Sport.pl

Dyrektor sportowy Śląska szczerze o transferach: Są wstrzymane

- Sytuacja finansowa Śląska jest określona i działamy w takich warunkach, jakie są. Sprawa jest prosta: jeśli zrobimy miejsce w kadrze, to poszukamy kogoś, kto wzmocni drużynę - mówi dyrektor sportowy Śląska Wrocław, Krzysztof Paluszek
Michał Karbowiak: Lubi pan kupować ubrania na wyprzedażach albo w ciucholandach?

Krzysztof Paluszek: Z ciucholandów nie korzystam, ale skąd w ogóle takie pytanie?

Zimowy okres transferowy w Śląsku przypomina właśnie takie poszukiwania. Klub nie ma pieniędzy na nowych zawodników, więc musi się nastawić na kupno czegoś używanego albo na jakąś piłkarską okazję.

- No cóż, sytuacja finansowa jest określona, więc działamy w takich warunkach, jakie są.

Określona to znaczy jaka?

- Taka, że pozostajemy w zawieszeniu i jako pracownicy klubu czekamy na ruchy właścicieli. Nie chcemy jednak siedzieć z założonymi rękami. Musimy działać. Ustaliliśmy, że trener Levy dokona przeglądu kadr, i to właśnie się dzieje. Sprawdzamy z jednej strony wyróżniających się zawodników z Młodej Ekstraklasy, z drugiej piłkarzy, którzy byli gdzieś wypożyczeni. Szkoleniowiec stwierdził, że na tym etapie przygotowań duża grupa trenujących graczy nie jest dla niego problemem, bo na razie mamy głównie zajęcia o charakterze siłowo-wytrzymałościowym. Mecze są tak naprawdę przerywnikami i zawodnicy dostają w nich po 45 minut. Sama selekcja będzie trzyetapowa, na obóz na Cyprze pojedzie już 25-26 zawodników, a potem szkoleniowiec będzie pracował z 23 piłkarzami. Reszta pozostanie w odwodzie na wypadek kartek czy kontuzji.

Czy należy się spodziewać jakichś transferów?

- Jesteśmy wstrzymani z powodu sytuacji finansowej klubu, choć i tak materiał z propozycjami pozostaje w razie czego gotowy. W pierwszym zespole mamy większą liczbę zawodników związanych kontraktami i musimy się do tej sytuacji dostosować. Wykonywaliśmy pewne ruchy, aby niektórzy zawodnicy mogli odejść, ale na razie są z nami i na sto procent przygotowują się do gry. Sprawa jest prosta: jeśli zrobimy miejsce w kadrze, to poszukamy kogoś, kto mógłby wzmocnić drużynę. Tylko to nas interesuje.

Bezrobotny od pół roku Krzysztof Ostrowski naprawdę może być wzmocnieniem mistrza Polski?

- A dlaczego nie? Ten zawodnik ma określony potencjał. Nawet jeśli nie będzie od razu lepszy od Soboty, Ćwielonga czy Patejuka, to zależy nam, by ocierał się o pierwszą jedenastkę, był pierwszym do zmiany. Jeśli ma być 17. albo 18. zawodnikiem w kadrze, to go nie zatrudnimy.

Pana jako dyrektora sportowego obecna sytuacja Śląska nie wpędza w depresję?

- Nie, zdaję sobie sprawę z tego, co dzieje się w całej polskiej piłce. Na tle innych klubów my naprawdę nie jesteśmy w tragicznej sytuacji. Nie musimy na szybko i na siłę szukać nowych zawodników, mamy zespół, który sięgnął po wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski, a teraz liczy się w walce o europejskie puchary - zarówno ze względu na występy w lidze, jak i Pucharze Polski. Czyli nie ma dramatu. Zawodnicy mają gdzie trenować, dostają pensje, teraz trzeba ich tylko dobrze przygotować do rundy.

Ale to już domena trenera Levego. Pan jako dyrektor sportowy miał dbać o wizję rozwoju klubu. A teraz to tej wizji nie ma jak realizować.

- Nie do końca. Na co dzień zajmujemy się wieloma sprawami ważnymi dla przyszłości klubu, na przykład szkoleniem młodzieży

Za które Śląsk jest powszechnie krytykowany.

- Wiele w tej sprawie robimy. Parę lat temu w Śląsku w ogóle nie było grup młodzieżowych, a działające przy klubie stowarzyszenie miało pod opieką 60 chłopaków i cztery piłki. Dziś w wojskowym Śląsku, z którym ściśle współpracujemy, trenuje 1 tys. zawodników, a u nas 130 najlepszych. Współpracujemy też z wieloma klubami we Wrocławiu i to przynosi efekty. Taki Kamil Dankowski trafił do nas z FC Wrocław Academy. Dziś ma dylemat, bo chciałby walczyć o miejsce w pierwszej drużynie, a równolegle do naszego zgrupowania na Cyprze ma wyjazd na kadrę narodową U-17.

Pod względem liczby młodych zawodników w pierwszej jedenastce Legia czy Lech po prostu Śląsk deklasują. To zły prognostyk na przyszłość.

- Spokojnie, za rok czy dwa może nie będziemy w takiej samej sytuacji, ale znacznie się do nich zbliżymy. Praca z młodymi piłkarzami to proces, który w Legii trwał jakieś 10 lat. O nas się nie boję, bo jestem pewien, że poprawę zobaczymy lada moment. Widzę nasze drużyny młodzieżowe na tle innych zespołów i im niższa kategoria, tym jest lepiej. Mamy ciekawych chłopaków i ciekawych trenerów, wśród których są byli gracze Śląska: Marek Kowalczyk, Waldemar Grzanka czy Piotrek Jawny. Współpracujemy z akademią Darka Sztylki i Krzysztofa Wołczka. Proszę o chwilę cierpliwości, a naprawdę będziemy mieli kilku wychowanków w pierwszej jedenastce. Nam, podobnie jak kibicom, zależy na tym, by mieć u siebie dobrych graczy związanych z miastem czy regionem.

Młodzi zawodnicy mogą pomóc Śląskowi już w tym sezonie?

- Myślę, że jeszcze nie. Ale proszę pamiętać, że dla Śląska bardzo ważne będzie lato następujące po obecnych rozgrywkach. W czerwcu 2014 roku wielu zawodnikom kończą się kontrakty i w związku z tym tak naprawdę do nadchodzących wakacji musimy rozstrzygnąć, z kim chcemy się związać na dłużej, a z kim nie, żeby ci gracze mieli czystą głowę, podpisali z nami nowe umowy na rok przed wygaśnięciem starych. Liczę, że stanie się to już w nowej rzeczywistości finansowej, gdy będzie wiadomo, czym klub dysponuje, jakie są plany właścicieli. Wówczas też może dojść do zmiany pokoleniowej w drużynie.

A nie będzie tak, że wielu niezłych zawodników znów odejdzie ze Śląska za darmo? Jako klub w zasadzie nie zarabiacie bowiem na sprzedaży piłkarzy, a przykładem tego są choćby Piotr Celeban czy teraz Sebastian Mila.

- Ale to jest pytanie o to, kogo mielibyśmy sprzedać, za ile i jakie przyniosłoby to skutki dla drużyny. Jeśli sprzedamy Waldemara Sobotę za 200-300 tys. euro, to w skali budżetu wiele nam nie przybędzie, a zespół może naprawdę dużo stracić i np. nie awansować do europejskich pucharów, co też wiąże się z wieloma korzyściami. Proszę mi wierzyć, że u nas każdy zawodnik jest na sprzedaż, ale jeśli pojawi się dobra oferta. A takich brakuje, są zapytania, sondowanie, ale nie konkrety. Z drugiej strony my na rynku europejskim jesteśmy ledwie dwa lata dzięki występom w Lidze Europejskiej i Lidze Mistrzów. Musimy tam być nadal, jeśli chcemy sprzedawać zawodników do dobrych zagranicznych klubów.

Nie boi się pan, że skomplikowane negocjacje z Sebastianem Milą dotyczące nowego kontraktu wpłyną negatywnie na jego grę?

- Nie, Sebastian to zawodowiec pełną gębą, grał przecież w wielu klubach, wiele ze Śląskiem osiągnął. Jestem pewien, że da z siebie tyle, ile w danym momencie będzie mógł. Zresztą w sprawie jego przyszłości ostatnie słowo jeszcze nie padło.

Więcej o:
Komentarze (3)
Dyrektor sportowy Śląska szczerze o transferach: Są wstrzymane
Zaloguj się
  • ivan2557

    Oceniono 9 razy 7

    Oszczędnośći a administracja ? - tam można paręzłotych zaoszczędzić . Pan Paluszek bierze kasiorkę za co ? jak był trener Lenkiewicz to go zupełnie odsuną od podejmowania decyzji , a kasę brał i gó... robił . A teraz od czego gośc jest jak się nic nie dzieje ? A w administracji takich jest jeszcze więcej .

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX