Rzeczywistość Śląska: Rozdęte wydatki, prezes na wylocie, Solorz obrażony na prezydenta Dutkiewicza

Śląsk od początku roku żyje znacznie ponad stan, bo przedstawiciele miasta byli przekonani, że Zygmunt Solorz wyłoży kolejne miliony. Jednak biznesmen nie zamierza dawać pieniędzy na piłkarzy, a poza tym jest obrażony na prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza.
Sytuacja w Śląsku jest najgorsza od lat - jednoznacznie twierdzą rozmówcy związani z mistrzem Polski. I nie chodzi wcale o to, że miasto musiało ostatnio przekazać klubowi 1,5 mln zł, bo po przegranej sprawie z Ryszardem Tarasiewiczem konta Śląska zająłby komornik, a wrocławianie nie mieliby na pensje. Chodzi o to, że nie ma absolutnie żadnego planu dotyczącego funkcjonowania klubu, a przy jego wydatkach pieniądze kończą się w zastraszającym tempie.

Między właścicielami Śląska, czyli grupą Polsat i gminą Wrocław, panuje już nawet nie napięcie, ale coś znacznie gorszego - apatia i lodowaty marazm. Obie strony są zmęczone współpracą. Nie tylko nie potrafią porozumieć się, lecz także coraz rzadziej w ogóle ze sobą rozmawiają.

Miasto, będące w Śląsku mniejszościowym udziałowcem, jest całkowicie bezsilne. Jego przedstawiciele nie mają żadnego sposobu na to, by przekonać swojego partnera Zygmunta Solorza do inwestowania w klub. I co jest w tej historii najważniejsze - Solorz robić tego nie musi. Porozumienie między nim a władzami Wrocławia z 2009 r. zakładało, że Polsat początkowo podniesie kapitał akcyjny, a pieniądze na klub będzie przekazywał do końca 2011 r. Od 2012 r. utrzymanie Śląska miała przejąć galeria handlowa, która ostatecznie nie powstała.

O fiasku pomysłu z budową galerii było wiadomo od dawna. Problem w tym, że właściciele Śląska nie wypracowali alternatywnego sposobu finansowania klubu, nie nakazano też obcinania wydatków. Wręcz przeciwnie, od początku 2012 r. wydatki znacznie wzrosły!

Zabójcza presja sukcesu

Dlaczego Śląsk, mając niepewną sytuację finansową, zdecydował się na zakontraktowanie drogich Dalibora Stevanovicia i Patrika Mraza, podniósł kontrakt Cristianowi Diazowi, sprowadzał kolejnych zawodników, utrzymując bardzo rozbudowaną kadrę? Dlaczego później spełniał zachcianki trenera Oresta Lenczyka o podróżowaniu samolotami na niektóre spotkania? Odpowiedź jest prosta - drużyna była na pierwszym miejscu w tabeli, walczyła o wymarzone mistrzostwo Polski i europejskie puchary, a poza tym miała z rozmachem rozgościć się na nowym, ogromnym stadionie.

W imię przyszłego sukcesu postanowiono więc zaryzykować i wydatki klubu dodatkowo zwiększyć, choć ich pokrycia nie zapowiadał ani zaplanowany budżet, ani żadne prognozy finansowe przedstawiane przez zarząd. Ale zgodę na kolejne wydatki wydali właściciele klubu, czyli przedstawiciele Wrocławia i Polsatu, zasiadający w radzie nadzorczej Śląska.

Ci pierwsi liczyli, że mimo fiaska projektu galerii Solorz nadal będzie dawał pieniądze na klub. Poza tym mistrzostwo Polski miało być sposobem na zapełnienie ogromnego stadionu i pośrednio zwiększenie popularności prezydenta Rafała Dutkiewicza, który przedsięwzięcie firmował. Ludzie Polsatu też pragnęli sukcesu, zwycięstwa w rywalizacji z Legią Warszawa Mariusza Waltera, właściciela TVN-u. Liczyli, że deklarowane wpłaty do klubu będą pochodziły ze sprzedaży terenu pod galerię handlową.

