Sport.pl

Od zera do bohatera: Śląsk nie chciał Kamila Bilińskiego, a ten za granicą został gwiazdą

Śląsk pozbył się Kamila Bilińskiego, bez żalu uznając swojego wychowanka za talent zmarnowany. Tymczasem napastnik w litewskim Żalgirisie jest gwiazdą, a teraz liczy na mistrzostwo kraju.
W całych zeszłych rozgrywkach Biliński strzelił dla Żalgirisu Wilno 17 goli, a kibice wybrali go najlepszym zawodnikiem drużyny. W Wilnie nieco z przymrużeniem oka mówi się, że jest trzecim najbardziej znanym Polakiem w mieście - zaraz po trenerze zespołu Marku Zubie i oczywiście wielkim poecie - Adamie Mickiewiczu.

Sam wychowanek wrocławskiego Śląska jest bardzo zadowolony z wyjazdu na Litwę: - Nie żałuję, że tu trafiłem. Na tym etapie kariery, na którym jestem, Żalgiris to dla mnie dobre miejsce. Cały czas podnoszę swoje umiejętności i gram w klubie, który walczy o mistrzostwo i występuje w europejskich pucharach - mówi napastnik, który dodaje: - Liga litewska to żadne tam rozgrywki ogórkowe. Niektóre zespoły bez problemu poradziłyby sobie w polskiej ekstraklasie. Oczywiście nie wszystkie walczyłyby o mistrzostwo, ale o miejsce w środkowej części tabeli mogłyby być spokojne - uważa Biliński.

25-letni napastnik wraz z Żalgirisem rozpoczął właśnie przygotowania do startującego w marcu nowego sezonu, bo na Litwie gra się systemem wiosna-jesień. W nim wraz ze swoją drużyną zamierza zdetronizować Ekranas Poniewież i sięgnąć po pierwsze od 14 lat mistrzostwo Litwy.

W Śląsku miał pod górkę

Paradoks polega na tym, że Kamil Biliński najlepsze chwile w swojej dotychczasowej karierze przeżywa w tym samym czasie, kiedy wielkie sukcesy odnotowuje także wrocławski Śląsk - czyli klub, w którym się wychował. Wrocławianie wicemistrzostwo i mistrzostwo Polski zdobyli jednak już bez popularnego "Bili", choć cztery lata temu to właśnie na Oporowskiej wróżono mu ogromną karierę. W 2009 roku Bilińskiego wybrano najlepszym piłkarzem Młodej Ekstraklasy, został też królem strzelców tych rozgrywek. W ekstraklasie zagrał jednak ledwie 270 minut i strzelił jedną bramkę. Potem goli już nie zdobywał, uznania w oczach trenerów Ryszarda Tarasiewicza i Oresta Lenczyka też nie, a tułał się głównie po wypożyczeniach, gdzie również zawodził.

Formę odnalazł dopiero w II-ligowej Wiśle Płock, gdzie w ciągu jednej rundy w 17 występach zdobył 12 goli i poprowadził drużynę do awansu do I ligi. W sezonie 2011/2012 już na zapleczu ekstraklasy w 33 meczach dziesięć razy wpisał się na listę strzelców.

- Mam żal do Śląska, bo to klub, w którym się wychowałem, a tak naprawdę nie dostałem w nim prawdziwej szansy. Po udanym dla mnie sezonie w Wiśle, trener Orest Lenczyk nie zabrał mnie nawet na obóz przygotowawczy. Zostałem odsunięty od pierwszego zespołu i trenowałem z Młodą Ekstraklasą. Wówczas wiedziałem już, że mój czas we Wrocławiu dobiegł końca - opowiada Biliński.

Jak twierdzi, w Śląsku robiono mu trudności z odejściem. - Interesowało się mną kilka klubów ekstraklasy, ale kiedy przychodziły jakieś zapytania, działacze Śląska żądali za mnie zaporowych kwot - narzeka piłkarz.

