Ryszard Tarasiewicz: Dostałem kopniaka od Śląska Wrocław

Szkoda że obecni szefowie nie pamiętają, ile zrobiłem dla klubu, gdy wprowadzałem go od III ligi do ekstraklasy - mówi w rozmowie z ?Przeglądem Sportowym? były trener Śląska Wrocław, Ryszard Tarasiewicz.
Dwa tygodnie temu Śląsk wypłacił Tarasiewiczowi 1,3 mln zł, które byłemu trenerowi drużyny przyznał Piłkarski Sąd Polubowny działający przy PZPN. Teraz wrocławski klub zamierza sądzić się ze szkoleniowcem przed sądem powszechnym, by część z tych pieniędzy od niego odzyskać.

W obszernej rozmowie z "Przeglądem Sportowym" Tarasiewicz przyznał, że jest rozczarowany tym, jak został potraktowany przez klub. Szkoleniowiec uważa, że miał prawo ubiegać się o należne mu pieniądze, bo z dnia na dzień stracił pracę, a miał jeszcze kontrakt ważny przez dwa lata. - Szkoda że obecni szefowie nie pamiętają, ile zrobiłem dla klubu, gdy wprowadzałem go od III ligi do ekstraklasy - mówi "Taraś". - Chciałem rozstać się w kulturalnej atmosferze, ale nie dało się. Dostałem raz kopniaka, bo przecież mnie zwolnili, a potem dalej kopali, nie próbując nawet się dogadać w kwestii należnego mi odszkodowania.

Tarasiewicz w "PS" skrytykował obecną politykę transferową Śląska i stwierdził, że za jego czasów była ona lepiej prowadzona. Szkoleniowiec przyznał, że to on ściągał do Wrocławia Sebastiana Milę, Piotra Celebana i Mariana Kelemena. Za bezzasadne uznał z kolei ściągnięcie pomocników Mateusza Cetnarskiego, Dalibora Stevanovicia i napastnika Johana Voskampa. - Też chciałem kiedyś Cetnarskiego, ale jako następcę Mili. Ale Mila, Stevanović i Centarski w jednej drużynie? Po co? - zastanawia się legenda wrocławskiego klubu i dodaje: - Diaz, grając 25 meczów w sezonie, strzela 10-15 goli. Daję sobie rękę uciąć, że tak jest. Trzeba na niego stawiać, a nie kisić na ławce.

Na koniec Tarasiewicz stwierdził, że Śląsk wciąż ma potencjał na mistrzostwo. Jest jednak jeden warunek - grać musi Diaz.