Sport.pl

Pani Gosia od kiboli. Kobieta panuje nad trybunami Śląska

Ja nie mam problemów z wejściem na meczu Śląska ?na młyn?. A jak jakiś kibic mnie opluje albo wyzwie, to zwykle potem przyjdzie i przeprosi
1 kwietnia 2006 roku, Stadion Olimpijski we Wrocławiu. II-ligowy wówczas Śląsk gra z Widzewem Łódź. Przed meczem na murawie pojawia się policja, na trybunach rozpoczynają się awantury, a w powietrzu latają krzesełka wyrywane przez wrocławskich chuliganów. Kibole Śląska ciskają nimi w funkcjonariuszy, forsują ogrodzenie, wyłamują bramki. Do powrotu na swoje miejsca próbuje ich nakłonić drobna kobieta. Jeden z kiboli na nią pluje, inni wyzywają od k... i szmat. Mimo to po negocjacjach chuligani ostatecznie na trybuny wracają, mecz się rozpoczyna, a płoty trzeba łatać znalezionymi na szybko łańcuchami.

Bała się tylko raz

Ta kobieta to Małgorzata Korny - dyrektorka piłkarskiego Śląska Wrocław ds. organizacyjnych i bezpieczeństwa. Energiczna brunetka w średnim wieku, w okularach z mocno zarysowanymi oprawkami, o brązowych oczach, ochrypłym głosie i lekkim makijażu. Dziś, kiedy Śląsk zamiast grać w II lidze jest mistrzem Polski, a wysłużony Stadion Olimpijski zamienił na nowoczesny, 40-tysięczny obiekt na Maślicach, to ona nadal dba o bezpieczeństwo widzów, współpracuje z ochroną i policją; gdy trzeba, pertraktuje z grupami kibiców. Przekonuje, by nie odpalali rac albo zdjęli zakazany transparent. Na stadionie pojawia się pięć godzin przed spotkaniem, wychodzi trzy godziny po nim.

- Na meczu bałam się tylko raz - wspomina. I nie było to wcale na spotkaniu z Widzewem, kiedy ją zwyzywali i opluli. To było wcześniej, na słynnym pojedynku Śląska z Arką Gdynia w roku 2003. Słynnym, bo przy jego okazji doszło we Wrocławiu do jednej z największych kibolskich zadym w XXI wieku. Na ulicach miasta starły się ze sobą dwie potężne chuligańskie grupy, ponad 200 kiboli zatrzymano, a jedna osoba zginęła od ciosu nożem.

W trakcie meczu Korny dostała informację, że kibole wojujący na ulicy zamierzają też wedrzeć się na stadion przy ul. Oporowskiej. Gdyby tak się stało, mogłoby dojść do naprawdę wielkiej tragedii. Gości honorowych i kobiety z dziećmi kazała więc umieścić w budynku klubowym, który zamieniła w twierdzę. Sama nerwowo czekała na rozwój sytuacji. Ostatecznie rozwścieczeni kibole nie dotarli na stadion i nikomu nic się nie stało.

Faceci niewieścieją

Tamte wydarzenia pani Małgorzaty do kibiców nie zniechęciły. A może przeciwnie - z roku na rok jej zainteresowanie środowiskiem rośnie.

Fascynacja zaczęła się wiele lat wcześniej. Wtedy nie była panią Małgorzatą Korny, ale kilkuletnią Gosią Dutkiewicz [prosi, żeby napisać, że nie jest spokrewniona z prezydentem Wrocławia - Rafałem Dutkiewiczem]. Na mecze Śląska zabierał ją dziadek. Oczywiście w tajemnicy przed mamą i babcią. One nie chciałyby, żeby dziewczynka spędzała czas na stadionie, gdzie się przecież przeklina. Chodzenie na mecze to była więc jej i dziadka wspólna tajemnica. Z domu potrafili się wyrwać nawet w Wielką Sobotę pod pretekstem wyprawy do parku.

- Oczywiście nigdy dziadka nie wsypałam, a z meczów zapamiętałam świetnego bramkarza Śląska Zygmunta Kalinowskiego. I właśnie kibiców. Każdy z nich był na maksa wkręcony w mecz, a poza tym - wbrew pozorom - na trybunach było sporo dzieci. Pewnie ich tatusiowie stosowali taką samą taktykę jak mój dziadek - uśmiecha się Korny.

Jej tatuś też od początku wychowywał Gosię trochę jak chłopaka. Bo wcześniej miał trzy córki, a przed jej urodzeniem wmawiano mu, że tym razem na pewno będzie syn. Syna nie było, więc to najmłodsza córka naprawiała z ojcem samochody, wtedy gdy jej koleżanki chodziły na pierwsze dyskoteki.

- Od dziecka lepiej szło mi dogadywanie się z facetami. Bo jak oni czegoś chcą, to powiedzą prosto z mostu. Kobiety owijają w bawełnę, spekulują - mówi Korny. - Chociaż w ostatnich czasach mężczyźni niewieścieją, a kobiety biorą sprawy w swoje ręce - dodaje.

Wybity ząb, złamany nos

Kiedyś chciała być weterynarzem, ale gdy pod koniec lat 80. szła na studia, preferowano panów. Jeden profesor podczas rozmowy wstępnej złośliwie uprzedzał, ją żeby "ten zawód nie kojarzył się jej z głaskaniem piesków". Ostatecznie wybrała więc handel zagraniczny na wrocławskiej Akademii Ekonomicznej (potem zrobiła jeszcze studia z finansów i rachunkowości). Do pracy w Śląsku zachęciła ją koleżanka, a do pracy przyjmował prezes Ryszard Sobiesiak - były piłkarz klubu, potem biznesmen i niedawny bohater afery hazardowej.

W piłkarskim Śląsku Korny pracuje więc z drobnymi przerwami od 1998 roku. W klubie była specjalistą ds. finansowo-osobowych, główną księgową, w końcu dyrektorem ds. organizacyjnych i bezpieczeństwa. Zabezpieczaniem meczów profesjonalnie zajmuje się od 2003 roku jako trzecia kobieta w lidze.

Wcześniej grała w piłkę ręczną, w AZS Wrocław została mistrzynią Polski juniorek, do Zagłębia Lubin wraz z dwoma koleżankami przeszła za kilka lodówek i pralkę. Grała jako obrotowa, szarpała się z rywalkami, miała przez to wybity ząb i złamany nos. Na parkiecie poznała też męża Piotra Kornego, który był bramkarzem w AZS Politechnika Wrocławska, a treningi miał zaraz po niej. Ślub wzięli w roku 1982, mają dwóch synów: 30-letniego Grzegorza i 23-letniego Krzysztofa. Piotr niespodziewanie zmarł w 2007 roku, wcześniej był m.in. kierownikiem sekcji piłki ręcznej Śląska. Po jego śmierci Małgorzata mieszka w młodszym synem, piłkarzem. W wolnym czasie lubią obejrzeć mecz ligi angielskiej albo rzymskiego Lazio. - Koleżanki kompletnie tego nie rozumieją - przyznaje.

Na początku w Śląsku nie było jej łatwo, bo w zdominowanym przez mężczyzn świecie futbolu słyszała, że "powinna iść dzieci bawić". Słyszała też, że to dobrze, iż ma małe stópki, bo dzięki temu łatwiej będzie jej się stało przy zlewozmywaku.

- Z czasem ludzie nabrali do mnie szacunku, bo widzieli, że nie boję się powiedzieć tego, co myślę, a poza tym staram się mieć dobre kontakty z kibicami, dotrzymuję ustaleń. Nie mam też problemów, żeby w trakcie meczu we Wrocławiu wejść do kibicowskiego młyna i porozmawiać. Dotychczas nikt mnie stamtąd nie wyrzucił i mam nadzieję, że tak będzie dalej - uśmiecha się dyrektorka Śląska. Do przywódców poszczególnych kibicowskich grup ma numery telefonów komórkowych, by w trakcie meczu móc się z nimi jak najszybciej skontaktować.

Lepszy kibol od piknika?

Jej krytycy we Wrocławiu twierdzą, że z kibolami spoufala się aż zanadto. Że jest wobec nich pobłażliwa: publicznie usprawiedliwia niemal każde ich działanie. Korny słowa "kibol" nie lubi - jej zdaniem stygmatyzuje i pokazuje wszystkich kibiców jako bandytów. Jednocześnie chętnie używa określenia "piknik". To z kolei sarkastyczna nazwa - wymyślona przez kiboli - na określenie fanów, którzy podczas meczów nie dopingują żywiołowo swojej drużyny, ale na stadionie pojawiają się głównie po to, by po prostu obejrzeć grę piłkarzy.

To takimi "piknikami" wypełniają się stadiony na meczach ligowych w Anglii czy w Niemczech, to na nich kluby zarabiają najwięcej, bo kupują ich gadżety i korzystają z cateringu. To oni wreszcie zapełnili nowy wrocławski stadion na pierwszych meczach z Wisłą Kraków i Lechią Gdańsk, kiedy zasiadł tam komplet 40 tys. widzów. Teraz, kiedy liczba "pikników" się zmniejszyła, a zostali kibole, frekwencja spadła o dwie trzecie.

Dyrektorce Śląska wypomina się też bliską znajomość z mentorem wrocławskiego kibolstwa - Romanem Zielińskim, autorem książki "Jak pokochałem Adolfa Hitlera". Korny tej znajomości się nie wypiera. - Romka Zielińskiego znam bardzo dobrze i nie powiem o nim nic złego. Wiele razy mi pomagał, a na pewno nigdy nie utrudniał. On dla Śląska oddałby wszystko, a że ma poglądy, jakie ma, to jego sprawa - mówi.

Gdy pytam, dlaczego tak bardzo broni ludzi, którzy na stadionie i poza nim wywołali wiele szkód, a swoim zachowaniem odstraszają ludzi od piłki nożnej, odpowiada: - Ja chuligaństwa nie popieram, nie jestem za tym, żeby ktoś kogoś w mordę lał. Ale to są naprawdę jednostki. Wielokrotnie zdarzało mi się za to, że nawet przy negatywnym zachowaniu później te rzeczy były prostowane, na przykład kibic, który mnie opluł, przeprosił.

Więcej o:
Komentarze (23)
Pani Gosia od kiboli. Kobieta panuje nad trybunami Śląska
Zaloguj się
  • snowicki

    Oceniono 143 razy 9

    Opluł, ale przerosił. Rezczywiscie, prawie angielski dżentelmen. "Romka Zielińskiego znam bardzo dobrze i nie powiem o nim nic złego.". Nic do zarzucenia? Czyżby podobne poglądy? Żałosne,. Widocznie zbyt długo między kibolami.

  • okrutnykibol

    Oceniono 42 razy 8

    Szacun dla Pani Małgorzaty, a wypierdki, które na meczu nigdy nie były niech lepiej nie komentują, bo kompromitacją jest wypowiadanie się na tematy, o których nie ma się zielonego pojęcia. Chodzę na mecze bardzo regularnie, Panią Małgorzatę znam i Romana Zielińskiego znam i wielu innych ludzi ze środowiska kibiców Śląska Wrocław. Nie oceniajcie ludzi, których nawet na oczy nie widzieliście, a z GW wiele prawdy się nie dowiecie.

  • mackiki

    Oceniono 17 razy 5

    kolejny artykul dla idiotow:D

  • sorrry

    Oceniono 42 razy 4

    Rewelacja! Opluł kobietę, ale przeprosił! Co za piękny przykład Prawdziwego Polaka, Patrioty wychowanego w Katolickiej Rodzinie w duchu Tradycyjnych Wartości Chrześcijańskich! I jeszcze pochwała zakochanego w Adolfie prowodyra! Cudo!

  • wroclawianin93speedway

    Oceniono 4 razy 0

    to jest nienormalne. We wrocławiu kobiety chodzą na żużel.
    Tylko Sparta!

  • destin

    Oceniono 104 razy 0

    Zaczyna się akcja "wybielania" śląska.Zaraz z cyklu "artykuł sponsorowany" dowiemy się że śląsk to najbardziej spokojni, opiekuńczy i w ogóle wrażliwi na ludzkie krzywdy kibice na świecie.Nic, tylko ich przytulić i pogłaskać.A te wszystkie burdy, pobicia, awantury itp, to oczywiście nie oni.Tylko pewnie legia.Albo lech.

  • cezar85

    Oceniono 48 razy 0

    Małgorzata niepoKorny

    szacun dla pani, bo raz byłem we wrocławiu wśród tej młodzieży

    i w życiu bym nie przypuszczał, że można by do nich trafić słowami

    nawet głośnymi

  • desperation88

    Oceniono 21 razy -1

    Debile, odp***dolcie się od kibiców Śląska. Ja jestem jednym z nich, jestem na każdym meczu Ślązeczka we Wrocławiu, dopinguję na młynie od początku do końca meczu, w całym swoim życiu nie byłem na ani jednej awanturze i nie zniszczyłem niczego będąc kibicem. Przestańcie wrzucać nas wszystkich do jednego wora, bo wielu z nas to kulturalni, normalni, dojrzali ludzie, którzy chodzą na mecze by dopingować a nie by szukać afery, jesteśmy ludźmi, którzy na co dzień uczą się/studiują, pracują, prowadzą własne firmy albo zajmują wysokie stanowiska. Ja do pikników mam tyle, że nie są prawdziwymi kibicami, bo jak ktoś chce sobie przyjść na stadion tylko posiedzieć, obejrzeć mecz, zjeść kiełbaskę i napić się Coli to niech lepiej zostanie w domu. W krajach zachodnich nawet pikniki śpiewają przyśpiewki, a u nas śpiewy są tylko na B, a pikole tylko oglądają mecz i konsumują - to nie są prawdziwi kibice.

    ŚLĄSK TO MY, A NIE WY!! Gazeto Wybiórcza

  • ya-nek

    Oceniono 27 razy -1

    No, to jak tak dalej pójdzie, a pani dyrektor będzie pobłażliwa dla bandytów to stadion Sląska będzie pustkami świecił. Ciekawe kto wtedy będzie stadion utrzymywał? Pikniki nie, bo nikt ich nie ceni tak jak w Anglii czy Niemczech, a kibole potrafią tylko niszczyć, no i najczęściej jeśli nie handlują narkotykami nie maja pieniędzy na bilety...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX