrze jak w futbolu. W końcu ćwiczył boks, zdarzało mu się trenować z bokserem Wojciechem Bartnikiem, a wieczorami szukać awantury na imprezach. Jak tłumaczył dla adrenaliny

Koniec miłości

Potem kariera Janukiewicza potoczyła się już dość szybko. W Śląsku stał się podstawowym bramkarzem, jeździł na zgrupowania juniorskich reprezentacji Polski, był ulubieńcem wrocławskich kibiców. Zawodnik ze swoim klubem pozostał nawet wtedy, gdy ten spadł do III ligi. By podkreślić przywiązanie do barw, za każdym razem w swojej bramce wieszał szalik Śląska. Po powrocie do II ligi, Janukiewiczowi zaczęło się jednak robić w klubie z Wrocławia ciasno. Chciał się rozwijać, w 2006 roku był nawet na testach w Lechu Poznań, który prowadził Franciszek Smuda. Wychowanek Śląska zadebiutował nawet w barwach "Kolejorza" w Pucharze Ekstraklasy. Znów przeciwko Pogonii. Do Poznania ostatecznie jednak nie przeszedł, bo wrocławianie zażądali za niego za dużych pieniędzy.

Kolejne kłopoty bramkarza zaczęły się, kiedy jego umowa ze Śląskiem miała się ku końcowi. Janukiewicz chciał sporej podwyżki, działacze zaproponowali mu kilkaset złotych. Pół roku przed końcem kontraktu zawodnik związał się więc z grecką AO Xanthi, z wrocławskiej drużyny miał odejść po sezonie. Trener Ryszard Tarasiewicz zapowiedział, że do tego czasu Janukiewicz zostanie zesłany do rezerw. Zawodnik nie chciał się na to zgodzić i wymógł na działaczach wypożyczenie do Zagłębia Lubin. Na pół roku. W Lubinie zagrał dwa mecze, ale został znienawidzony przez kibiców. Przez tych z Wrocławia za to, że "zdradził barwy" i przeszedł do regionalnego rywala. Przez tych z Zagłębia, za to, że był z Wrocławia. Koło się zamknęło

Droga do odrodzenia

Piłkarsko Janukiewiczowi też szło coraz słabiej. Do Polski wrócił zaledwie po pół roku. Ze sporą nadwagą. Ostatecznie zawodnik wylądował w I-ligowym GKP, a stamtąd przeszedł do Pogonii. Z drużyną zagrał w finale krajowego pucharu, awansował do ekstraklasy. Co ciekawe, tego ostatniego wyczynu bramkarz dokonał jako podopieczny trenera Ryszarda Tarasiewicza, tego samego, który kiedyś przyczynił się do jego odejścia ze Śląska.

28-letni zawodnik w tym sezonie wystąpił w siedmiu meczach ekstraklasy, jako jedyny ligowy bramkarz został powołany na mecz Polska - Anglia w Warszawie. Ostatnio, także przez kontuzję, ze składu Pogonii wyleciał, a między słupkami zastąpił do Dusan Pernis. O Śląsku Janukiewicz nie chce rozmawiać