Sport.pl

Śląsk Wrocław zawodzi. Niepokojący syndrom sportowego wypalenia

Największym problemem Śląska nie jest drastyczna obniżka formy większości piłkarzy. Gorszy jest widoczny kryzys mentalny mistrzów Polski, którzy sprawiają wrażenie już spełnionych sportowo, niemających motywacji do kolejnych wyzwań.
Porażki Śląska we Wrocławiu z beniaminkiem Piastem Gliwice nie można traktować jako jednostkowego zdarzenia, wypadku przy pracy. Przegrana z tym rywalem kolejny raz uwidoczniła problemy, jakie od pewnego już czasu drążą wrocławski zespół.

Sportowo nasyceni

Niestety, w grze wielu piłkarzy Śląska widać stagnację, wypalenie. Po wywalczeniu najpierw wicemistrzostwa, a potem mistrzostwa Polski niektórzy z zawodników jakby poczuli sportowe nasycenie. Można odnieść wrażenie, że dla nich tytuł mistrza kraju był wierzchołkiem góry, piłkarskim szczytem, największym sukcesem, na jaki ich stać. To tak, jakby był to kres ich piłkarskich możliwości.

W dużym stopniu piłkarskie umiejętności wrocławian zweryfikowała gra w europejskich pucharach. W tej rywalizacji piłkarze Śląska szybko i boleśnie zostali sprowadzeni za ziemię. Wysokie porażki z Helsingborgiem i Hanowerem pokazały im miejsce w szeregu. Gracze Śląska nie zaistnieli w Europie, żadnym z nich nie zainteresowali się przedstawiciele zagranicznych klubów. Pozostał im powrót na polskie ligowe boiska. A rywalizacja w T-Mobile Ekstraklasie nie wywołuje w nich już tak wielkiej determinacji, żądzy zwyciężania za wszelką cenę. Przecież są mistrzami.

Za gruby snajper

Nie wszystkim zawodnikom Śląska zarzucam brak ambicji, jednak z ich motywacją różnie bywa. Kiedy trzeba odwrócić losy meczu, wyszarpać, wydrzeć rywalowi zwycięstwo, to ekipa Śląska nie sprawia wrażenia, że jest w stanie to uczynić. Mecze można przegrywać, ale nie powinno się poddawać już w trakcie gry. A pogodzenie piłkarzy Śląska z porażką można było zauważyć na długo przed zakończeniem pojedynku z Piastem czy wcześniej Zagłębiem Lubin.

Niektórzy piłkarze grają słabiej niż w minionych miesiącach, co szczególnie widać po Kaźmierczaku, Elsnerze, Spahiciu czy Sobocie. Inni nawet nie mają ochoty, aby grać. Bo ile miesięcy trzeba czekać na to, aż Diaz schudnie i zacznie profesjonalnie podchodzić do zawodu, który wykonuje? A od Łukasza Gikiewicza, Pawelca czy Ćwielonga więcej wymagać nie można. Oni grać lepiej nie będą, gdyż nie potrafią.

Mistrzowie nonszalancji

Zwolnienie trenera Oresta Lenczyka uwidoczniło inny problem Śląska. W ostatnim etapie pracy trenera Lenczyka atmosfera pomiędzy szkoleniowcem a większością zawodników była zła. Jednak piłkarze bali się go i widać to było na boisku - grali odpowiedzialnie.

Stanislav Levy zdecydowanie poprawił atmosferę w szatni. Jednak mam wrażenie, że partnerskie podejście trenera do zawodników, luźna atmosfera w szatni, niestety przeniosła się na boisko. W grze Śląska jest więcej nonszalancji, złego luzu, nieodpowiedzialności. Widać to wyraźnie w grze defensywnej wrocławian. Śląsk łatwo traci bramki, a wpływ na taki stan rzeczy ma słaba gra w destrukcji wszystkich piłkarzy, nie tylko obrońców.

Podwórkowe granie

Niepokoi dyspozycja Waldemara Soboty. To, że nie otrzymał powołania na mecz reprezentacji Polski z Urugwajem, nie jest przypadkiem. Sobota stanął w piłkarskim rozwoju. Co z tego, że ma niezłe umiejętności techniczne i łatwość dryblingu? Gra teraz egoistycznie, pod siebie, a co najgorsze - nonszalancko.

Przeciwko Piastowi Gliwice zaprezentował się wyjątkowo nieodpowiedzialnie, jakby grał na podwórku.

Sprokurowany karny i "asysta" przy bramce dla rywali nie wyczerpują listy jego błędów. Kilkanaście sekund wcześniej - zanim zagrał ręką w swoim polu karnym - Śląsk wykonywał rzut rożny i piłka trafiła pod nogi właśnie Soboty, który bezsensownie zaczął się kiwać, stracił piłkę i dał rywalom możliwość wyprowadzenia kontry.

Oczywiście taki mecz może się piłkarzowi przytrafić. Kłopot w tym, że Sobocie zdarzają się one coraz częściej. Przecież nie powołano go na mecz z Urugwajem jeszcze przed spotkaniem z Piastem. Sobotę traktuję surowo, gdyż poza Milą i Jodłowcem ma w Śląsku największe możliwości. Dlatego należy więcej od niego wymagać.

Co zrobi Levy?

Stanislav Levy ma trudniejsze zadanie, niż mogło się wydawać jeszcze kilka tygodni temu. Nowy szkoleniowiec przede wszystkim miał poprawić atmosferę w szatni, a na boisku doprowadzić do tego, aby Śląsk liczył się w walce o czołowe miejsca i awansował do pucharów.

Dziś widać, że czeski szkoleniowiec będzie musiał zacząć przebudowywać Śląsk, bo ta ekipa tego potrzebuje. Zadanie będzie o tyle trudniejsze - o czym pisaliśmy we wczorajszej "Gazecie" - że swoją formą rozczarowuje większość zawodników sprowadzonych do klubu w ostatnich miesiącach. Stevanović, Mraz, ale także Grodzicki czy Kowalczyk prezentują się mizernie.

Całość dodatkowo komplikują kłopoty finansowe Śląska. Klubu nie stać na spektakularne wzmocnienia, więc trzeba będzie sobie radzić inaczej. Jak? To już zadanie dla szkoleniowca i dyrektora klubu sportowego.

Więcej o:
Komentarze (4)
Śląsk Wrocław zawodzi. Niepokojący syndrom sportowego wypalenia
Zaloguj się
  • maxgazeta.pl

    Oceniono 19 razy 15

    Ciekaw jestem czy teraz idioci ktorzy pluli na Lenczyka zrozumieja,ze to on zdobyl mistrza i vice mistrza.Mial dokladnie taka sama bande kopaczy (i Celeban) jaka jest teraz.Tylko dzieki niemu ta zgraja parodystow i przebierancow osiagnela swoj zyciowy sukces o jakim mogliby pomarzyc przy innym trenerze.Ale "Panom Pilkarzom" poprzewracalo sie w dupie,wydawalo im sie ze potrafia grac i ze trener im nie jest potrzebny wiec go zwolnili-i teraz mamy efekty.
    Nie przez przypadek Lenczyk kazal im skakac przez konia,robic fikolki i bawic sie pilka lekarska.Po pierwsze wiedzial,ze tych pajacow w pilke grac nie nauczy bo na to jest za pozno a i talentu zaden z nich nie ma,a po drugie ta banda drewniakow ma podstawowe braki w koordynacji i kondycji.Ale jak to twierdzil Gikiewicz i Gracjan Dudek-oni nic nie musza nikomu udowadniac a Lenczyk to trener od WF.Fakt nie musza nic udowadniac bo wszyscy wiedza,ze sa pajacami ktorzy nie umieja grac w pilke.
    Kasa sie konczy,kopacze nedzni,za rok sie Slask broni przed spadkem a za 3 lata gra w I lidze.

  • mjakubski

    Oceniono 15 razy 3

    Panowie Karbowiak i Brzozowski - ogromny szacunek! Wyrabiać miesięczną wierszówkę pisząc dzień w dzień o tym samym, to naprawdę wielkie osiągnięcie. Sztuka dla sztuki najwyższych lotów. Ciężko pracujecie na ten tysiąc pensji.

  • neostrada72

    0

    W młodości przez 15 lat grałem w pilkę,co prawda tylko w klasieA,ale nie znam czegoś takiego ,jak wypalenie zawodnika.W tamtych czasach grało się tylko w niedzielę(taki był cykl),ale do niedzieli nie mogliśmy sie doczekać.No i normalnie pracowaliśmy,bo nie było zawodowstwa w tych klasach,ale chęci do gry nie brakowalo,byłem głodny piłki.Dzisiaj dostają pieniądze,i to duże,maja trenerów i nic nie wychodzi.Poprostu nie chce im się ani trenować,ani grać i ktoś wymyślił jakieś wypalenie.Tylko solidna praca daje efekty,nie jęki i idiotyczne tłumaczenia,a jak się nie chce,to dowidzenia.Proste i skuteczne.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX