Mila od Śląska: Mistrz Polski nie ma pieniędzy na nowy kontrakt kapitana

Sebastian Mila jest zniecierpliwiony przedłużającymi się rozmowami o nowym kontrakcie ze Śląskiem i podkreśla, że z Wrocławia może odejść już zimą. W klubie przyznają, że negocjacje stanęły, bo po prostu nikt nie wie, skąd wziąć pieniądze na nowy kontrakt piłkarza.
W piątek Śląsk w ostatnim meczu w tym roku zagra u siebie z Legią Warszawa. Ten pojedynek może być też ostatnim występem Sebastiana Mili w ekipie mistrzów Polski.

Kapitan wrocławskiej drużyny wciąż nie doszedł do porozumienia z wrocławskim klubem w sprawie przedłużenia umowy wygasającej w czerwcu 2013 roku. Taka sytuacja oznacza, że od stycznia Mila może podpisać umowę z innym pracodawcą i przejść do niego już po zakończeniu sezonu.

Ale sam Mila we wczorajszym wywiadzie dla "Gazety" sugerował, że może się to stać nawet jeszcze zimą.

- Chętnych, aby mnie zatrudnić, nie brakuje. W grę wchodzi nawet odejście w zimowym okienku transferowym - podkreślał Mila.

Jego słowa oznaczają, że są chętni, którzy już teraz wykupią go ze Śląska. Bo gdyby Mila miał odejść zimą, trzeba by za niego zapłacić sumę odstępnego. Po zakończeniu kontraktu, a więc w lipcu przyszłego roku, będzie mógł odejść ze Śląska za darmo.

- Do meczu z Legią Śląsk ma priorytet w rozmowach. Nie ukrywam jednak, że w styczniu z każdym usiądę do rozmów. Nie mogę dłużej czekać, tak jak Piotrek Celeban czy Jarek Fojut. Mam rodzinę i muszę dobrze zaplanować swoją przyszłość. Na razie rozmowy ze Śląskiem utknęły w martwym punkcie. Po raz ostatni rozmawialiśmy o nowym kontrakcie miesiąc temu. Od tej pory jest cisza. Nie zamierzam za nikim chodzić i prosić się o nowy kontrakt. We Wrocławiu przez te kilka lat dobrze mnie poznali i wiedzą, jaka jest moja wartość - tłumaczył w wywiadzie Mila.

Co na to Śląsk?

- Rzeczywiście, nasze negocjacje się w pewnym punkcie zatrzymały, ale stanowiska stron są bardzo jasne - mówi prezes klubu Piotr Waśniewski. - Tak naprawdę kolejnym krokiem będzie więc zaakceptowanie warunków bądź ich odrzucenie. O tym zadecydujemy w szerszym gronie, przy udziale trenera jak i przedstawicieli rady nadzorczej - dodaje.

Pytany o to, jak odbiera słowa Mili o tym, że po meczu z Legią Śląsk straci priorytet w negocjacjach, a do walki o zawodnika włączą się inne kluby, odpowiada: - Od stycznia Sebastian ma prawo podpisać umowę, z kim chce, i nie wiedzę nic złego w tym, że o tym mówi. Uważam zresztą, że taka rynkowa rywalizacja o zawodnika może nawet Śląskowi wyjść na dobre.

Jak prezes mistrzów Polski procentowo ocenia szanse na to, że kapitan drużyny podpisze z klubem nową umowę? - Tego nie da się tak przeliczyć. Nie kupujemy czegoś na sztuki, żeby powiedzieć, że stać nas na sześćdziesiąt ze stu telewizorów, ale na więcej już nie. Tu musimy wziąć Sebastiana w całości jako naszego piłkarza i pracownika - odpowiada Waśniewski.

Wątpliwości rozwiewa przedstawiciel właścicieli klubu Włodzimierz Patalas, sekretarz miasta, zasiadający w radzie nadzorczej spółki, do której należy Śląsk

- Już kilka tygodni temu mówiłem, że jeśli pan Solorz nie dołoży się do budżetu klubu, to nie stać nas będzie na niektórych zawodników, w tym na przedłużenie kontraktu z Milą - twierdzi Patalas. - Od tamtego momentu nic się nie zmieniło. Pan Solorz nie zadeklarował żadnych pieniędzy, a budżet powinni budować obydwaj właściciele. My swoje pieniądze przelejemy do klubu, ale będzie ich za mało, aby spełnić życzenia wszystkich piłkarzy - zauważa sekretarz miasta.

Nieoficjalnie wiadomo, że Mila chce podwyżki, ale rozbieżności dotyczą też długości kontraktu. Kilka dni temu "Super Express" napisał, że pomocnik chce zarabiać 100 tys. złotych miesięcznie. Z naszych informacji wynika, że ta suma jest wygórowana i nie ma mowy aż o takich pieniądzach. Z drugiej strony wbrew wcześniejszym informacjom nie zarabia w Śląsku teraz 50 tys. zł, tylko mniej. Dlatego chce podwyżki, bo w drużynie są zawodnicy, którzy zarabiają od niego więcej, ale piłkarsko znacznie mniej dają drużynie.

Poza tym 30-letni Mila zdaje sobie sprawę, że ten kontrakt będzie ostatnim dobrym, jaki podpisze w swojej zawodowej karierze. Dlatego nie chodzi mu tylko o pieniądze, ale również jego długość. Zawodnik myśli o umowie na trzy lata. Śląsk najchętniej podpisałby - jeśli będzie miał pieniądze - kontrakt na rok, z możliwością jego przedłużenia.