Mila, Voskamp, Diaz mogą odejść ze Śląska: Mistrz nie ma pieniędzy na gwiazdy

Śląsk Wrocław zapowiada cięcie kosztów - w efekcie mistrz Polski może nie mieć pieniędzy, aby zatrzymać Sebastiana Milę. Klub chce się pozbyć graczy z wysokimi kontraktami: Diaza, Voskampa, Stevanovicia.
- Jeśli pan Solorz finansowo nie doinwestuje Śląska, to nie stać nas będzie na Sebastiana Milę i kilku innych czołowych piłkarzy - przyznaje Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta oraz członek rady nadzorczej piłkarskiego Śląska. - Miasto już dawno przekazało swoją część pieniędzy do klubu, a główny właściciel nie. Więc pytanie, czy przedłużymy kontrakt z Milą, w zasadzie powinno zostać skierowane do pana Solorza

Widmo komornika

Śląsk od pewnego czasu ma ogromne problemy finansowe. Niedawno z kilkunastodniowym opóźnieniem piłkarzom wypłacono pensje, gdyż najpierw spłacono zobowiązania wobec ZUS-u i urzędu skarbowego. W przeciwnym wypadku konto Śląska mógłby zająć komornik. Klub ma zaległości wobec piłkarzy - nie zapłacił im nagrody za zdobycie mistrzostwa Polski, nie płaci premii za wygrane mecze. W sumie to około 3 mln zł.

Aby klub przetrwał do końca roku, w minionym tygodniu miasto przekazało Śląskowi 1,5 mln zł, z czego trzeba odliczyć 23 proc. VAT-u. Kasa pochodzi z budżetu promocji miasta.

Pożegnanie z Milą?

Brak pieniędzy oznacza kłopoty klubu. 30 czerwca 2013 roku kończy się kontrakt ze Śląskiem Sebastianowi Mili. Pomocnik wrocławian jest zdecydowanie najlepszym, najrówniej grającym zawodnikiem zespołu. To król asyst, decydujący o obliczu tego zespołu.

Na pół roku przed zakończeniem umowy ze Śląskiem zawodnik może podpisać nowy kontrakt z innym klubem. Nie jest tajemnicą, że sprowadzeniem Mili zainteresowana jest Lechia Gdańsk. To ukochany klub gracza, podkreśla to często, dodając, że w Lechii chciałby zakończyć swoją karierę.

Patalas: - Mila chce podwyżki i najchętniej podpisałby trzyletni kontrakt. Szczerze trzeba powiedzieć, że jeśli nic się nie zmieni, nie będziemy mieli pieniędzy, aby go zatrzymać.

Mila jest jednym z najlepiej zarabiających zawodników mistrza Polski. Miesięcznie dostaje około 50 tys. zł.

Sam zawodnik zaznaczał, że do końca roku podejmie decyzję, gdzie będzie grał w nowym sezonie. Niedawno przyznał, że jest zadowolony z negocjacji o nowym kontrakcie ze Śląskiem. Wszystko skomplikowało się kilka dni temu, gdy na czas nie wypłacono piłkarzom pensji. W rozmowach z Milą nastąpił pat, a kwestia jego odejścia do innego klubu stała się realna.

Gwiazdeczki wysłać w kosmos

Mila może odejść ze Śląska po zakończeniu sezonu. Wcześniej, już po rundzie jesiennej, należy się spodziewać że klub pożegna się z innymi zawodnikami.

- Myśląc o budżecie Śląska na nowy rok musimy zacząć oszczędzać, ciąć koszty - analizuje Patalas. - Jednym ze sposobów oszczędzania będzie rezygnacja z graczy, którzy zarabiają ogromne pieniądze, uważają się za gwiazdorów, a tak naprawdę nic nie dają drużynie. Zarząd klubu zdaje sobie z tego sprawę i pewnie coś robi w tym kierunku. A jeśli nie, to my jako właściciele Śląska zasugerujemy takie rozwiązanie - dodaje sekretarz miasta.

Przedstawiciel miasta nie chce mówić o nazwiskach zawodników, których Śląsk chętnie by się pozbył. Nieoficjalnie wiadomo jednak, że są to napastnicy: Argentyńczyk Cristian Diaz, Holender Johan Voskamp, słoweński pomocnik Dalibor Stevanović, a także obrońca Marek Wasiluk. Lista takich zawodników może się powiększyć.

Diaz i Voskamp mają podobno wyższe kontrakty od Mili, a niewiele wnoszą do gry drużyny. Nie stawiał na nich trener Orest Lenczyk, podobnie zachowuje się Stanislav Levy. Zagraniczni napastnicy są głównie rezerwowymi, a gole strzelają w meczach Młodej Ekstraklasy. Stevanović i Wasiluk w pierwszej drużynie nie występują praktycznie wcale.

Klub będzie chciał z nich zrezygnować, aby zaoszczędzić na ich dużych pensjach. Jednak zawodnicy wcale nie muszą zgodzić się na rozwiązanie lukratywnych kontraktów. Są zadowoleni, bo bez względu na to, czy grają, i tak dobrze zarabiają. A jest mało prawdopodobne, że uda się ich sprzedać. Bo kto kupi rezerwowych graczy, których krytykuje się za brak zaangażowania?

Pat trwa

Miasto winę za fatalną sytuację finansową Śląska zrzuca na Zygmunta Solorza. Przedstawiciele ratusza krytykują go, że w tym roku nie przekazał do Śląska żadnych pieniędzy. Wrocław przelał około 20 mln zł. W tym 6 mln pożyczył za Solorza i czeka na zwrot tych pieniędzy. Jednak biznesmen najpierw chce odzyskać od miasta około 25 mln zł, jakie zainwestował w prace przygotowawcze na działce położonej obok stadionu. Gmina próbowała sprzedać teren za 80 mln, ale do pierwszego przetargu nie stanął żaden kontrahent.

Z kolei Solorz uważa, iż Śląsk powinien funkcjonować jak każda firma i zarabiać na siebie. Miliarder nie zamierza ciągle dokładać milionów do klubu. Nieoficjalnie wiemy, że ekipa związana z Polsatem sugeruje, że klub powinien zostać operatorem Stadionu Miejskiego, i ma pretensje, że pieniądze ze sprzedaży lóż VIP na obiekcie trafiły do miasta, a nie do Śląska.

Formalnie Solorz nie ma obowiązku przekazywania do Śląska żadnych pieniędzy. Umowa podpisana pomiędzy miastem a biznesmenem zakładała, że obydwie strony będą po równo finansowały klub do końca 2011 roku. Od tego roku ciężar utrzymywania piłkarzy powinna przejąć galeria handlowa, która miała powstać obok Stadionu Miejskiego.

Ale galeria nie powstała. I pat trwa.

Z kim Śląsk powinien się pożegnać?