Solorz obrażony

Już w marcu okazało się jednak, że wszystkie plany finansowe są absolutną fikcją. Wówczas sekretarz miasta i wiceprzewodniczący rady nadzorczej Włodzimierz Patalas publicznie ogłosił, że sytuacja Śląska jest dramatyczna, gdyż klub nie ma pieniędzy na dalsze funkcjonowanie. Informacje podane przez tak poważnego urzędnika zaszokowały. Do klubu dzwoniło wówczas wiele osób, które z przekonaniem pytały: To co, wycofujecie się z rozgrywek?

Patalas winą za taki stan rzeczy obarczył Zygmunta Solorza. W ten sposób władze Wrocławia chciały zmusić go do większego zaangażowania się w klub, ale osiągnęły efekt odwrotny do zamierzonego. Miliarder najpierw był zaskoczony, że jego biznesowi partnerzy publicznie go łajają, potem swoje stanowisko usztywnił. Solorz obraził się na prezydenta Dutkiewicza i niczego nie zmieniły późniejsze spotkania obu panów ani nawet zdobyte przez Śląsk mistrzostwo Polski.

O tym, że ostra szarża władz miasta nie przyniosła żadnego rezultatu, świadczy choćby to, że od tamtego czasu Wrocław przekazał do klubu około 18 mln zł, a Polsat nie dał ani złotówki. Jego przedstawiciele zobowiązali się wprawdzie, że oddadzą 6 mln zł pożyczki, jakie miastu założyło za nich do Śląska. Ale uwarunkowali to odzyskaniem około 25 mln zł, jakie Solorz miał zainwestować w prace przygotowawcze pod galerię.

Działki nie sprzedano do dziś.

Prezes na wylocie

W Śląsku od marca na wylocie jest prezes Piotr Waśniewski, który do zarządu był nominowany przez miasto, ale utracił już poparcie prezydenta Dutkiewicza. Ten uważa bowiem, że Waśniewski jest bardziej lojalny wobec Grzegorza Schetyny, z którym prezydent Wrocławia jest na stopie wojennej.

Według naszych rozmówców prezesa Śląska miała objąć fala październikowych dymisji dokonywanych przez Rafała Dutkiewicza. Prezydent najpierw odwołał wiceprezydenta Michała Janickiego, a planowano również usunięcie ze stanowiska szefa spółki stadionowej Roberta Pietryszyna. Waśniewski miał być trzeci w kolejce. Głowy prezesom Śląska i spółki Wrocław 2012 uratował wywiad, którego "Gazecie" udzielił Michał Janicki.

Odwołany wiceprezydent Wrocławia ujawnił w nim wiele szczegółów w funkcjonowaniu władz miasta - stwierdził, że jego zwolniono, aby chronić wizerunek prezydenta. Tym samym Janicki pozostałe odwołania, w tym także to prezesa Śląska, wstrzymał.

O ile po wywiadzie prezydent Dutkiewicz osobiście pojechał na stadion i udzielił poparcia prezesowi Pietryszynowi, o tyle do Śląska nie wybrał się nigdy, a zarząd klubu krytykował. Waśniewski wciąż nie może być pewny swojej posady. Niektórzy pracownicy klubu mówią o nim per "były prezes".

Problem ze stadionem

Czy jest jakaś szansa na wyjście z finansowego impasu i ogólne unormowanie sytuacji w Śląsku? Według moich rozmówców, by tak się stało, miasto musiałoby zaproponować Zygmuntowi Solorzowi wspólne przedsięwzięcie, które mogłoby finansować klub, tak jak miała to robić galeria handlowa.

Przez pewien czas w kręgach Polsatu lansowano tezę, że Śląsk mógłby zostać operatorem stadionu na Maślicach, tak jak w Poznaniu, gdzie stadionem zarządza Lech. Ostatnio jednak nawet ta koncepcja upadła. Dlaczego? Bo stadion wciąż jest jednym wielkim placem budowy i klub miałby z niego więcej problemów niż pożytku.



Czy miasto dalej powinno łożyć miliony na piłkarski Śląsk?