Kibice Śląska sfrustrowani: Oddają bilety na hitowy mecz z Legią

Spotkanie z Jagiellonią Białystok przelało czarę goryczy. Po raz kolejny było mi wstyd za moją drużynę, dlatego w ramach protestu przeciwko polityce klubu i lekceważącemu podejściu piłkarzy do kibiców oddaję bilet na mecz z Legią - napisał w liście do władz Śląska pan Paweł.
Kopię listu kibica dostaliśmy także do redakcji "Gazety", całość można przeczytać tutaj W ostatnich dniach był to już kolejny krytyczny głos dotyczący działań klubu i sytuacji mistrza Polski. We Wrocławiu to nie są już incydentalne przypadkami frustracji fanów. To zjawisko, które objawia się także słabą frekwencją na meczach Śląska.

Kibice swoje niezadowolenie wyrażają na różne sposoby. Najczęściej po prostu nie przychodzą na stadion, mecz wolą obejrzeć w telewizji. Albo wcale. To dlatego średnia liczba fanów na meczach mistrza Polski u siebie wynosi tylko 13,9 tys. i jest najniższa spośród drużyn grających na nowych obiektach. Na ostatnim meczu z Jagiellonią było tylko 11,5 tys. kibiców. A przecież dużą część z nich stanowiły zorganizowane grupy szkolne wpuszczone na stadion za darmo. Posiadacze biletów prawdopodobnie zmieściliby się więc na stadionie przy ul. Oporowskiej.

Oddaję bilet na Legię

Ale to nie wszystko. Fani Śląska coraz częściej zabierają głos w sprawie tego, co im się w działaniach klubu z Wrocławia nie podoba. Robią to już nie tylko w internecie, ale także w listach otwartych do redakcji. Taki list wysłał właśnie pan Paweł, który po meczu Śląska z Jagiellonią był wściekły.

Kibic mistrzów Polski pisze: "Spotkanie Śląska Wrocław z Jagiellonią Białystok przelało czarę goryczy. Tak żenujących wydarzeń, jakie miały miejsce na stadionie miejskim, nie przewidziałby nawet największy pesymista. Mając na uwadze, że był to już kolejny mecz, po którym było mi wstyd za swoją drużynę (nie o wyniki chodzi, a o styl w jakim piłkarze oddają kolejne punkty), mam już dość pewnego oszustwa, jakie nam, kibicom, się serwuje". Kontynuuje: "Dlatego też w załączeniu oddaję bilet na spotkanie Śląska z Legią. Nie jest to przejaw obrażenia się na klub czy też piłkarzy. Jest to mój protest przeciwko polityce klubu i lekceważącemu podejściu piłkarzy do kibiców. Od kilku lat kupuję karnety na mecze Śląska. Jednakże nie sądzę, abym zakupił karnet na rundę wiosenną. Napiszę wprost: nie chcę dawać się oszukiwać!".

Gest kibica jest wymowny i mocny. Wszak mecz z Legią to ligowy hit, pojedynek mistrza Polski z prawdopodobnym mistrzem jesieni, a na dodatek ostatnie spotkanie ekstraklasy w tym roku we Wrocławiu. Dojdzie do niego na Stadionie Miejskim 7 grudnia o godz. 20.45. Przypomnijmy, że na ostatnim meczu Śląska z Legią na nowym obiekcie zasiadło 32 tys. kibiców, czyli najwięcej w tym roku.

Marketing to yeti

W podobnym tonie wypowiada się pan Patryk, który już przed meczem z Jagiellonią wysłał nam list drogą internetową. Kibic zwraca się w nim bezpośrednio do władz klubu: "Od roku łudzę się, tłumaczę sobie, że przyjdzie czas, że będzie lepiej i trzeba być z drużyną. Ale ostatnie dwa wydarzenia: mecz z Zagłębiem, gdzie wybuchały koło mnie petardy, bo wpuszczacie bandytów na stadion, i mecz z Wisłą [przegrany 0:1 w 90. minucie - przyp. red.] pokazały mi, że klub, jak i zawodnicy robią sobie z nas jaja. Wobec tego rezygnuję z odwiedzania wrocławskiej drużyny na stadionie".

Kibice narzekają jednak nie tylko na słabe wyniki. Pan Paweł zastanawia się, jak to możliwe, że klub posiadający 30-milionowy budżet ma ogromne kłopoty finansowe oraz zwraca uwagę, że publiczne utarczki między właścicielami szkodzą wizerunkowi Śląska.

Poza tym kibic krytykuje wrocławskich piłkarzy. Jego zdaniem nawet przy bardzo słabej grze nie muszą liczyć się z żadnymi konsekwencjami. Jak wielu innych, fan mistrzów Polski narzeka również na marketing, o którym pisze: "Marketing klubu można porównać do yeti. Niby istnieje, ale nikt nie widzi efektów jego działania. W całym województwie dolnośląskim są tylko dwa miejsca, gdzie można nabywać bilety. Frekwencja spada na łeb na szyję, a w klubie nadal wszyscy sobie gratulują zeszłorocznego tytułu. Szkoda tylko, że w sporcie jest już tak, że jesteś tak dobry jak twój ostatnim mecz. Czas więc zejść na ziemię i zacząć ciężko pracować".

Robimy, co w naszej mocy

Co na to Śląsk? Rzecznik klubu Michał Mazur przekonuje, że w kwestii marketingu wrocławianie robią wszystko, na co pozwalają im ich skromne możliwości. Mazur zwraca również uwagę, że mistrzowie Polski prowadzą wiele akcji promocyjnych, mają niskie ceny biletów, a w tym roku zaprosili na stadion w sumie ponad 20 tys. dzieci.

- To nasza ogromna inwestycja w przyszłość. Poza tym jesteśmy świadomi, że frekwencja na meczach po prostu łączy się z wynikami drużyny, a te ostatnio, szczególnie w meczach u siebie, nie były najlepsze. Liczymy, że dzięki pracy piłkarzy to się zmieni, a my zrobimy, co w naszej mocy, żeby zapewnić komfort kibicom. Przecież wszystkim zależy, by na stadionie było ich jak najwięcej - podkreśla Mazur.

Kibice, którzy dobrowolnie oddadzą bilety na mecz z Legią, nie mają co liczyć na zwrot pieniędzy. Aby do tego doszło, spotkanie musiałoby zostać odwołane.