Podrażniony Śląsk Wrocław pokazał charakter: Mistrzowska żądza zwycięstwa

W rundzie jesiennej na meczach Śląska Wrocław na pewno nie można się nudzić. Pojedynki mistrzów Polski są emocjonujące, w pewnym sensie nawet szalone, szkoda tylko, że tak rzadko zwycięskie, jak ten ostatni z Lechem.
Przed meczem z Lechem pisaliśmy, że w minionym sezonie Śląsk pokazywał charakter w kluczowych momentach rywalizacji. Walcząc o mistrzostwo Polski, przełamywał niemoc i wygrywał właśnie wtedy, gdy ważyły się losy tytułu, gdy jedna przegrana mogła zniweczyć wysiłek całego sezonu. Sztuką jest wygrywać starcia najważniejsze, najistotniejsze w całym rozrachunku. Wrocławska ekipa z minionego sezonu to potrafiła. Dlatego sięgnęła po złoto.

Ostatnie tygodnie były dla piłkarzy Śląska głównie pasmem upokorzeń. Bolesna porażka w prestiżowych derbach regionu z Zagłębiem czy wstydliwa przegrana z beniaminkiem Piastem Gliwice we Wrocławiu zostały odebrane jako wyraz słabości tej ekipy. Późniejsze mecze z Wisłą i Jagiellonią stały się uzupełnieniem koszmaru, wstydliwą wpadką, po której najlepiej byłoby zapaść się pod ziemię.

Dni przed meczem z Lechem przyniosły kolejne zdarzenia, mogące mieć wpływ na grę. Problemy finansowe czy szeroko opisywane fatalne stosunki pomiędzy właścicielami Śląska nie pozostają bez echa, obojętnie "nie spływają" po graczach. Wreszcie afera z podpitym Patrikiem Mrazem, którego - chyba raczej przypadkowo i nieświadomie - wsypał jeden z zawodników, zakończona rozwiązaniem kontraktu z obrońcą.

Szczególnie to drugie zdarzenie połączyło szatnię Śląska. Dobitnie wyartykułował to po meczu z Lechem kapitan wrocławian Sebastian Mila. Podkreślał, że w szatni Śląska panuje świetna atmosfera, a kto się z niej wyłamuje, jest eliminowany. Piłkarz Śląska wypytywany przez reportera Canal+ pośrednio nawiązywał do nieobecności w kadrze meczowej Łukasza Gikiewicza, od którego odwróciła się większość zawodników.

Szatnia Śląska murem stanęła Mrazem. Wyraz temu dał choćby Cirstian Diaz, który po strzeleniu gola odsłonił napis na podkoszulku "Mraz dziękujemy". Gikiewicz podobno chce odejść i szuka nowego klubu. W tym całym zamieszaniu wierzę jednak, że piłkarze mistrza Polski opowiedzieli się za słowackim obrońcą nie dlatego, że są za przychodzeniem na trening pod wpływem alkoholu. Wierzę, że chcieli pokazać, iż brudy, skandale będą wyjaśniać we własnym gronie, że nie są przeciwko tuszowaniu takich afer i karaniu winnych. Mam nadzieję, że dezaprobata wobec jednego z zawodników była wyrazem sprzeciwu na donosicielstwo. Każda inna motywacja ostracyzmu wobec tego napastnika byłaby przejawem braku profesjonalizmu piłkarzy mistrza Polski.

Na przekór kłopotom i aferom gracze Śląska pokazali w Poznaniu charakter, potrafili podnieść się po ostatnich wpadkach. Wbrew temu, co sami wcześniej mówili zawodnicy, sił starczyło im na więcej niż 70 minut meczu. Więc chyba rację mieli ci twierdzący, że problemem piłkarzy była kwestia psychologiczna, mentalna, a nie fizyczna. A piłkarsko oraz taktycznie wrocławianie też byli lepsi od Lecha. Postawa zespołu tak zachwyciła trenera Stanislava Levego, że po meczu zachwycony komplementował: - Drużyna bardzo dobrze zareagowała na krytykę, jaka spadła na nią po ostatnim meczu z Jagiellonią. Wywalczyliśmy trzy punkty i zachowaliśmy kontakt w tabeli z drużynami, które walczą o europejskie puchary. Przeciwnik nie był słaby, ale my zagraliśmy perfekcyjnie!

Wcześniej Levy tak bardzo przeżywał spotkanie, że zasłabł na początku drugiej połowy. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Trener otrzymał zastrzyk z glukozą i wrócił na ławkę rezerwowych.

W pojedynku przeciwko Lechowi w graczach Śląska obudziła się mistrzowska natura, żądza zwycięstwa. Jednak prawdziwych mistrzów charakteryzuje przewidywalność i powtarzalność sukcesów. Wciąż mistrzowski Śląsk powinien udowodnić, że położenie na łopatki Lecha nie było jednostkowym, przypadkowym triumfem. Na zakończenie pierwszej części sezonu do Wrocławia przyjeżdża Legia - lider i główny pretendent do mistrzowskiej korony w tym sezonie. To wymarzona okazja, aby Śląsk pokazał, że łatwo i lekko tytułu nie odda.

Czy Śląsk słusznie zrobił zwalniając Patrika Mraza?