Sport.pl

Co nas czeka sportowo w 2013 roku: Kto zrobi hop, a kto bęc? Wróżby z przymrużeniem oka

Śląsk nie obroni piłkarskiego mistrzostwa Polski, ale klub przestanie nękać komornik; dla żużlowego Betardu Sparty może to być ostatni rok w historii, a dla siatkarskiego Impelu początek drogi do upragnionych sukcesów - co w sporcie przyniesie nam 2013 rok?
Rok 2012 na Dolnym Śląsku całkowicie zdominowała piłka nożna. We Wrocławiu rozgrywano mecze Euro, Śląsk po 35 latach sięgnął po mistrzostwo Polski, a później po Superpuchar i zagrał w europejskich pucharach. Inne dyscypliny wyraźnie były w cieniu futbolu. Jaki w sporcie będzie ten rok?

Mistrz zgubi koronę

W zasadzie każdy jasnowidz może już dziś w ciemno przyjmować zakłady, że piłkarze Śląska w 2013 roku nie powtórzą gigantycznego sukcesu z minionego roku i nie zostaną mistrzami Polski. I winna wcale nie będzie feralna trzynastka wpisana w ten właśnie rok. Wrocławianie swój limit szczęścia już wykorzystali w ostatnim sezonie. Więc na kolejny cud na Odrą się nie zanosi.

Śląsk nie tylko nie zostanie mistrzem Polski, ale jest mało prawdopodobne, by załapał się na grę w Lidze Europy. Piłkarze zbyt dosłownie potraktują słowa szefów spółki Wrocław 2012 i władz miasta, narzekających, że międzynarodowe mecze i turnieje piłkarskie były u nas strasznie deficytowe. Tak nieopłacalne, że pozostały po nich tylko wspomnienia i kilkanaście milionów złotych deficytu.

Więc piłkarze Śląska nie chcą, aby miasto biedniało i dokładało, aby na Stadionie Miejskim pograli sobie Kaka, Neymar czy jakiś Van Bommel. Nasi piłkarze wolą, aby miasto miało pieniądze i wypłaciło im zaległe nagrody za mistrzostwo Polski i premie za wygrane mecze.

To, że Śląsk nie zagra w 2013 roku w europejskich pucharach, ma jednak i dobre strony. Nasza drużyna nie skompromituje się w tych rozgrywkach tak, jak przytrafiło się to jej ostatnio. Mocne lanie sprawili Śląskowi nie tylko przeciętni Niemcy z Hanoweru, ale nawet szwedzki średniak - Helingborgs. A i Czarnogórcy z Podgoricy ograli mistrzów Polski we Wrocławiu.

Sportowo w Śląsku lepiej raczej nie będzie. Ale finansowo może się poprawić. Zainteresowanie wrocławskim klubem wykazuje miliarder Roman Karkosik, biznesmen, który dotąd sportem nie interesował się wcale. Skąd ta nagła miłość do futbolu i Śląska? Widocznie jest we Wrocławiu jakiś dobry interes do zrobienia.

Jak tylko objawił się Karkosik, to niespodziewanie Zygmunt Solorz przypomniał sobie, że jest właścicielem Śląska. I sensacyjnie ogłosił, że już wie, jak "Śląsk może robić interesy i zarabiać na siebie".

Ale w bajki, że miliarderzy przeleją teraz wiele milionów do kasy Śląska, nie uwierzę. Być może jednak w 2013 roku finansowo trochę się we wrocławskim klubie uspokoi i komornik przestanie nękać już futbolową wizytówkę Wrocławia. I jeszcze jedno - czeski trener Stanislav Levy przetrwa na swoim stanowisku do końca 2013 roku, pod warunkiem, że w Śląsku nie zmieni się prezes i dyrektor sportowy.

Natomiast w Zagłębiu Lubin dojdzie do niezwykle istotnego zdarzenia. W trakcie tego roku z klubem pożegna się litewski snajper Darvydas Sernas, zarabiający ponad 100 tys. zł miesięcznie i oglądający mecze z ławki rezerwowych. W drużynie nikt nie odczuje jego straty, a prezes KGHM znów będzie osobą najlepiej zarabiająca w całej spółce...

Żużel? Ciemność widzę

Upadek żużlowego Betardu Sparty w 2013 roku to wizja czarna, apokaliptyczna i dla kibiców drużyny nie do zaakceptowania. Ale niestety coraz bardziej prawdopodobna.

Pisząc te słowa, zdajemy sobie sprawę, że fani żużla we Wrocławiu mogą być wściekli. Betard ledwo zamknął skład, do rozpoczęcia sezonu jeszcze daleko, a już roztaczamy przed wrocławskim klubem scenariusz najgorszy z możliwych. Gdzieś tkwi nadzieja, że czarna wizja się nie spełni, że Betard przetrwa ten i kolejne sezony. Na razie jednak nic na to nie wskazuje.

Problemem nie są nawet zawodnicy, których wrocławianie pozyskali przed nowym sezonem. Wprawdzie Nikolai Klindt, Tai Woffinden czy Troy Bachelor nie gwarantują sportowego sukcesu, ale z drugiej strony zawsze mogą przecież "wypalić". Jeśli się uda, Betard uratuje się przed spadkiem ze zmniejszonej ekstraligi i pozostanie w niej na kolejny sezon. Największym kłopotem klubu jest jednak niepewna przyszłość organizacyjno-finansowa. Coraz częściej mówi się, że ze wspierania żużla we Wrocławiu definitywnie wycofa się Krystyna Kloc oraz wspierający ją mąż Andrzej Rusko.

Jeśli rzeczywiście stanie się to w roku 2013, to żużlowcy będą mieli naprawdę ciężko. Na razie we Wrocławiu nie widać nikogo, kto mógłby prowadzić klub na poziomie ekstraligi. Bo degradacja Betardu Sparty będzie raczej równoznaczna z upadkiem żużla w mieście.

Innym problemem jest powiększająca się przepaść między Betardem a najlepszymi ekipami w kraju. Biorąc pod uwagę zainteresowanie kibiców, sponsorów, komfort oglądania spotkań żużlowych, niestety wrocławianie nie mogą równać się z klubami z Torunia, Gorzowa czy Zielonej Góry. Pozostaje liczyć na szczęście i cud, że klub z Wrocławia przetrwa ciężkie czasy, a zła karta w końcu się odwróci. Jeśli budżety w żużlowych klubach będą mniejsze i nawet najlepsze zespoły zaczną racjonalizować wydatki, to otworzy się szansa dla ekip takich jak Betard. Klubów mających tradycje, wiernych kibiców, ale niewielkie możliwości finansowe. Do tego jednak chyba droga dość daleka.

Impelu odbijanie od dna

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że dla siatkarek Impelu Wrocław będzie to rok przejściowy. Drużyna, która ostatnio okrutnie dołuje, utrzyma się w Orlen Lidze, bo potencjał ma na pierwszą trójkę tabeli, a nie obronę przed degradacją.

W sensie sportowym najbliższy rok może więc co najwyżej obfitować w sukcesy pojedyncze. Tych globalnych w postaci medali mistrzostw Polski nie będzie. Jeśli nawet Impel poradzi sobie z trapiącymi go problemami, to w pierwszej rundzie play-off trafi na jeden z najlepszych zespołów w kraju. Zespołów, które swoją jakość udowadniają przez cały sezon, a nie tylko w pojedynczych spotkaniach.

Trudno sobie wyobrazić, aby wrocławianki - nawet prowadzone przez jakiegoś wybitnego szkoleniowca - mogły wyeliminować ekipy z Muszyny, Sopotu, Bielska-Białej czy Dąbrowy Górniczej. Impel podobnie jak w zeszłym sezonie odpadnie więc po zaciętych spotkaniach i pozostanie mu walka o nic nieznaczącą pozycję numer pięć.

Ale w drugiej części roku, czyli już w nowym sezonie, Impel zacznie powoli zgłaszać akces do czołowej czwórki. Wówczas wrocławiankom wreszcie powinno się udać osiągać wyniki, do jakich predysponuje ich budżet klubu - będący jednym z najwyższych w kraju. Impel powinien wreszcie realnie nawiązać walkę z najlepszymi zespołami w Polsce i walczyć o medale.

Nadciąga koszykarska hossa

Jeszcze niedawno koszykarscy kibice Wrocławia żyli w kuriozalnej rzeczywistości. W mieście istniały dwa koszykarskie Śląski! Kluby nie miały ze sobą nic wspólnego, grały w różnych ligach, a działacze obydwu zespołów dosłownie się nienawidzili.

Śląsk biznesmena Przemysława Koelnera, reaktywowany za pieniądze przy pomocy władz miasta, przetrwał tylko rok i znikł równie szybko, jak się pojawił. I nic po nim nie zostanie.

Ten drugi Śląsk, będący kontynuatorem legendarnego klubu, który 17 razy zdobywał mistrzostwo Polski, powoli odbudowuje sportową siłę. I rok 2013 może być dla klubu przełomowy. Po latach gry w rozgrywkach praktycznie amatorskich Śląsk pewnie prowadzi w I lidze i zmierza do TBL - najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce.

Wrocławianie zdominowali pierwszą rundę sezonu zasadniczego w I lidze - na koncie mają imponującą serię 14 wygranych z rzędu i pewnie przewodzą w 16-zespołowej stawce. Oprócz tego drużyna w dalszym ciągu rywalizuje o Puchar Polski. Wrocławianie do tej pory 12 razy sięgali po to trofeum. Ale najważniejsze, że Śląsk wrócił w tym roku do grona najlepszych i we Wrocławiu znów będzie można oglądać mecze z: Asseco Prokomem Gdynia, Treflem Sopot, Anwilem Włocławek i Turowem Zgorzelec.

I awans do TBL ten Śląsk wywalczy po sportowej walce, a nie dzięki kupionej "dzikiej karcie", jak było w przypadku drużyny Przemysława Koelnera.

Natomiast drugi dolnośląski zespół, Turów Zgorzelec, po czterech wicemistrzowskich tytułach wywalczonych w ostatnich pięciu sezonach w końcu może sięgnąć po pierwsze złoto. Ironia losu polega jednak na tym, że Turów może tego dokonać w teoretycznie najsłabszym składzie, w jakim gra w ostatnich latach. W Zgorzelcu nie ma już zawodników tej klasy, co: David Logan, Andres Rodriguez, Dragisa Drobnjak, Daniel Kickert czy Konrad Wysocki.

Jednak trener Miodrag Rajković brak wielkich gwiazd potrafił przekuć w atut, a jego drużyna jest jedną z najbardziej zespołowo grających ekip w Tauron Basket Lidze. Do tego w kluczowym momencie sezonu zaprocentować może doświadczenie zdobyte w tym sezonie w lidze VTB, gdzie zgorzelczanie biją się z czołowymi zespołami z Europy Wschodniej.

Śląsk w ekstraklasie, a złoto dla Turowa? Jakże fascynujący może być koszykarskich rok 2013!

Jaki będzie ten rok? Czekamy na wasze opinie. Podyskutuj z nami na sport.wroclaw.pl

Więcej o: