Sport.pl

Zagłębie oszczędza i pozbyło się sześciu graczy. Śląsk też tak chciał, ale mu nie wyszło....

Szefowie Śląska muszą oszczędzać i zimą chcieli rozwiązać kontrakty z kilkoma piłkarzami, którzy mało grają, a dużo zarabiają. Nie udało się z nikim. Zagłębie było znacznie skuteczniejsze - pozbyło się sześciu zawodników i zaoszczędzi około półtora miliona złotych.
Śląsk od pewnego czasu ma problemy finansowe. Brakuje pieniędzy na spłacenie zaległości wobec graczy, a właściciel Zygmunt Solorz nie zamierza tylko dokładać do tego biznesu. W szerokiej kadrze drużyny jest wielu zawodników, którzy mają świetne kontrakty i zarabiają - jak na polskie warunki - bardzo dobre pieniądze. Kłopot w tym, że wielu z tych doskonale zarabiających zawodników niewiele wnosi do gry zespołu.

Wysokie kontrakty rezerwowych

Przedstawiciele wrocławskiego klubu rozmawiają o tym problemie tylko nieoficjalnie. W Śląsku myśleli o rozwiązaniu kontraktów m.in. z Daliborem Stevanoviciem, Johanem Voskampem, Markiem Wasilukiem czy Cristianem Diazem. Niektórzy z nich zarabiają ponad 50 tys. zł miesięcznie, a głównie siedzą na trybunach, bo są w słabej formie. Nie przejmują się tym, że mało grają - pieniądze gwarantuje im podpisana umowa.

Rozwiązanie kontraktu ze Stevanoviciem czy Voskampem od strony sportowej nie wpłynęłoby negatywnie na grę Śląska. A znacznie odciążyłaby budżet klubu.

Śląsk zimą próbował pozbyć się kilku zawodników - bez żadnego efektu. Z nikim nie udało się rozwiązać umowy. Na zgrupowanie na Cypr poleciało 26 piłkarzy.

Zdeterminowane Zagłębie

Natomiast Zagłębie Lubin w ciągu kilkunastu ostatnich dni dokonało rzeczy niebywałej - rozwiązało kontrakty z pięcioma zawodnikami i wypożyczyło szóstego, który miał najwyższy kontrakt w zespole. Żaden z nich nie grał w podstawowym składzie. Zarabiali bardzo przyzwoicie.

- Przy rozwiązywaniu kontraktów szczególnie ważna jest determinacja. Trzeba nie tylko mówić, ale działać. Przyznaję, byłem mocno zdeterminowany, a efekty okazały się nawet większe od zakładanych - mówi zadowolony Marek Bestrzyński, prezes Zagłębia Lubin.

Z Lubinem pożegnali się: Kolumbijczyk Sergio Reina, dwaj Słowacy Ivan Hodur i Roman Sloboda oraz Janusz Gancarczyk i Patryk Rachwał. Natomiast do ligi tureckiej do Gaziantepspor wypożyczono Litwina Darvydasa Sernasa. Oczywiście nie było tak, że piłkarze zrzekali się całej sumy, jaka przysługiwała im z tytułu podpisania kontraktu. Negocjacje były twarde z obydwu stron, ale w końcu osiągano finansowy kompromis. Zawodnik otrzymywał część pieniędzy, pod warunkiem że rozwiąże kontrakt, który miał jeszcze obowiązywać np. przez półtora roku.

Prezes Bestrzyński absolutnie nie chce mówić o konkretnych sumach, jakie Zagłębiu udało się zaoszczędzić na rozwiązaniu kontraktów. Jednak można przyjąć, że to więcej niż 150 tys. zł miesięcznie. W sumie rocznie daje to ponad półtora miliona złotych! A może być więcej, jeśli uda się definitywnie sprzedać Sernasa.

Kto cię zatrudni?

Na czym polega tajemnica skuteczności Zagłębia?

Bestrzyński: - Z Hodurem sprawa była prosta. Jemu kończył się teraz kontrakt i wiedział od nas wcześniej, że nie chcemy przedłużyć umowy. Również Sergio Reina od dawna dostawał od nas sygnały, że sportowo odbiega poziomem od innych zawodników i ma małe szanse na grę w zespole. Mógł tylko siedzieć na trybunach i brać za to pieniądze albo nie marnować czasu i szukać innego rozwiązania, dobrego z punktu widzenia dalszej jego kariery piłkarskiej. Ale do takiego piłkarza trzeba dotrzeć z argumentami. Mówiliśmy mu: Niedługo twój kontrakt z Zagłębiem się skończy i co wtedy zrobisz? Gdzie będziesz grał? Kto cię zatrudni, jeśli przez ostatnie miesiące nie występowałeś w żadnych meczach ligowych?

Zmanierowani słabeusze

Przedstawiciele klubów w nieoficjalnych rozmowach przyznają, że w naszej piłce najbardziej zdeprawowani, zmanierowani są doświadczeni polscy zawodnicy oraz ich menedżerowie. Przez wiele lat funkcjonowania w naszym futbolu przyzwyczaili się do dobrych kontraktów, które wcale nie muszą być uzależnione od ich umiejętności czy wyników osiąganych na boisku.

Zazwyczaj przyjmują roszczeniową postawę - liczy się tylko kasa. Nie dociera do nich, że jest kryzys, że w polskiej piłce będzie coraz mniej pieniędzy. Nie rozumieją też, że do niedawna wielu z nich było przepłacanych, że ich słabe umiejętności absolutnie nie są adekwatne do astronomicznych kontraktów. Przed Euro 2012 w Polsce do niebotycznych rozmiarów nadmuchano balon koniunktury na futbol. To się nie sprawdziło, balon z hukiem pękł. Polskie kluby mają mniej pieniędzy i nie ma żadnych przesłanek, że koniunktura może się zmienić.

Pieniądze za nic

W Lubinie szczególnie na cenzurowanym było dwóch graczy - Janusz Gancarczyk oraz Patryk Rachwał. Trenowali tylko we dwójkę poza zespołem i nie mieli żadnych szans na grę w pierwszej drużynie ani nawet w Młodej Ekstraklasie. Dziennikarze ironizowali, że Zagłębie ma swój "Klub Kokosa".

Ale Gancarczyk i Rachwał wcale nie musieli godzić się na rozwiązanie kontraktu.

- Trzeba prezentować różne podejście do zawodników, z każdym rozmawiać indywidualnie - zauważa prezes lubińskiego zespołu. - Niektórzy piłkarze nie pasują do drużyny mentalnie, inni sportowo. Byli różni zawodnicy, także tacy, którzy źle wpływali na drużynę. Nie pasowali do zespołu ani mentalnie, ani sportowo. O nazwiskach nie chcę mówić - zastrzega.

W Zagłębiu jak w większości polskich klubów muszą oszczędzać. Właściciel klubu KGHM stopniowo zmniejsza pieniądze przekazywane na pierwszą drużynę. Klub tworzy Akademię Piłkarską i większe środki przeznaczy na szkolenie młodzieży. Chce stawiać na wychowanków, którzy mają być tańsi w utrzymaniu, a piłkarsko wcale nie gorsi od obcokrajowców, z których wielu dorabia już tylko do emerytury.

Najdroższy do Turcji

Niezwykłym wydarzeniem okazało się wypożyczenie Litwina Sernasa. Napastnik miał najwyższy kontrakt w klubie - zarabiał około 100 tys. zł. miesięcznie. A grał słabo, nie strzelał bramek. Dla klubu to był duży problem sportowy i spore obciążenie budżetu Zagłębia.

- Sernas starał się na treningach, walczył w meczach, mając swój wkład w sukces drużyny w rundzie wiosennej minionego sezonu - opowiada Marek Bestrzyński. - Do jego profesjonalnego podejścia nie mieliśmy żadnych zastrzeżeń. Ale sprowadzaliśmy go do Lubina jako snajpera, którego podstawowym zadaniem jest zdobywanie bramek. Im bardziej się starał i mu nie wychodziło, tym bardziej się blokował. Wierzę, że gra w Turcji wzmocni go psychicznie, odblokuje się. Już strzelił tam bramkę. Wcale nie musimy go sprzedawać, do Lubina może wrócić jako lepszy i skuteczny piłkarz - podkreśla.

Prezes Zagłębia równocześnie zastrzega, że zmniejszanie kadry zespołu też ma swoje granice, bo nie można doprowadzić do sytuacji, że w klubie będzie tylko goła jedenastka i kilku rezerwowych. W czasie sezonu przytrafiają się kontuzje, gracze karani są kartkami.

- Obecnie kadrę mamy optymalną. Brakuje tylko jeszcze jednego stopera. Cały czas monitorujemy rynek pod kątem perspektywicznych zawodników na różne pozycje - kończy Bestrzyński.

20 mln na pensje

Firma Deloite od kilku lat w kolejnych raportach analizuje sytuację finansową klubów polskiej ekstraklasy piłkarskiej. Szczególnie dokładnie bada przychody klubów i wydatki na pensje piłkarzy. Śląsk w zestawieniu przychodów do wydatków na wynagrodzenia zawodników konsekwentnie znajduje się w czołówce zespołów płacących największe sumy - około 20 mln zł na sezon.

W 2010 roku wrocławski klub na pensje graczy przeznaczył aż 80 procent przychodów, rok później niewiele mniej - około 75 procent. To fatalny wskaźnik.

W tej klasyfikacji Zagłębie w 2011 roku wydało na pensje graczy 43 procent swoich przychodów. To najniższy wynik w ekstraklasie.

Sportowo mistrzem Polski jest Śląsk, a Zagłębie skończyło ligę w środku stawki. Ale dla polskiej piłki klubowej nadchodzą ciężkie czasy i w klasyfikacji organizacyjno-finansowe posunięcia Zagłębia robią zdecydowanie lepsze wrażenie.

Więcej o:
Komentarze (2)
Zagłębie oszczędza i pozbyło się sześciu graczy. Śląsk też tak chciał, ale mu nie wyszło....
Zaloguj się
  • xfish

    Oceniono 9 razy 9

    Gratulacje dla pana prezesa ale zastanawiam sie kto podpisal takie wysokie kontrakty ze slabymi zawodnikami. Przeciez nikt z pistoletem nie kazal Zaglebiu brac takie szroty jak powiedzmy Hodur.
    Mam nadzieje, ze teraz zamiast wypozyczac po calym kraju wieksza szanse dostana wychowankowie, ktorzy sa i wystarczajaco dobrzy i beda chcieli grac dla Zaglebia a nie tylko dla kasy.

  • qazokm

    Oceniono 30 razy 8

    Stawiam tezę, że rundę wiosenną Zagłębie Lubin skończy w pierwszej trójce i wystąpi w pucharach.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX