Mistrz schodzi na ziemię. W Śląsku trzeba ciąć koszty, sprzedawać zawodników [OPINIA]

Śląsk nie powinien tylko czekać na pieniądze, które mają mu przekazywać Zygmunt Solorz i władze Wrocławia. Klub błyskawicznie musi dostosować się do trudnej rzeczywistości i boleśnie ciąć koszty. Żeby przetrwać
Piłkarski Śląsk Wrocław znalazł się w arcytrudnej sytuacji. Mistrz Polski natychmiast potrzebuje kilkunastu milionów złotych, aby spłacić zobowiązania i mieć na bieżące wydatki. Istnieje groźba, że w grudniu w klubie może zbraknąć pieniędzy na pensje dla zawodników.

Czas więc przestać się oszukiwać. Zygmunt Solorz nie jest biznesmenem, który do Śląska będzie dokładał miliony złotych. To nie Roman Abramowicz czy szejkowie z Kataru, dzięki którym do Manchesteru City, PSG czy Chelsea trafiają setki milionów euro. Władze Wrocławia i kibice powinni zrozumieć, że taki scenariusz w Śląsku nigdy nie będzie realizowany.

Jednak wbrew pozorom postępowanie Solorza nie jest czymś wyjątkowym. W futbolu funkcjonuje wiele klubów, które utrzymują się nie tylko dzięki ciągłemu pompowaniu w nie pieniędzy. Przecież właściciel Wisły Kraków Bogusław Cupiał czy Mariusz Walter w Legii Warszawa już dawno przestali przekazywać prywatne pieniądze na funkcjonowanie swoich klubów. Podobnie działają Andrzej Kuchar w Lechii Gdańsk, Jacek Rutkowski w Lechu Poznań czy Sylwester Cacek w Widzewie Łódź. Zakładają, że klub piłkarski to normalny biznes i musi na siebie zarabiać.

Niczego nie zmienią apele władz Wrocławia skierowane do Solorza i wymuszające większe zaangażowanie w Śląsk. Przedstawicielom ratusza łatwiej o finansowe deklaracje, gdyż do Śląska przekazują pieniądze publiczne. Solorz płaci z własnej kieszeni. Więc zamiast populistycznych haseł trzeba sytuację ocenić realnie.

Śląsk ma dużych sponsorów: Taurona i Piasta. Otrzymuje miliony złotych z Canal+ oraz Polsatu z tytułu sprzedaży praw telewizyjnych. To podstawa budżetu. Pozostałe środki Śląsk musi wypracować i w większym stopniu na siebie zarabiać. Poza tym w ciężkich czasach powinien drastycznie ciąć koszty. Jeśli w klubie zaczyna brakować pieniędzy i nie ma wielkich szans na dofinansowanie ze strony właściciela, przedstawiciele zarządu muszą przygotować budżet na czas kryzysu.

Wszystko wskazuje na to, że Śląska nie będzie stać na utrzymywanie tak szerokiej kadry bardzo dobrze opłacanych piłkarzy. Może już zimą trzeba rezygnować z niektórych zawodników. W drużynie nawet wielu rezerwowych graczy zarabia po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Niektórzy więcej. Dziś Śląska na to nie stać.

Śląsk powinien też rozważyć możliwość sprzedania niektórych graczy. Przecież zyski z transferów to jeden ze składników budżetów normalnych klubów. Tylko nie w Śląsku. W ostatnich latach za dobre pieniądze nie sprzedano żadnego zawodnika. A robią tak inne czołowe drużyny naszej ligi: Legia, Lech czy Wisła.

Inne kluby powoli, ale systematycznie stawiają na utalentowanych wychowanków. W Śląsku to problem. Więc może zamiast prowadzić na trybunach stadionu edukację o "żołnierzach wyklętych", klub zajmie się szkoleniem młodych piłkarzy? Bo taka jest jego rola.

Oczywiście, teoretycznie istnieje groźba, że po cięciach drużyna będzie słabsza piłkarsko. Ale wcale tak stać się nie musi. Górnik Zabrze czy Widzew Łódź mają małe budżety, a spisują się bardzo dobrze. Zresztą najważniejsze jest, żeby Śląsk przetrwał, a nie to, czy nadal będą tu występowali Stevanović, Mraz, Ćwielong i inni.

Pisałem niedawno, że Śląsk promocyjnie i marketingowo przespał czas po zdobyciu mistrzostwa Polski. Nie udało się wykorzystać i zdyskontować w świadomości publicznej tego sukcesu. Wrocław powinien zostać zalany gadżetami i pamiątkami odnoszącymi się do tego triumfu. Tak nie było. Wreszcie też, zamiast trzymać sztamę z kibolami, Śląsk powinien przyciągać na stadion całe rodziny, nowych fanów. Oni są przyszłością tego klubu - przyjdą na stadion, kulturalnie pokibicują, zostawią w klubowej kasie pieniądze. O takich sympatyków trzeba zabiegać.

Na razie zapomnijmy o piłkarskim podbijaniu Europy. Zejdźmy na ziemię i realnie oceńmy swoje możliwości. Bo dziś są one mocno ograniczone.

Czy Zygmunt Solorz zacznie w końcu inwestować w Śląsk?