Nagle pojawiła się oferta z Wilna, nad której przyjęciem Biliński nie wahał się ani chwili. - Żalgiris walczył o mistrzostwo Litwy i szykował się do gry w eliminacjach do Ligi Europejskiej. To były argumenty, które przesądziły o moim wyjeździe z Polski - tłumaczy piłkarz. Śląsk zgodził się na przejście Bilińskiego do Wilna za darmo, ale zastrzegł sobie 40 procent z kolejnego transferu swojego wychowanka.

Litwo, ojczyzno moja!

Biliński trafił na Litwę latem 2012 roku - pod koniec okienka transferowego. Z Żalgirisem podpisał dwuletni kontrakt. W stołecznym klubie wystartował znakomicie. W debiucie w Lidze Europejskiej przeciwko Admirze Wacker zaliczył asystę, a w rewanżu zdobył swojego premierowego gola w europejskich pucharach. Jego drużyna przegrała w dwumeczu 2:6 i to Austriacy cieszyli się z awansu kolejnej rundy. W swoim pierwszym występie w litewskiej A lydze, z Atalantasem Kłajpeda także wpisał się na listę strzelców.

- Kiedy przychodziłem do Żalgirisu, trenerem był Damir Petravić. Chorwat obdarzył mnie dużym zaufaniem, a moja forma z meczu na mecz była coraz wyższa. Wiedziałem, że po słabszym występie nie wyląduję od razu na ławce - zaznacza Biliński.

W trakcie sezonu Petravić podał się jednak do dymisji, a jego miejsce zajął Polak Marek Zub, który dla pracy w Wilnie zrezygnował z bycia asystentem Waldemara Fornalika w reprezentacji Polski. Pod wodzą Zuba forma zespołu eksplodowała, a jego pierwszoplanową postacią był właśnie Biliński. Wrocławskiemu napastnikowi udawały się nawet takie wyczyny jak strzelenie czterech goli w jednym meczu. Także dzięki jego dyspozycji prowadzony przez Zuba Żalgiris nie przegrał żadnego z 15 spotkań.

Mistrzem kraju ekipa z Wilna jednak nie została, bo o jeden punkt wyprzedził ją Ekranas Poniewież, który po tytuł sięgnął piąty raz z rzędu. Biliński razem ze szkockim snajperem Calumem Elliotem był najskuteczniejszym strzelcem zespołu. Obydwaj zdobyli po 17 goli, z tym wyjątkiem, że Polak na ten dorobek zapracował tylko w jednej rundzie.

Skauci go obserwują

Dzięki swoim występom Biliński trafił do notesu skautów wielu bogatszych klubów, ale na razie chce pozostać w Żalgirisie. I to mimo tego, że pod względem organizacyjnym, infrastrukturalnym i finansowym litewska dziesięciozespołowa A lyga jest na poziomie I ligi. Roczny budżet Żalgirisu, który jest jednym z najbogatszych klubów na Litwie, to ok. 12 mln zł. To właśnie dlatego litewskie drużyny nie odnoszą sukcesów na arenie międzynarodowej. Poza tym piłka nożna w tym kraju musi rywalizować z koszykówką, w którą pompuje się największe pieniądze. Stadion Żalgirisu może pomieścić około ośmiu tysięcy widzów, ale mimo że drużyna grała w minionym sezonie świetnie, to ani razu nie było na nim kompletu. Pozostałe obiekty są bardzo kameralne, mają od dwóch do czterech tysięcy miejsc i przypominają te z minionej epoki. - Nasze mecze w europejskich pucharach oglądało po pięć tysięcy kibiców, na ligę przychodzi ich dwa razy mniej. Na wyjazdach z frekwencją jest jeszcze gorzej - dodaje.

Zobacz, jak strzela i asystuje w Żalgirisie Wilno Kamil Biliński [WIDEO]



Czy Śląsk słusznie zrobił pozbywając się Kamila Bilińskiego?
Więcej o: