Waldemar Prusik o aferze w Śląsku Wrocław: Donosiciel musi odejść

- Piłkarze w swoim środowisku absolutnie nie akceptują donosicieli wynoszących do trenera czy działaczy, o czym rozmawia się w szatni - mówi Waldemar Prusik, były piłkarz Śląska i reprezentacji Polski, ekspert Polsatu.
Piłkarze Śląska Wrocław nie akceptują w swoim gronie napastnika Łukasza Gikiewicza. Miał on donieść do trenerów i działaczy, że inny gracz mistrza Polski - Słowak Patrik Mraz - trenował pod wpływem alkoholu. Z Mrazem kontrakt natychmiast rozwiązano, a zespół przestał tolerować Gikiewicza i jego brata bliźniaka Rafała, który stanął w jego obronie. Menedżer braci Gikiewiczów przyznaje, że dla obydwu szuka nowych klubów, bo zimą zamierzają ze Śląska odejść.

Artur Brzozowski: Cała drużyna Śląska nie akceptuje braci Gikiewiczów, bo jeden z nich wyniósł na zewnątrz tajemnicę z piłkarskiej szatni. Dziwi pana tak ostra reakcja?

Waldemar Prusik: Szatnia to dla piłkarzy miejsce szczególne. Tam każdego dnia się spotykają, rozmawiają o wielu rzeczach, dlatego są szczególnie wrażliwi, aby nic, co dzieje się w szatni, nie wypływało na zewnątrz. Ze swoich piłkarskich czasów nie znam przypadku, aby ktoś doniósł do trenera czy prezesa na kolegę z zespołu. Dlatego jestem w stanie zrozumieć podejście drużyny Śląska do Łukasza Gikiewicza.

Potraktowano go jak donosiciela.

- W Polsce są pewne niepisane zasady obowiązujące od lat. Nie jest mile widziane, jeśli ktoś wynosi pewne informacje poza swoją grupę. To sięga jeszcze czasów komuny, kiedy funkcjonowali donosiciele. Takich ludzi się nie akceptowało. Co z drugiej strony nie zmienia faktu, iż Mraz zachował się nieprofesjonalnie. Zawodowy piłkarz nie może przychodzić na mecz czy trening pod wpływem alkoholu.

Myślę, że w Niemczech czy Szwajcarii taka afera wyglądałaby inaczej. Tam absolutnie nikt nie stanąłby w obronie pijącego piłkarza. Ale jesteśmy w Polsce.

Jak drużyna powinna zareagować na to, co zrobił Mraz?

- Piłkarze i trener muszą taką historię wyjaśnić i załatwić we własnym gronie. Rada drużyny może wziąć zawodnika, który przychodzi na trening pod wpływem alkoholu, i wyraźnie postawić mu ultimatum: nie akceptujemy tego, co robisz, trenując podpity, lekceważysz swoje obowiązki i nas. Jeśli to się powtórzy, zrobimy wszystko, abyś pożegnał się z zespołem. W tej sprawie piłkarze wydali oświadczenie, w którym podkreślili, że nie akceptują niesportowego, nieprofesjonalnego podejścia do zawodu. Ale równocześnie dali do zrozumienia, że w szatni obowiązuje jedność i nic nie może tego zburzyć.

Atmosfera w szatni ma wpływ na wyniki drużyny?

- Jedność drużyny, dobra atmosfera w szatni mają w sporcie ogromne znaczenie. Szczególnie w dyscyplinie zespołowej, takiej jak piłka nożna. Atmosfera z szatni przenosi się na boisko. Bo jak jeden piłkarz nie lubi drugiego, to w czasie meczu złośliwie nie poda mu piłki, nie zaasekuruje go, nie pobiegnie za niego do piłki.

Piłkarze w swoim środowisku absolutnie nie akceptują donosicieli wynoszących do trenera czy działaczy, o czym rozmawia się w szatni. Poza tym w szatni obowiązuje inna zasada: jeśli ktoś zawini, to zawsze łatwiej będzie piłkarzowi, który strzela 30 bramek w sezonie, niż temu, co zdobędzie trzy bramki. Ten pierwszy sportowo bardzo dużo daje drużynie, więc macha się ręką na niektóre jego sprawki. Gikiewicz takiego komfortu zespołowi nie daje.

Menedżer obydwu braci Gikiewiczów przyznaje, że szuka im nowych klubów, bo w Śląsku nie czują się komfortowo.

- Dla obydwu braci lepiej będzie, jeśli odejdą, tu będzie im ciężko. W Śląsku nie są tolerowani.

Przed laty w Śląsku też zdarzały się afery alkoholowe. Jak je wówczas załatwialiście?

- Dzisiaj piętnuje się takie sytuacje, kiedyś jednak bardziej przymykano na to oko. Zdarzało się, że piłkarze przychodzili na trening niezbyt trzeźwi. Nie chcę wymieniać żadnych nazwisk, jednak niektórzy gracze mieli z alkoholem problemy. Mimo to wszystko załatwialiśmy we własnym gronie. Czasami bywało tak, że nawet stawało się w obronie jakiegoś piłkarza. Rada drużyny szła do szefów klubu, aby ratować kolegę. Śląsk to był wówczas wojskowy klub i zawodników karano zesłaniem do jednostki wojskowej.

Czy afera z Mrazem i braćmi Gikiewiczami wzmocni psychologicznie piłkarzy Śląska i jako zespół będą teraz mocniejsi? W piątek czeka ich prestiżowy pojedynek z liderem Legią Warszawa.

- Nie sądzę, aby afera miała większy wpływ na postawę Śląska. Na boisku w meczu z Legią będą decydowały piłkarskie umiejętności, a nie fakt, jak poszczególni gracze odnoszą się do braci Gikiewiczów.

Czy Łukasz Gikiewicz postąpił słusznie donosząc na Patrika Mraza?